czwartek, 7 maja 2026

Ta cholerna nostalgia...

  Oglądałam ostatnio filmik o Alizee. Sama bardzo lubiłam jej słuchać a zwłaszcza ten kawałek najbardziej rozpoznawalny. Przypomniała mi się pewna postać. To była bardzo dziwna relacja. Wydawało mi się, że facet jest dobrze rokujący. Tak to opisałam w pewnym komentarzu:

 -Znałam jednego co miał szajbę... Mówił ze to jego przyszła żona ... hehe. Akurat na niego ta historia nie zadziałała inspirująco. Spotkałam się z nim rok temu, po kilkunastu latach internetowego kontaktu... Totalna porażka. Cuchnący, stary kawaler, alkoholik z zębami jak koszmar ortodonty... Sam o sobie mówiący, że jest zjebany... Najgorsze, że to jak najbardziej prawda. Jedyny plus tej znajomości to fakt, że zainspirował mnie do napisania jednego opowiadania, które zostało dobrze ocenione. Powstało ono na podstawie jego osobistej relacji po pewnym losowym zdarzeniu. Ciekawe przemyślenia i wnioski. Widać było potencjał. Ale to wszystko rozmyło się w procentach jak wiele innych spraw na tym świecie. :(


A bo to on jeden taki?... O czym tu rozprawiać? Później na dodatek skonstatowałam, że te wszystkie wspomnienia są figę warte. No bo co z tego, że wcześniej wszystko było takie proste? Dziś jestem skłonna twierdzić, że to był efekt jasno postawionych celów. Trzeba zrobić tak i tak, przetrwać, zwyciężyć, bo oczekują tego od nas rodzice, partner, rodzina, dzieci... Trzeba wykonać plan i nie zawieść nikogo. Później nadeszła chwila prawdy i nowe odkrycie, że tak naprawdę NIKT tego nie doceni i wszyscy mają w d... twoje poświęcenie.

Teraz akurat zaczynam wątpić w to medium, jakim jest Internet. Niby dużo mi dało w kwestii ogólnego rozwoju ale też skutki uboczne są ciężkie. To są odkrycia tak straszne, że w pierwszej chwili dołują. Dochodzi się do wniosku, że najlepsze byłoby proste życie, gdzie nie straszy "świata groźny szum", ranne wstawanie, zwyczajne, codzienne czynności, oczekiwanie co najwyżej na tańczącą niedzielę, proste i zdrowe emocje. Tak bez udziwnień, bez tej całej skomplikowanej rzeczywistości.

Hmm... chyba się już autentycznie starzeję... Przychodzi ten moment dogłębnej analizy rzeczywistości. Co z tego wyniknie? Może jakaś prawda objawiona? Ale to akurat nie będzie miało dla nikogo znaczenia. To akurat, że dla mnie TAK to absolutnie nieważne.



niedziela, 26 kwietnia 2026

Pełna kontrola, bo co ludzie powiedzą...

  Jakie problemy mają ludzie... to tak na skutek ostatniego ogarnięcia okiem treści internetowych... Ile na Komunię to już klasyk. Natomiast oddzielny temat to kreacja ciuchowa. Ja pierdzielę...  Jakie buty, jak kolor najlepiej, czy fuksja jest odpowiednia dla babci???  (moim zdaniem to zależy od samej babci, jej stylu, charakteru urody, odwagi i innych rzeczy)

 Widać jak na dłoni, że ludzie maja wgrane pewne rzeczy. Nie ma tak, że jestem sobą i zachowuję się tak, jak mi intuicja podpowiada. Nie ma. Jest presja. Bo co inni powiedzą?... Inna sprawa, że ludzie w każdej sytuacji potrafią oceniać nie tylko wygląd ale wszystko inne, co tylko jest widoczne. Tylko po co, po jaką cholerę? Co to daje tak na dłuższy dystans??? Sama byłam świadkiem jak na pogrzebie bliska mi osoba odwracała się i lustrowała bez skrępowania pozostałych uczestników uroczystości. A za pół roku akurat była na miejscu najważniejszego jej uczestnika. 

