środa, 8 sierpnia 2018

Mały powrót.


 Kilka miesięcy istnej psychozy. Nie wiem co się działo. Czekałam na badania w szpitalu i bałam się bronchoskopii jak jakiegoś koszmaru. Tymczasem nie było tego badania, były inne i okazało się, że jest regresja. Poczułam się wspaniale.
 Pisać też nic nie pisałam... chociaż ostatnio poczułam się jak w filmie i to takim ciężkawym dla tych co to lubią rozmyślać nad sprawami uczuć, emocji i podobnych. Pojawiła się nowa Muza i przez krótką chwilę widziałam rzeczywistość inaczej.  Oczywiście nie notowałam. Szkoda, bo mógłby być materiał na opowiadanie. A może krótka powieść.
 Mam jeszcze trochę planów do zrealizowania, takich formalności związanych z wypisem ze szpitala. Nie mam podzielności uwagi. Jeżeli coś mnie zajmuje to nie mogę myśleć o czymś innym. Niedobrze.


środa, 23 maja 2018

Dół środkowotygodniowy.

 Nie piszę, nie pracuję tylko się martwię. Już teraz martwię się za innych, bo limit samozamartwiania mi się wyczerpał. Wchodzę na przykład na główne i popularne portale i czytam o śmierci Philipa Rotha... nieodżałowany... No i najmniej irytujące komentarze to: "A kto to?"
 Potem lecą antysemickie bluzgi i zaraz polityka. Albo politykowanie raczej. I to takie debilne na ogół.
 Tak ogólnie to jestem za tym, żeby te wszystkie komentarze były od jawnych autorów. Ja rozumiem, że i tak jest to nie do końca tajne... i tutaj mi przychodzi na myśl mój pan mąż, któremu nie chce się uruchomić własnego laptopa i przesiaduje przy moim. Godzinami i czyta i coś tam klika... Jakieś łapki, jakieś plusy i minusy... jego też cechuje jadowity i chamski antysemityzm. Ale całkiem niesłusznie, bo wystarczyłoby sięgnąć do korzeni i do tego, skąd pochodziła jego szanowna babcia i tyle. Jakie to zabawne, dla mnie oczywiście. Ale lepiej nie szukać, bo a nuż się coś znajdzie, nie lubić się z rodziną, pogardzać sąsiadami, oczywiście tymi, z których nie ma żadnych korzyści.
 Potem głupkowaty rasizm i nacjonalizm a w ogóle zadufanie w sobie. Osobniczo personalizacja większości społeczeństwa. Tego z interentu przynajmniej, bo nie wiem co myślą wszyscy, zwłaszcza ci, którzy się nie wypowiadają publicznie.
 Cały czas jeszcze ocenianie, ocenianie zazwyczaj negatywne. Nienawidzę tego. No i eksperci od wszystkiego, nawet od moralnego prowadzenia się. A co to jest to moralne prowadzenie? Z dalszych moich obserwacji wynika, że to prowadzenie się byle jakie, ale żeby nikt się nie dowiedział. Z pobieżnych informacji można by wysnuć wniosek, że Polacy to wzory cnót wszelakich. Jednak wystarczy forum, czat czy pierwszy lepszy portal randkowy, gdzie osobnicy w związkach, nierzadko małżeńskich, szukają odskoczni. Najlepiej dyskretnie. Jakby co, to oni w separacji, tylko zazwyczaj druga połowa nie wie o tejże.
 Ja też jestem w separacji na FB, a jakże. W moim przypadku jest to jednak separacji od wszystkiego, także mentalna i intelektualna. Tylko ten status mi pasował. Nie rozwiodę się bo nie mam pieniędzy. Zresztą dlaczego mam się rozwodzić teraz jak straciłam zdrowie wiadomo dla jakiej sprawy.
 Wałkowanie tego tematu przyprawia mnie o stres. Drugi stres to fakt, że jestem nieudacznikiem, ofiarą nie wiedzieć czego... Potem dochodzę do wniosku, że to moja wina, moje lenistwo. Ktoś tam mnie pociesza, że nie mogę być leniwa, skoro przeszłam tyle i tyle.
 Powiem jeszcze raz, że osłabiają mnie takie rozkminiania.
  Dziś też nic mi się nie chce... Co ja nie miałam zrobić? Sprzedać coś, wystawić. Siedzę i się wkurzam. Można by było nawet poczytać. Albo przesadzić kwiatuszki. To zawsze uspokaja.



środa, 16 maja 2018

Poprawianie humoru.

