sobota, 5 stycznia 2019

Cele na 2019 rok.



 Miało być o planach na Nowy Rok ale nie mogłam się oprzeć. Pośmiejmy się bo coś w tym jest, ale zaraz spoważniejmy i zaczynamy.

 1. Zwyczajowo Sylwester był taki denny jak zwykle (chyba masło maślane), więc pierwszy plan dotyczy właśnie jego. Ale nie tylko jego, raczej wszelkich świąt, zabaw, czasu wolnego, imprez... no wiadomo. Hasło "Nigdy więcej chujowego Sylwestra" dotyczy w zasadzie całokształtu. Może powinno brzmieć: "Jak mam ochotę się rozerwać to robię to." oczywiście nie przy pomocy granatu bojowego czy innego pocisku tego typu. Do tej pory mam niesmak. Właściwie corocznie mam niesmak ale tym razem mdli mnie potężnie.
 Wiadomo, że spraw nie da się zmienić w rok. Tu chodzi o zmianę stylu życia. Żeby było śmieszniej, to nie wiem jak się do tego zabrać. Coś mi niby świta... ale na razie to jakieś mgliste formy.

2. Moje zapasienie przybrało okropną formę. Nie ma się co rozpisywać bo mi przykro... Tak więc inne jedzenie a przy okazji dieta, która jest walką z moimi stanami zapalnymi.

3. Pisałam w końcówce tamtego roku i dobrze, że pisałam. Mam szczery zamiar robić to nadal. Tak więc kontynuacja dzieła które już wysłałam i może nawet jednoczesna praca nad tą konkretną powieścią o której nie przestaję myśleć. Nazwijmy ją "Słowik". Czuję, że nawet jak te dwie pierwsze nie "przejdą" to ta akurat przejdzie. Tam jest wszystko to, co powinna mieć dobra powieść, nie wiem jak z moim wykonaniem.

4. Czytanie jak najbardziej. I to nie będzie 52 książki w roku jak to brzmi jedno w wydarzeń na FB, tylko według mojej miary. Dodatkowo czytanie pozycji, które mogą mnie czegoś nowego nauczyć. To nie będzie takie trudne, bo po prostu to lubię.

5. Koniec debilnych konwersacji przez internet. O tym to bym mogła akurat sporo napisać. Ale po co się tak biczować? Lubię rozmawiać i dyskutować ale czasem daję się wprowadzić w maliny. Zazwyczaj zanim się na dobre zorientuję, doświadczam ogromnego poczucia straconego czasu i wykwitu negatywnych emocji. Po co mi to? Zwłaszcza ten czas jest nie do odrobienia. Najczęściej powodem są moje dobre zdjęcia w mediach społecznościowych haha... Bo jakby nie to, to raczej nikt by się nie załapał na mój intelekt hihi. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie próbował czegoś wskórać... Prędzej, czy później dochodzę do wniosku, że na cholerę mi takie relacje. Jednocześnie dołuję się, że jednak fizyczność jest bardzo ważna. Stąd już tylko krok do chandry i rozżalenia. Po co mi to? Nie lepiej żyć spokojnie?



środa, 28 listopada 2018

Jestem (s)twórcą.

 Seksistowskie dowcipy to nie najgorsze co mnie spotkało. Czasem daję się wmanewrować w gorszą nerwówkę, bo jestem naiwna i daję wszystkim kredyt zaufania. Najczęściej potem zastanawiam się, dlaczego ludzie tacy są. Pewnie będę się zastanawiać do końca. Taka już jestem.

 Faceci jawią mi się jako coś koszmarnego. Trafiam na jakieś odpady. Jednocześnie wiem, że gdzieś istnieją pełnowartościowe osobniki. Ja po prostu jestem w takim środowisku. Ale potem przychodzi mi coś do głowy... Te wszystkie romansidła, które tak dobrze się sprzedają, mimo marnego poziomu literackiego. No właśnie, dlaczego mają takie powodzenie? Odp: bo przedstawiają facetów takich, jakich szukamy. (no nie wszystkich ale przeważnie). A jak książkę pisze kobieta, to tym bardziej. W sumie nie znam faceta piszącego romansidła.

