czwartek, 12 września 2024

Jestem głupia bo brzydka ... :(

  Świat robi się nie do wytrzymania. W sumie zaczyna stać na głowie. Mało kto jest już sobą. Na dodatek odnoszę wrażenie, że coraz większy procent społeczeństwa to półmózgi. Wszędzie tylko ocenianie i błądzenie w  swoich własnych ograniczeniach. Życie skupia się przy Internecie i widać że im bardziej skrajna głupota, tym ma więcej zwolenników. Ale to by się zgadzało z tym procentem ameb, które występują w społeczeństwie. Co gorsze większość stron jakby przystosowuje się do tego poziomu. 

 Ostatnio rozwala mnie mnogość ogłoszeń na FB ze stron typu "Samotne mamuśki", "Samotne singielki", Polski, Słowianki, Ukrainki wszystkie poszukujące. Z reguły zamieszczona jest fotografia atrakcyjnej kobiety w wywalonym biustem i ze szczerym uśmiechem. Pod tego typu postami jest zazwyczaj kilkaset komentarzy, gdzie większość facetów normalnie się ślini, przymila i prosi o kontakt. 

 Ja nie wiem jak tacy osobnicy, którzy są przekonani, że pod tego typu anonsem stoi żywa, autentyczna i konkretna osoba jest w stanie z takim zasobem inteligencji żyć, funkcjonować, zarabiać i w ogóle istnieć w tym twardym systemie. Jak takie ameby są w stanie zliczyć pieniądze, uprzednio je zarobić oczywiście, jak są w stanie przeczytać instrukcję obsługi pralki czy innego urządzenia AGD, skoro często piszą w ten sposób, że człowiek zastanawia się na przykład co znaczy "jusz" "ślicznie wyglondasz" i podobne. Ja rozumiem że nie każdy ukończył polonistykę ze specjalnością gramatyka i redakcja ale są jakieś granice tolerancji. Oczywiście część woła o telefon, inni podają numer żeby było prędzej... 

 Generalnie jest tendencja żeby przypisywać atrakcyjnym kobietom wysoki poziom inteligencji i wysokie normy moralne. Ale to nie ja pierwsza zauważyłam. Ale o co mi chodzi. Otóż o to, że jakie mam szanse spotkać normalnego człowieka, w domyśle mężczyznę, skoro jest ich tak mało. Zwłaszcza że ślubny okazał się podobnym debilem. Właściwie to moja wina... No bo nie wiedziałam że zadaję się z idiotą? No nie, bo w sumie chyba sama byłam kretynką. Ale tutaj jest to słowo kluczowe "byłam". Bo obowiązkiem każdego jest praca nad sobą i w konsekwencji rozwój. Tylko niektórym wcale nie chce się uczyć. 

 Ja tam wciąż trafiam na jakieś kanały gdzie faceci napieprzają na durne, ograniczone baby, ale trzeba zaznaczyć, że głupota nie ma płci. Boleśnie odczuwam brak miejsc, gdzie kobiety będą napieprzały na głupich chłopów. Jestem już dwa kroki od stworzenia takiego kanału. Zdaję sobie sprawę, że spłynął by na mnie koszmarny hejt... ale raczej tylko by mnie rozśmieszył. Pewnie wypominano by mi podeszły wiek i niedopchanie, bo debile to tylko takie mają argumenty w tego typu dyskusjach. Ale kto się przejmuje amebami? No w każdym razie nie ja. 

piątek, 26 lipca 2024

Starzeję się bez godności :)

 

Od jakiegoś czasu wpadam na internetowe dyskusje na temat co wypada a co nie wypada w pewnym wieku. Nie wiem dlaczego mam podsyłane to wszystko. Czy to jakaś akcja społeczna czy też faktycznie mikrofala mnie podsłuchuje albo lodówka, gdy dyskutuję w kuchni z córką. Ale mniejsza z tym. W każdym razie te treści są i dodatkowo jeszcze sprawa różnicy wieku między partnerami że tak powiem romantycznymi. Jeszcze jak facet jest starszy kilka dekad to jest w miarę w porządku, czasem tylko ktoś zaśmieje się na temat wnuczki z dziadkiem czy coś tam podobnego. A już jak kobieta jest starsza to automatycznie kij w mrowisko. Nawet mi się nie chce przytaczać chamskich komentarzy, gdzie króluje przysłowie o ćwiczeniach i o pudrze i różu. Wszędzie zdarzają się chamy ale nikt tak nie potrafi dokopać kobiecie jak druga kobieta.