 Nie piszę, bo tylko biegam od specjalisty do specjalisty i jestem tak wypompowana tym, że już nic mi się nie chce. Tylko spać. To też nie zawsze mi jest dane, bo domownicy nie zawsze preferują styl życia podobny do mojego. Pojawiają się nowe, "ciekawe" jednostki chorobowe... a ja mam podejrzenia, że wszystkim rządzi SARKO.
 Ale nie będę opowiadać bo miałam nie kwękać.
 O jednym jednak muszę zakwękać, bo  upasłam się jak świnia. W ciągu krótkiego czasu przybyło mi parę kilogramów bo jak inaczej. Skoro muszę sobie poprawiać nastrój żarciem. Lody, piwo i pieczywko francuskie polewane słodyczą. Na efekt nie trzeba było długo czekać.
 Nie będę tutaj pokazywać mojego brzuchola, chociaż mam takie ciągoty. Za karę niech się wszyscy pośmieją. Jednak pokaże następny polepszacz humorku - kamyki. Tym razem tym razem cytrynowa bransoletka. Cytryny mają przyciągnąć bogactwo. Ciekawe jakie? Może bogate wnętrze?
 Jak dla mnie to są kwarce dymne. taki ciemny odcień...






 Popełniłam jeszcze mały czaroit przewiercony, żeby można go było nosić. One same siebie przyciągają bo prosiłam je o to. Całe szczęście, że jest mało biżuterii takiej w moim stylu. Może gdzieś tam są jakieś okazy ale oczywiście drogie.

Od niedzieli mam dietę, nie ma przeproś. W sierpniu w szpitalu zleci mi pewnie ze trzy kilogramy, to spodziewam się, że jesień zacznę wylaszczona. Założyłam sobie konto na Instagramie. To co tam oglądam, przeważnie działa na mnie inspirująco. Fajna zabawka.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Doły, wkurwy i frustracje.

 Znów gorzej, znów kontuzja ręki. Tym razem prawa. Chodzenie w ortezie. Nicnierobienie. Ja na pewno mam te zapalenia w przebiegu sarkoidozy. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Ciągle tylko lekarze, badania i zabiegi. A swoje zrobić trzeba. Nikt się nie rozczula. Nie ważne, że ręka boli. Mam wrażenie, że wszyscy uważają, że przesadzam. No bo coś tam robię. Zdejmuję ortezę i zaraz trzask i znów ból. Mam tego dosyć.
 Są osoby, które uważają, że to mój złośliwy organizm wynajduje mi choroby, bo nie chce opuszczać bezpiecznej strefy komfortu. No bo teraz powinnam się rozwijać, powinnam wziąć się za nowy zawód i bogacić się. Nie cierpię tego typu socjopierdowego bełkotu. Oczywiście, że choroba autoimmunologiczna bierze się z depresyjnej przeszłości, ale nie dajmy się zwariować.
 Nie wszystko musi być wyjaśnione naukowo przez domorosłych psychologów. Ktoś tak liznął trochę psychologii i uważa się za eksperta od życia. jednocześnie jego życie dalekie jest od chociażby przeciętnej normy. Ale oceniać trzeba... Do tego to wszyscy mają nieprzebrane talenty.

 W tamtym blogu się żaliłam. Teraz nie będę. Nie będę też "przerabiać" przeszłości. Bo normalnie NIE MAM NA TO OCHOTY. I nie wiem czy kiedykolwiek będę miała. Co to za psychologiczny wynalazek, który zaleca babranie się w zaleczonej ranie???

 Wybaczać wszystkiego też nie jestem w stanie. Przynajmniej nie teraz. Od czasu do czasu targa mną totalny wkurw, że mogłabym kopać i wygarnąć całą prawdę i wszystkie żale. Ale co to da?
 Nie sądzę, żeby było mi lżej.

 Czytam Norbekova i jego teorie o intuicji. Figę z tego rozumiem, pewnie jestem zbyt głupia. To jest taka książka, którą chyba trzeba przeczytać kilka razy. Właściwie co mam do roboty.

 Z kamyków zakupiłam nową bransoletkę. Trzy czaroity, cytryny i kryształy górskie. Fajnie dobrane haha.

Mam nadzieję, że sklep interentowy się nie obrazi, że go reklamuję.
 W maju wyjdzie też książka o kamieniach. Uwielbiam...  :)



niedziela, 18 lutego 2018

Sarkoidoza i zdrowy tryb życia.

 To jest to, co mam. Nie pisałam przeszło dwa miesiące i myślałam, że już nie ma to sensu. Nie wiem czy ktoś czyta te moje wynurzenia.
 U mnie objawia się to tak, że nie mam siły. Istnieją podejrzenia, że choroba dobrała mi się do serca a z tego by wynikało, że nie jest dobrze. Stawy jak to stawy, można żyć tylko boli.
 Jasne, że nie tworzę literatury bo nastrój jak zwykle nie ten. Cały czas się martwię, chociaż bardzo staram się nie martwić.
 W tym wszystkim dobrze się składa, że mogę prowadzić w miarę higieniczny tryb życia. Nie chciała bym przeholować w drugą stronę, to znaczy popaść w totalne unieruchomienie.Próbuję się gimnastykować... ale nie cierpię gimnastyki i nie ukrywam tego. Nie cierpię sportu, chociaż niekiedy jest widowiskowy oczywiście dla widzów. Śmieszy mnie to jaranie się osiągnięciami rodzimych sportowców, podczas nasiadówek na kanapie z puszką piwa w dłoni. Co innego jakbym miała górke niedaleko i regularnie zapinała narty.
 Ja jestem blada, jakby wysrana przez mamuta, mam nadwagę i słabe włosy. Nie mam talii tylko oponę. Mój obwód bioder niewiele się różni od obwodu w miejscu gdzie powinna być talia.