 Ja pisałam pierwszy tom z pozycji faceta. Jest mowa pozornie zależna. Wszystko jest przedstawione z punktu widzenia Pawła, chociaż nie jest on narratorem.
 Zrobiłam go takim, jaki by mi się podobał. Ogarnięty, wrażliwy, jednocześnie męski i odważny. Czasem reaguje spontanicznie, robiąc trochę zamieszania, ale nie ma z tego powodu poczucia winy. Czasem wychodzi na głupka ale wtedy sam przyznaje, że nim jest.
 Szanuje kobiety, szanuje mężczyzn z wyjątkiem tych, którzy na szacunek nie zasłużyli. Szanuje zwierzęta. Ma poczucie odpowiedzialności i poczucie obowiązku. No chyba, że przechodzi kryzys, to z obowiązkami gorzej.
 Ma swoje drobne wady. A może i nie drobne? To samo co wkurzało Elizę, rozczula Celkę. No bo Eliza już długo znosiła Pawła, a Cela dopiero się do niego "dorwała". No to wszystko ją bawi, chociaż czasem zastanawia się czy długo wytrzyma. Czasem czuje się wytrącona, dostaje pomieszania z powodu jakiegoś Pawłowego ruchu, ale zaraz się zbiera do kupy. Zastanawia się czy miłość to jest wieczne ustępowanie pola. Może się powinna od czasu do czasu postawić tak dla zasady? Jest wręcz zaniepokojona tym, że wszystko jej się w nim podoba. A nawet jak się nie podoba, to zaraz zaczyna się podobać.
 Oj jestem już w drugim tomie... Gdzie w sumie wszystko przedstawione jest z punktu widzenia Celki. Tak dla odmiany i lepszego poznania obojga.

 Wracam do tematu. Jak nie ma w moim życiu sensownego faceta to sobie go stworzyłam. Na dodatek go lubię. Bardzo go lubię.
 Ktoś, kto przez pewien czas był inspiracją, grał ze mną w dziwną grę, której zasad nie rozumiałam. Nadal nie rozumiem. Ale to już mało ważne. W każdym razie coraz mniej. Może się to zmieni, nie wiem tylko w którą stronę.
 Z postacią literacką spędzam mnóstwo czasu. Tworzę treści, które są energią. Według prawa przyciągania, już coś powinno się dziać. To żart oczywiście. A może nie żart?


czwartek, 8 listopada 2018

Ja, sfustrowany pasztet, którego nikt nie chce.