 Ja tu nie mówię, że pewne osoby za jakiś czas przystąpią do kolejnej w życiu Komunii Świętej... Ale czy to jest ważne kto przybył i jak wygląda??? Przecież każdy z grubsza wie jak należy się ubrać i zachować na pogrzebie (chociaż z mojego doświadczenia wiem, że jednak nie każdy), no więc niech każdy ustali jak ma wyglądać w ważnej dla siebie chwili. O ile oczywiście dla tego kogoś chwila jest ważna i w jakim stopniu, bo może nie aż tak bardzo.

 Tak często myślę... Chciałabym mieć tylko i wyłącznie TAKIE problemy. 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Raz w górach, raz w dołku.

  Jestem sobie aktualnie w dołku. Coś wcześniej bredziłam o stawaniu się twórcą cyfrowym ale doszłam do wniosku, że to durny, poroniony pomysł. Tak naprawdę to właśnie Internet mnie nieustannie dołuje. Jestem zbyt wrażliwa, żeby odbierać zamieszczone tam treści. 

 Jedna część, ale nawet nie wiem jaki to procent to pożyteczne informacje. A reszta to jacyś dziwni ludzie z contentem, którego sens próżno odgadnąć, wzajemnie wyzywanie się i chamskie ocenianie, teorie spiskowe, rewelacje z d... wzięte, łowcy internetowi oraz oszuści wszelkiej maści. 

 Tragedia, po prostu tragedia... Mnie czasem "udaje się" z kimś pogadać w Sieci ale zawsze jest to stracony czas i stracone nerwy. Zaczepiają mnie różni mężczyźni, bo widocznie dobrze wychodzę na zdjęciach. Co do tego to jednak nie mam pewności, ale za to oni mają pewność, że skoro mam jakiś tam profil tu czy ówdzie to powinnam się z nimi umawiać. Najlepiej oczywiście dojechać na chatę. O co tu chodzi to ja nie wiem... przecież wiadomo, że idealni mężczyźni są gdzie indziej. 

 Oto mój ulubiony dowcip. Niby głupi ale tylko pozornie. 

 Spotkały się dwie znajome czy tam koleżanki. Jednak mówi:

- Słyszałam że wreszcie wyszłaś za mąż.

- Tak. I jestem bardzo szczęśliwa.

- Pewnie mąż dobrze zarabia?

- Nie, w sumie średnia krajowa...

- Pewnie diablo przystojny skoro go wybrałaś.

- Eee tam, przeciętny.

- To pewnie rewelacyjny w łóżku?

- Normlanie, bez fajerwerków.

- No to o co chodzi?

- Nie ma profili w Socjal Mediach i nie używa Internetu. 

- Chryste... a gdzie ty taki ideał znalazłaś?!


I tak to  jest. Tzn. mogło by być ale nie jest. Przynajmniej u mnie. U mnie, na moim terenie to obserwuję totalne odklejenie. Zdurnienie za sprawą bezkrytycznego przyjmowania debilizmów z YT oraz z innych miejsc w Sieci. Dodatkowo narzucanie innym swojego punktu widzenia a jak ktoś nie przyjmuje, to foch, nieodzywanie się i wyzywanie od bezmózgów. Nie ma świętości w postaci więzów rodzinnych oraz więzów krwi. I jak się tu odzywać do zakutego łba? Lepiej się nie odzywać i tak to już trwa przeszło trzy lata. Aż się prosi o jakiś radykalny krok ale nie zawsze są możliwości, gównie finansowe. Inne też. 

Znów się użalam i daje wyraz swojemu sfrustrowaniu. Mam gorszy dzień, może gorszy tydzień a może nawet zaczyna się gorszy miesiąc. No cóż, tak bywa. 

niedziela, 29 marca 2026

Nawet nie wiem jak to ująć...