 No więc pewna pani w podobnym do mnie wieku wypowiedziała się na temat żony prezydenta Francji. Ta para to prawie wszystkich bez wyjątku bulwersuje, jednak uważam że przeważnie w naszym zaściankowym społeczeństwie. No bo przecież najlepsza różnica wieku to trzy lata i to wiadomo w którą stronę. Akurat taka jest między mną a moim obecnym/byłym mężem… i co? A pstro. Totalna porażka, kabaret i nieporozumienie. W konsekwencji długoletnia separacja i nieodzywanie się od roku. Patologia i porażka w jednym.

 Ale ja nie o tym. Tylko o tym, że ta pani Suka (bo kobieta kobiecie suką) powiedziała że Brigitte powinna się starzec z godnością, poprzedzając swój wysryw przysłowiem o pudrze. Staram się nie wkurzać wypocinami debili internetowych płci obojga, ale mną zatrzęsło.

 No bo co to znaczy starzeć się z godnością??? Wychodzi na to, że polega to na tym żeby zapuścić figurę, obżerając się czym popadnie i nie ruszać się za wiele, nie myć się, nie malować się ani grama, zrobić sobie nie twarzową ale wielce praktyczną fryzurę, ubierać się w staromodne ciemne szmaty, nie dawać sobie prawa do własnego życia i miłości, pytać się wszystkich o pozwolenie na oddychanie. Nie daj Boże nie poprawiać swojego wyglądu zabiegami kosmetycznymi lub o zgrozo medycznymi. To już w ogóle najgorsze przestępstwo przeciwko godnemu starzeniu się.

 Nie wiem jak prezydentowa Francji, ale ja starzeję się totalnie bez godności. Dobrze mi z tym i puki żyję tak zostanie.



czwartek, 13 czerwca 2024

Czwartkowe rozmyślania natury egzystencjonalnej... (chyba)...

  To jest niesamowite jak ja bardzo bym chciała być aktywna w tym miejscu... No bo przecież bardzo dla mnie ważne jest pisanie dla... W sumie jeżeli ktokolwiek czyta moje pisanie, to ta moja czynność ma sens.  

 Tymczasem wciąż jestem zmęczona i nawet nie bardzo wiem czym. Może to wiek... Na pewno wiek. Bo przecież od początku roku mam pewnie osiągnięcia. Może to nic takiego ale dla mnie to prawdziwe kroki milowe. Na przykład przestawienie się na zdrowy tryb życia, gdzie uważnie przyglądam się swojej diecie i dodatkowo dostarczam sobie porcji zdrowego ruchu. 

 Jednak nic nie przebije tego, że ukończyłam swoją pierwszą powieść. W sumie to nie jest ona jakimś tam cudem, jednak istotne jest, że w ogóle cokolwiek ukończyłam i mam prawo zbierać za to gratulacje. Drugi projekt będzie o wiele bardziej ciekawszy, ale jestem dopiero na początku. Może bym zostawiła ten pierwszy nieporadny tekst, jednak w tym wypadku jestem perfekcjonistką. Co zaczęłam, to muszę ukończyć. 

 W ogóle ten rok od początku jest jakiś super fajny. We wszystkich dziedzinach. Nawet w kwestii mnogości nowych urodzeń w rodzinie. W kwestii zgonów też, bo jak by nie zakłamywać, to pewne zdarzenia jawią się jako wyzwolenie, ulga i poczucie zwycięstwa. Bo czasem życiowe uwikłania blokują jakieś pozytywne, twórcze zamiary. 

 Zdrowie to jest problem w pewnym wieku. W moim przypadku wszystko zwala się na sarkoidozę. Może to i dobrze, bo nie ogarnia mnie panika, tylko mówię sobie, że czasami tak bywa w tej chorobie. Jednocześnie ogarnia mnie silny głód życia, bo przecież moja dotychczasowa egzystencja to był faktycznie czas wegetacji. No bo litości, wszyscy jakoś żyją z pasją, z przyjemnościami, z pozytywem... A u mnie inaczej. No to jest ta nadzieja. Z czasem coraz słabsza. Niestety. Nadzieja dotyczy również drugiego serca nadającego na tych samych falach. 