 
Może nawet dobrze, że siedzę w domu bo nie obrażam uczuć estetycznych tych wszystkich męskich osobników, których celowo nie nazywam mężczyznami bo nie są nimi w pełni, którzy zamieszczają babki w JPG na swoich profilach i dołączają jakieś górnolotne sentencje typu chłopska filozofia, lub wyważanie otwartych drzwi. Wydaje mi się to durne jak diabli. Na przykład jeden ze znajomków, daje fotę super laski i pisze że piękne ciało na jedną noc a piękny umysł na całe życie. Na zdjęciu jest raczej piękne ciało a nie Maria Curie-Skłodowska. Na mój lekki przytyk, odzywa się jakiś (...)  z mojego miasta i pyta czy mam problem z ciałem czy umysłem. A cholera, z tym i z tym hehe.
Chyba pora zabrać się za wyrzucanie. Miałam mało znajomych, więc przyjmowałam kogo popadnie. Nie szkoda ich wywalić bo raczej twórczości mojej nie będą czytać. Ani oglądać. Chyba mają inne zainteresowania. Najgorsze jest to, że czasem może mijam takiego osobnika na ulicy i jestem dla niego przeźroczysta, bo akurat w necie króluje inny kanon urody. A nawet jak na mnie taki łaskawie spojrzy to w innym kontekście. Ale na swoim durnym profilu będzie taki pieprzył, że ważniejsze jest wnętrze kobiety. Aż się boję myśleć które hehe.
Jeszcze gorsze jest to, że oni wszyscy poruszają się po mieście bez opieki.Czasem idąc ulicą i mijając osobników płci męskiej, myślę właśnie o tym. Ogarnia mnie wtedy przerażenie. 
 Przychlast z mojego miasta, mundry i przenikliwy, litościwie nie wyzwał mnie od sfrustrowanych pasztetów. Odetchnęłam z ulgą... No bo przecież trzeba by było się totalnie zdołować. Ale za to drugi niżej napisał, że bierze pierwszą opcję. BIERZE, oczywiście jakby ktoś mu dawał. Weszłam na profil i doszłam do wniosku, że musiałby mieć dużo, dużo, dużo kasy. 
 Dlaczego oni są tacy głupi? Im starszy, tym durniejszy! Jeszcze wśród młodych to się zdarzy jakiś lotny, otwarty umysł. No i trzeba powiedzieć młodsi są na ogół bardziej kulturalni. Cały czas mówię o Sieci. A starzy się kompromitują. Wklejają jakieś gołe tyłki, jakieś modelki w wieku ich wnuczek, kopiują seksistowskie dowcipny aż się mdło robi. 
 Trochę posprzątałam. No bo co mi po oglądaniu kobiecych aktów? Ostatecznie mogłabym sobie wydrukować i przypiąć na lodówkę, żeby mnie stopowały jakby mi przyszło na myśl znów się samolubnie nażreć. 
  Lepiej się nażreć w kuchni samolubnie
  niźli na Fejsa wleźć w południe.
        Lepiej wylać na łeb wody szklankę
        niż nieopatrznie wejść tam rankiem.
             Lepiej zjeść w kropki muchomora
             niż podchandrzoną  wleźć tam z wieczora...


          

środa, 31 października 2018

Skończyłam!

 Wreszcie skończyłam powieść i wysłałam w kilkanaście miejsc, oprócz jednego, po którym trochę sobie obiecuję, ale tam akurat życzą sobie wydruk, wiec trochę to potrwa. Targają mną różne uczucia ale nie ma innego wyjścia, tylko wypuścić w świat.
 Przez pomyłkę wysłałam w jedno miejsce gdzie jest możliwe współfinansowanie i nawet wiem jaka może być odpowiedź... ale moją odpowiedzią będzie NIE. Jedna  z przyczyn to brak pieniędzy a inne to wiadomo.
 Generalnie wiem, że wydawanie mojego "dzieła" to działanie obarczone ryzykiem albowiem ma ono poważne wady. O warsztacie nie piszę, bo z tego co widzę, wydawane są gorsze rzeczy wziąwszy pod uwagę sposób pisania i styl. Piszę o mało nośnym temacie i głównie o bohaterach. No bo nie jest to świeża singielka po przejściach, nagle spotykająca miłość swojego życia, która to miłość usuwa w cień dotychczasowe miłości(też życia).
 Co ja pieprzę... Przecież tak właśnie jest! Pełno tam świeżych singli, nawet jest jedna świeża wdowa, i cała przeszłość, nawet ta niedawna zostaje w końcu usunięta w niepamięć. Tyle, że single nie mają w okolicach trzydziestki, tylko więcej.
 Może gdzieś istnieje tematyka z postaciami podobnymi do mojej, ale w tej chwili nie pamiętam. Więcej jest pięknych, młodych, bogatych i zdrowych. Chore też się zdarzają ale szybko zdrowieją. Przeważnie. W każdym razie trochę się wyłamuję. Muszę zacząć walczyć z tymi stereotypami.
 No bo jakby nie patrzeć, wygląda to tak, jakby ludzie 50+ i dalej nie mieli uczuć, nie przeżywali świeżych fascynacji(kimkolwiek i czymkolwiek), jakby nie mieli swoich pasji i co gorsze, jakby już nie mieli swego życia erotycznego. Czasem pojawia się pieprznięta mamuśka jakiejś głównej bohaterki, która akurat przyjeżdża zając się wnukiem. Wnukami rzadziej, bo jakby singielka miała trójkę, to raczej nie miałaby czasu podrapać się po d... o czasie na romanse nie wspominając.
 Tak więc mamuśka bywa groteskowa, głupkowata, zazwyczaj typowa Dzidzia-piernik, kokietująca bez wyjątku wszystkich mężczyzn od 0 do 110 lat. Żałosne to trochę.
  Albo ja źle dobieram lektury. Kto by znał inne książki to proszę o wiadomość.