Z czasem coraz bardziej potrafię radzić sobie z życiem. A czasy są twarde. Ludzie trudni i okrutni. Czasem bardzo bezinteresownie. Co chwilę rozśmiesza mnie małostkowość. Ale inne sprawy też. Czasem już mam ochotę zamknąć się w czterech ścianach. Później myślę, że najlepiej wyłączyć Internet, podobno narzędzie Szatana.... haha

Jednak za chwilę przypominam sobie, że dzięki temu medium spotkało mnie bardzo dużo dobrego w życiu. Nawet cenne znajomości, które z czasem schodzą do realnej rzeczywistości. Są też durne i nawet śmieszne momenty ale nauczyłam się nie przejmować. To akurat produkt uboczny, który wiele mówi o ludziach. W sumie nie będę się powtarzać i znów załamywać rak nad stanem umysłowym 85 procent użytkowników Sieci. To już było.

Ostatnio zadziało się coś pozytywnego i to na wielu frontach. Inspiracja, to jest moje ulubione słowo. Niesie obszerną treść. Nic nie jest w stanie tego popsuć. Wydaje mi się, że już funkcjonuję na innym levelu. Trochę się oderwałam ...


czwartek, 26 lutego 2026

Ameby, pantofelki i rozwielitki z Internetu...

  Znów po kilku miesiącach mam reaktywację. Za każdym razem obiecuję, że wpisy będą częściej. Rzeczywistość jednak jest inna. Twarda, bezwzględna i leniwa. Ale zestawienie. 

 Ja właściwie nie wiem jakie życie prowadzę. Może ciekawe, może nieciekawe i nudne... To zależy od punktu widzenia. Musze też przyznać, że zeszłoroczna praca za granicą tak mi dała w kość, że kilka miesięcy dochodziłam do siebie. Infekcja za infekcją. Jakieś stany zapalne. Osłabienie. Doły, bo depresja to jednak za mocne słowo. Może to efekt tego, że miesiące letnie spędziłam w cieniu. Zawsze pod dachem, słońce wtedy, gdy wybrałam się do sklepu i przede wszystkim zero polskich, sezonowych owoców takich, jak truskawki czy poziomki. 

 Tak więc w tym roku mam zamiar wygrzewać się na słońcu, zajadać się ekologicznymi owocami i nie przejmować się niczym. Zobaczymy jaki będzie efekt. Jednocześnie myślę nad zajęciem lekkim, rozwijającym i popłatnym bo okazało się, że mam zbyt mało siły na powtórkę zeszłorocznych akcji. (Swoją drogą zastanawiam się, jak ja to wszystko wytrzymałam... ). 

 Nic mi nie przychodzi do głowy, oprócz zajęcia instagramera. Czy tam influencera jak kto woli. Jednak tutaj już jest tego zatrzęsienie. Jak miałam pomysł kilka lat temu to mi rodzina powiedziała, że będzie się mnie wstydzić jak zrobię z siebie idiotkę. 

 Aktualnie rodzina dopuszcza coś takiego, jednak obawia się jak ja sobie poradzę z wszędobylskim hejtem, który jest wszędzie, ale to wszędzie. Nawet przy tematach pięknych i pozytywnych. Oczywiście rodzina nie wie, że ja już jestem dużą dziewczynką i mam w odwłoku hejt. Bo przecież żeby mnie obrazić to trzeba mieć papiery, cytując klasyka. 

 Ale też moje treści i mój kontent to nie byłby związany z jakimiś moimi przewrotowymi filozofiami... Ja bym tylko pokazywała moje hobby. Czyli taka mieszanina rękodzieła i drobnych form literackich. Z tym, że formy literackie były by w linkach. Żadnego narzucania się z moją grafomanią. 