 No i totalnie nic nie robię, chociaż ostatnio próbuję szyć. Czytam tylko książki o medycynie alternatywnej. Za nic nie chciałabym jeść sterydów. To chyba by był już koniec dla mojej wątroby i dla mnie. Ciągle myślę jak sobie pomóc. Sporo wyjaśni się w tym tygodniu, po wizytach u dwóch specjalistów. Dziś mam trochę wolnego, może ułożę jakiś plan. Mogę nawet go zapisać jak to mi ma pomóc w realizacji. :)



wtorek, 12 grudnia 2017

Hodowanie nałogów.



 Czytam sobie "Po bandzie..." Jakuba Winiarskiego. Fajna lektura dla takich jak ja. Czytam nie za szybko, żeby mi wszystko się powoli poukładało. O pewnych sprawach wiedziałam o innych nie. Pewne rzeczy stosowałam intuicyjnie. Pewnie środki stylistyczne też. Tylko nie potrafiłam nazwać.
 Wyczytałam o tworzeniu nawyków. Według autora, jeżeli robimy to samo przez 28 dni, obojętne czy to będzie pisanie bloga, czy palenie czy gimnastyka, to dwudziestego dziewiątego dnia już robimy to z przyzwyczajenia czy też z nałogu jak kto woli.
 Jak na razie piszę nowego bloga i stosuję dietę ochraniającą wątrobę. Oczywiście wolałabym zacząć pisanie moich historii i trochę gimnastyki. Byle nie ciężkiej. Jednak jeszcze nie zaczęłam. Ale wszystko przede mną. Czuję się lepiej możliwe, że to za sprawą endorfinek znajdujących się w kurkumie. Ale skoro to jeszcze legalne, to co w tym złego?
 Byłam dziś u lekarza ale nie dosyć, że nie wyspałam się, to jeszcze dłuuugo czekałam. A bo obiegówki, a bo jakieś dziecko abo wreszcie lokalny polityk celebryta z synem większym od siebie, który jednak nie potrafi sam udać się do lekarza. Raczej potrafi ale wtedy nie byłoby poza kolejnością.
 Moja lekka trauma przychodniana jednak się opłaciła. Momentalnie ozdrowiałam i doszłam do wniosku, że już tam nie pójdę. Przynajmniej nie z każdą pierdołą, gdzie  strach mi ją rozdmuchuje do rozmiarów tragedii.

 Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała kamyków.

  Wydaje mi się, że to agat mszysty i to jeszcze różowy. Może tu nie za dokładnie widać, że odcień jest jak mydełko lawendowe z jogurtem. Tylko nie próbować ;)
 Oczywiście szerokie spektrum działania a przede wszystkim wiele radości obcowania z wiecznym pięknem. Ja na swój użytek nazwałam go Kamieniem Atrakcyjnej Narracji. Gdy tę nazwę powtarzałam, jakoś dziwnie uporczywie przekształcała mi się w Kamień Pozytywnej Narracji. W sumie dlaczego atrakcyjność nie może być pozytywna? Raczej powinna. :)
 Doczepiłam jeszcze do niego moją platoniczną miłość do Nissana Qashqai. Może nie tak bardzo platoniczną, bo zawsze go obmacuję, gdy przechodzę obok niego. Dobrze, że na tych wystawach nie załączają alarmów, bo by zawsze było głośno... haha. Jeżeli Nissan mi kiedyś puści oczko, to wtedy będzie oznaczało, że jestem całkiem normalna.





poniedziałek, 11 grudnia 2017


 Witam pierwszy raz. Gdzieś mnie pogoniono, więc przyszłam tutaj. Ciężko mi się tutaj poruszać, bo jestem zbyt tradycyjna i słabo nauczalna. Nie będę kopiować starych tekstów. Doszłam do wniosku, że to bez sensu. Na starym miejscu zajmowałam się użalaniem nad sobą i czasem pisałam o własnej grafomanii, która podobno czasem grafomanią nie była. Ale głównie były to kwękania.
 Czas z tym skończyć. Z kwękaniem. Świat już jest wystarczająco nieprzyjazny, żeby dodawać sobie złej energii. Pewnie, mam swoje problemy jak każdy... ale kto by lubił o nich czytać? Każdy ma dosyć swoich. Zakładam, że nie mówimy tutaj o osobach, które cieszą się z cudzych niepowodzeń.