 Kontynuacja tego też będzie z tymi samymi postaciami i one nie odmłodnieją. Pojawi się tam parę młodszych osób ale będą one trochę zagubione, jak to często w życiu bywa.
 Kolejna powieść, która w części już jest ale wymaga napisania od nowa będzie miała bohaterkę już po 40-tce. No nikt w sumie nie uwierzy, że ktoś po 50-tce z takim zaangażowaniem szuka sensu miłości. Będzie to nowy Grey zmieszany z trzysta sześćdziesiąt ileś tam... plus wszystkie odchylenia oprócz pedofilii i zoofilii. No i intryga i próba morderstwa. No i dużo seksu skoro ludziska lubią. Jak lubią to będą mieć.
 Tylko tutaj muszę zaznaczyć jedno. W przedstawianiu tego wszystkiego, ani myślę naśladować autorek wyżej wspomnianych dzieł. Seks jest jedną z ważniejszych sfer w życiu człowieka, może i powinien być piękny, no więc wymaga dobrego opisania.
 Nie będą to anatomiczno- pornograficzne opisy, bo dla mnie to nie literatura tylko coś innego. Sama nie wiem co.

 Jeszcze parę dni jakiejś małej rozwałki, związanej ze Świętem Zmarłych i tym samym zjechaniem całej rodziny i mnogości domowych zajęć, bo wszyscy oczywiście mają co innego do roboty (ech, do cholery jasnej) a potem już mam nadzieję zabiorę się na poważnie za następne projekty.
 Do tego dochodzą jeszcze wizyty u lekarzy bo ból cały czas jest ze mną, ale jak się daje to nie zwracam na niego uwagi. Gorzej jak się nie daje, bo i takie momenty są.

 Oczywiście składam bransoletki i nadal mnie to bawi:






Chodzę w jednej. W tej bryłkami ametystów z srebrze. Ale mam teraz nowy, zegarek koloru złotego z granatowym paskiem i myślę o niebieskich lub granatowych kamykach ze złotą zawieszką. Oczywiście złoconą z moimi zasobami finansowymi.


środa, 24 października 2018

Nie mogę skończyć. :(


 Mowa oczywiście o mojej powieści. Pracowałam ciężko i wytrwale, po drodze znosząc jakieś dziwactwa edytorów tekstowych, przemieniając rozszerzenia plików i oczywiście sprawdzając pisownię.
 No i na koniec okazało się, że mam mało znaków. To znaczy, że niewiele mało. Powinnam dopisać z 16-20 stron, żeby było przy dolnej granicy zwyczajowo ustalonej normy. Oczywiście są dzieła, które napisane są w miarę zwięźle i mają mało stron, ale nie sądzę, żebym akurat ja mogła dyktować warunki.
 Tak więc nie wiem co robić. Czy dopisać jeszcze trochę waty słownej, czy wymyślić nowe fakty... A może po prostu olać zwyczaje.
 No mogłabym, ale już mam dosyć. Mogłabym, ale mi się wszystko przedłuży. Na dodatek na dzień dzisiejszy nie napiszę 20 stron bo nie mam na nie pomysłów.