 Zdaję sobie sprawę, że jednak czasem by mi się obrywało. Bo już taka natura 98 procent użytkowników Internetu, tych z tytułu tego posta. Ja już mam postanowienia, że nie będę angażować się w dyskusje z amebami ale czasem jak widzę, gdy niektórzy dyskutują z AI to naprawdę mnie rusza. Chodzi tu przede wszystkim o podlizywanie się wygenerowanym przez AI obrazkom przedstawiającym cycate piękności. Czasami nie wytrzymuję i daje do zrozumienia jaka jest sytuacja. I wtedy napotykam agresję. Im nie da się nic przetłumaczyć. Jedyną bronią jest atak na mój wygląd. Ostatnio jeden pantofelek napisał mi że mam brzydki ryjek. Bo oczywiście wlazł na mój profil i zobaczył foty bez filtrów. Tak mnie to rozśmieszyło, że teraz jak idę umyć twarzyczkę to mówię: "Idę umyć ryjek". Generuje to totalną wesołość wśród domowników. 

 Tak więc chyba jestem odporna na hejt. Najwyżej na komentarz typu: "Masz stary, brzydki ryj" odpowiem: " No i ch...j, ale za to zrobiłam fajny sweterek". Tak parafrazując znany dowcip. 

 A oto mój sympatyczny ryjek:


Dobrego dnia albo dobrej nocy wszystkim, zależy od chwili w jakiej to czytacie. 



niedziela, 28 września 2025

Co jakiś czas reaktywacja ;)

  Ten rok od samego początku był bardzo intensywny. Założyłam sobie, że spełniam swoje marzenia i zaczynam żyć tak jak sama chcę. Potrzebne mi były do tego fundusze i pomyślałam, że trzeba zarobić trochę pieniędzy. Wymyśliłam pracę za granicą, no bo gdzie indziej? Na początku roku sprzątałam domki kempingowe po zimie i nie wytrzymałam tam zbyt długo... Przyjechałam zdrętwiała z zimna i ze stanem zapalnym w stopie. Jednak miałam już trochę pieniędzy i ogarnięty strach przed nieznanym. 

 W międzyczasie pracowałam w komisji przy wyborach, co dla mnie, głębokiego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Zaraz po tym pojechałam na kilka miesięcy zaopiekować się starszą panią aż gdzieś pod holenderską granicę. 

 Przy tym wszystkim moja znajomość języka jest podstawowa, jednak cały czas się rozwijam. Tylko nie wiem czy jeszcze pojadę do tej pracy. Wróciłam na do domu i od razu się rozchorowałam. Wyglądało to tak, jakbym tam na miejscu ze wszystkich sił się trzymała a tutaj wszystkie hamulce puściły. Głównie odczuwam problemy związane z zespołem jelita drażliwego. Schudłam drastycznie bez żadnej diety ale możliwe że z powodu dużej przerwy nocnej w jedzeniu i długich dystansów w tym wielkim domu w którym pracowałam. Ale to akurat jest dobre. Do tego wszystkiego doszły problemy z kręgosłupem. 

 Tak więc moja praca za granicą stoi pod znakiem zapytania. Wiadomo też, że nie jest to co bym chciała robić. Ja lubię pisać, lubię też drobne robótki z zakresu rękodzieła. Lubię szyć, dziergać i reaktywować stare lalki, dając im nowe życie. To chciała bym robić. 

 W tym roku na pewno nigdzie nie pojadę, bo chcę dopilnować pewnych urzędowych spraw. Nauczona doświadczeniem, nikomu ich nie powierzam. Nikomu nie ufam. Nawet własnej rodzinie, bo zawsze tak było że to właśnie rodzina wie, co dla mnie najlepsze... Inni ludzie też, ale akurat nie znam ich zdania, mogę się co najwyżej domyślać. 

 Nauczyłam się mieć w odwłoku zdanie innych na swój temat i na temat tego jaka powinnam być i jak się zachowywać. Ten stan plus jakieś tam bezpieczne zaplecze finansowe, stwarza komfort który wręcz uzależnia. Myśl, że mogłabym to stracić, powoduje wielką kreatywność w temacie jak to utrzymać i zwiększać. Trzeba tylko jasno określić zasady. Głownie czego się chce i czego nie chce. To podstawa. 