 Oprócz pisania ostatnio składam bransoletki z kamieni. Oczywiście zdarzają się też sztuczne koraliki. Nie powiem, bardzo mnie to wciąga. Na razie robię je na jedno kopyto: linka lub drut, para łapaczek, zapięcie i przedłużka. Trochę nawet wystawiłam w internecie, ale nikt nie chce kupować. Trochę mnie to martwi, bo mam złą passę, nic nie potrafię sprzedać i obawiam się, że książki też nie sprzedam.






 Lubię tę z serduszkiem, będę w niej chodzić. A inne? No zobaczymy. W sumie nie tylko drogie robię. Dziś zrobiłam trzy z materiałów z odzysku:




 Czekam tylko na zapięcia, które maja niebawem dotrzeć. Najbardziej jednak podobał mi się komplet, który zrobiłam na początku. To właśnie kwarce ametystowe mnie zainspirowały do tego hobby:




 Właściwie to nie jest tak, że nic nie sprzedałam, bo sprzedałam ten właśnie komplet.
 W sieci jest dużo przewierconych kamieni, czasem ponosi mnie fantazja. Patrzę na koraliki i już widzę je w oryginalnej kompozycji.
 Dziwna rzecz. Na ogół ciężko przychodzi ma skupienie się na czymkolwiek i często ręce mi się trzęsą, ale jak trzeba nawlec małe koraliki na cieniutką żyłkę, to akurat następuje mobilizacja i nawet nie potrzebuje pęsety do przytrzymywania małych elementów.




środa, 3 października 2018

Muszę być suką, żeby przetrwać.

  Wszystko szło ku dobremu, żyłam spokojnie, miałam plan i przede wszystkim postanowiłam nie kwękać. Nie narzekać i nie żalić się.
 Ale czasem się nie da.
 Pan mąż wpadł na tydzień i przez ten czas uświadomił mi kim dla niego jestem. Albo CZYM. No, bo wychodzi na to, że NICZYM.
 A ja głupia się przejęłam po raz kolejny. A może się nawet nie przejęłam, tylko popadłam w dziwny stan. Jakieś rozczarowanie i strach, że dojdzie do sytuacji, że zostanę stłamszona i zniszczona psychicznie za wszystkie moje grzechy. W tej chwili nawet nie wiem który największy.
 No bo stawanie okoniem na propozycje cudownych, uzdrawiających diet wyszukanych w Sieci i odmowa wkrapiania sobie w ślepia palących kropli domowej roboty to raczej średnie przewinienie.
 Najgorszym przestępstwem to jednak było sabotowanie przeze mnie pewnego testamentu albo przepisu. Właściwie to było sabotowanie samego zamiaru w postaci luźnych pogawędek i obietnic rzuconych w przestrzeń, nawet  nie popartych wizytą u pierwszego lepszego prawnika. Mój sprzeciw raczej nie był brany pod uwagę, po prostu były inne ważniejsze sprawy. Na przykład picie, kłótnie, ganianie się z jednego miejsca w drugie, awantury, obdukcje, daremne próby przegadania komuś do rozsądku. A mój mały sprzeciw to tylko zaakcentowanie mojego rozczarowania faktem, że po raz kolejny zostaję pominięta. Tak jakby mnie nie było. Nie jest to zbyt przyjemne.
 Teraz sytuacje jest trochę inna i chyba figa z kasy. I tego mi mój pan mąż nie może zapomnieć. To w nim tkwi głęboko. Nie ma sensu umierać, bo potem też mi nie da spokoju, jak innym nieżyjącym nie daje...
 Nawet już mam powiedziane, że jakbym coś dostała z ustawowego podziału, to mogę sobie to zabrać i wyp....
 Najlepsze jednak w tym jest to, że mój ojciec ŻYJE, względnie dobrze się czuję jak na swoje 83 lata  i ma drygi jak czterdziestolatek. Na dodatek ma koleżankę o 19 lat młodszą. No więc o czym mowa. Może się nawet ożenić i kto mu zabroni?
 I tu się nie obawiam mniejszej, albo żadnej kasy ze spadku. Ja się obawiam, że wszystko będzie moja wina. Bo już w zasadzie jestem winna.
 No i zaczęłam o tym myśleć i pojawił mi się dyskomfort. A może strach?
 W sumie nie powinnam się martwić na zapas. Po co mi to? Powinnam mieć wywalone jak mówi młodzież. Mieć to w odwłoku i robić swoje. Może nawet od czasu do czasu wydrzeć twarz na pana męża jak tylko zacznie wracać do tematu. Bo po raz kolejny robię źle. Jestem cicha, uprzejma i tylko uważam, żeby ktoś czasem nie poczuł dyskomfortu psychicznego z mojego powodu. To by mnie bardziej bolało niż tego kogoś. I po raz kolejny ktoś widząc mnie w tym pozytywno-uprzejmym stanie, włazi mi na głowę.
 CO to w ogóle jest? Trzeba z tym skończyć.
 Trochę długo mi to zajęło to rozkminianie problemu. Kilka dni przerwy w pisaniu, bo się nie mogłam skupić. Czy to nie głupie?
 Ale jest też coś dobrego. Ni stąd, ni zowąd pojawiła mi się nowa pasja. Robienie bransoletek z kamieni wydało mi się bajecznie łatwe. Trochę pomogło przeglądanie sklepów internetowych z tego typu rzeczami. Oczywiście ceny słabo osiągalne dla mnie. Kupiłam trochę nieszlachetnych elementów na próbę. Okazało się, że to nic trudnego. Na dodatek pomysły rozsadzają mi głowę. Tak więc czekam na swoje urodzinki i prezenty od dzieci. Myślę o zakupie kilku przewierconych kamyków i paru srebrnych półproduktów. Będzie się działo...
 Oczywiście jednocześnie staram się kończyć powieść. Co chwilę dopisuję nowe rzeczy. Sprawdzam po kilka razy a i tak nie jestem zadowolona. Czasem przychodzą mi dziwne pomysły. Chyba trzeba to wszystko zapisywać.
 Nadchodzą urodziny. Zawsze zastanawiam się co ciekawego od życia dostanę. Najlepsze co dostałam od Systemu to Ustawa o Działalności Gospodarczej Niezarejestrowanej. No, po prostu wszystko fajnie się układa.
 Więc po co martwić się na zapas? Mieć w tyle oszołomów i robić swoje. Ale jednocześnie sygnalizować, że nie boję się ich oszołomstwa.