 Planuję pisać częściej. Nie tylko o robótkach. Przez ten czas zmierzyłam się z wieloma problemami. Spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, prowadziłam wnikliwe obserwacje i wyciągałam wnioski. 

O tym też będzie. 




 

środa, 2 kwietnia 2025

Świat zgłupiał i ludzie z nim...

  Jestem już zmęczona i chyba odpadam. Osobiste klęski też mnie osłabiają. Szukałam zajęcia a okazało się, że jednak dobre chęci nie wystarczą. trzeba jeszcze mieć końskie zdrowie. Co prawda porwałam się od razu na szeroką wodę. I poległam. Jednak jak to mówią: nie ma porażek, są tylko lekcje. 

 W międzyczasie porządne wydawnictwo by mnie wydało ale oczywiście w modelu substydiowanym, bo przecież aż tak genialna to nie jestem, żeby zaryzykować. Przy okazji naczytałam się komplementów dotyczących mojego warsztatu. Akurat to wydawnictwo nie wydaje każdego, kto tego chce, tylko autorów rokujących. Ale niektórzy z nich nie mają kasy. Może by jakaś zbiórka? 

 Obserwowanie Internetu również mnie osłabia. Pisałam o amebach srających się do fejkowych kont. A teraz muszę przyjąć do wiadomości, że są też autentyczne osoby z rozbudowanymi profilami, gdzie jest bezustanne szukanie atencji. I to takiej niskiej, bazującej na urodzie i kształtach. Przykładem może być pani wykonująca typowo męski zawód, która wciąż mi się pokazuje. Nie wiem dlaczego. Poczytałam wcześniejsze materiały na jej temat i wszystko cacy ale były też problemy z narzucaniem się ze strony mężczyzn, z niepochlebnym ocenianiem i nękaniem. I to nie było dobre bo doprowadziło panią do łez. Jednak widocznie mało było zwracania na siebie uwagi, bo ciągle nowe posty z seksownymi fotami i zaczepne teksty... I efekt taki jak pod tamtymi durnymi lipnymi profilami. 

 Ale ja głupia... Teraz wpadłam na to, że to tylko fejkowy projekt ze skradzionymi fotami. Przecież nikt nie może być aż tak durny. Ale to akurat tylko ta postać. Jest jeszcze kilka przykładów. 

 Czy naprawdę atrakcyjna kobieta potrzebuje bezustannej, masowej atencji??? Przecież wystarczyłoby, gdyby przeszła się ulicą w tym makijażu i w tych ciuchach. Tak ze dwa razy na tydzień jakbym zobaczyła zachwycone spojrzenia to by mi wystarczyło. A jakbym zobaczyła zachwycone spojrzenie JEDNEGO faceta, wciąż tego samego to by inni mogli nie istnieć. Ale tutaj wciąż musi się to kręcić. Wciąż trzeba czytać różne debilne teksty najaranych ameb internetowych. 

 Strach się odezwać, bo zaraz wydobywa się jad w moją stronę, że zazdrosna, stara i brzydka i niedopchana. Bo przecież sensem życia kobiety to jest posiadanie samca, któremu może ona służyć. Mam się zająć swoim kotem. No chętnie bym się zajęła, przynajmniej zwierzak by mnie kochał i wszystko jedno by mu było czy jestem zadbana i czy już wyłysiałam... Jednak ja często wyjeżdżam i nie chcę żeby ktoś inny zajmował się moim zwierzakiem. 

 Inny przykład to są profile facetów, gdzie jest kilkanaście portretów, każdy w innej aranżacji. Czy oni to już ... czy jeszcze nie. A może i to i to. W każdym razie mózgi górne z jednym zwojem. Ktoś mi mówił, że 85% społeczeństwa to debile. Ostatnio ten procent chyba ciągle rośnie. 

 Tutaj załamuję ręce tylko nad wycinkiem rzeczywistości.