sobota, 8 września 2018

Cały czas piszę.

 Nie powiem, udaje mi się pisać codziennie. Była tylko jednodniowa przerwa, gdzie przed komisją lekarską byłam tak sparaliżowana, że nic a nic nie mogłam robić. Ale to jeden dzień.
 Moja pracowitość dała efekty, już niemal skończyłam... pozostaje tylko zamknąć w jakiś sposób tak, aby chciało się wrócić do mnie jakby była następna część. Ha ha ha.
 Dokończę tylko jedną erotyczną scenę ale tak, żeby przeszła do historii. Nie będą to takie opisy jak w pewnym bestsellerze, który w MPIKu jest na pierwszej pozycji w sprzedaży. Środek jest już mniej subtelny. Nie wiem co ludzi tak pasjonuje w tego typu literaturze. O ile to literatura.
 Tak więc za jakieś dwa tygodnie mój dywanowy atak na wydawnictwa. Trochę będą problemy z formatem w jakim napisałam, albowiem mam Offisa. Ale jak się komuś nie otworzy to jego strata. Mam też nadzieję, że PDF już otworzą wszyscy.
 Nie czekając na werdykt na temat mojego dzieła, zacznę pisać kolejne. To znaczy tym razem również stary pomysł. Tylko raczej napisze to od nowa. Bo teraz ktoś mnie zainspirował do ukonkretnienia przesłania. Powieść powoli robi się coraz bardziej soczysta. Ja to tak nazywam i nie chodzi tylko o sensacje.

 Inna działalność na razie "leży". Jakoś nie potrafię się skupiać na dwóch sprawach na raz.