 Ale gdzie takie spotkać w momencie, gdy trzeba ratować samego siebie? Dziś na przykład wreszcie wyrwałam się do fryzjera aby zaradzić coś na postępującą siwiznę... Odpowiednia koloryzacja to jedna sprawa, ale te wypadające garściami włosy wymagały ich skrócenia w celu poprawy sytuacji. 

 No więc siedzę tam z tymi srebrnymi płatami na głowie i patrząc w lustro zastanawiam się czy zawsze byłam taka brzydka?... A może to niekorzystne światło? 

 Tymczasem pojawia się polskie wcielenie Mortena Harketa i usadawia się obok. Jego głos jest podobny, czyli trochę taki trochę wysoki jak na faceta, ale przecież pamiętasz, że Morten ma podobny, ale za to jak zaśpiewa... to można popłynąć na tym aksamicie. 

 Sąsiad akurat nie zaśpiewał ale za to po obcięciu wygląda jeszcze lepiej niż przed. Spojrzał na mnie może dwa razy ale pewnie z ciekawości kto się tak gapi...  A ty patrzysz na siebie i znów to samo pytanie... i dodatkowe: "Z czym do ludzi?"...

 Reszta dnia upływa na tęsknocie za następnym dniem... Może noc zmieni mój nastrój... a może rankiem coś się wydarzy, co chociaż trochę pozytywnie mnie nastroi? 




niedziela, 14 stycznia 2024

Po co piszę wiersze?

 Nie wiem. Chyba mam taką potrzebę. Nikt się specjalnie nimi nie zachwyca oprócz mnie. Płodni grafomani maja swoje kółka podziwiających, bo tam są rymy i ckliwizny i banały od których robi się mdło. Na prozę nie mam siły, bo jak zachorowałam w Nowy Rok to do tej pory mnie trzyma... A wiersz to jest lekki, jest tylko uchwyceniem jednej albo dwóch myśli. Czasem jest przeszłością, która wybucha w sercu, jak twierdził klasyk. 


***

Nie wracam

*

Gdy tak jak wszyscy

wywlekasz z najgłębszej szuflady

czarnobiałe obrazki

i tęsknisz za tamtym czasem,

próbuję wyobrazić sobie ciebie młodszego.

Długie włosy, skórzana marynara.

Jesteś dziwnie wiotki,

twoje zbyt długie kończyny

poruszają się bez wcześniejszego zaprogramowania.

Ale może to tamte buty

na masywnej platformie.

To nawet nie był paryski szyk,

tylko moda z Lazurowego Wybrzeża.

Zresztą kto to teraz pamięta?

 

Próbuje wracać do siebie

 ale tam nie ma już nic.

Czasem szukam właściciela włosów Achillesa

(zawsze się śmieję z młodzieńczych wierszy)

rozwianych na wietrze.

On cały czas tam  żyje.

Przejeżdżając tamtędy,

Czasem widzę go przy starej studni z korbą.

 Jest normalnym facetem w średnim wieku.

Została tylko gęsta fryzura

(może na jego szczęście)

i ekscytująca broda Wikinga.

Jednak w takich chwilach przyznaję rację komuś,

kto mówił o wchodzeniu do rzeki.

 

Wiem, że gdy sprzedam stary dom,

to jakbym straciła lewą rękę.

Niby mogę pisać wiersze

ale to nie to samo.

Bóle fantomowe dadzą znać

prędzej czy później.

 

Dlatego nie wracam.

 

W pozycji horyzontalnej,

obranej bez względu na porę dnia,

często marzę o innym domu.

O nachalnych promieniach niewidocznego słońca

które lubią bawić się nicianymi firankami.

Za ścianą ty przesuwasz kubki na  stole,

zaraz zawołasz mnie na herbatę.

 

A może już dawno umarłam

i czekam w czyśćcu na wjazd do nieba?

 

Gdy odejdę zwyczajnie ale zbyt wcześnie,

wiedz że trzaskać będzie wieczorami

podłoga  w twojej kuchni.

Obudzisz się w środku nocy

i poczujesz czyjąś obecność.

Wtedy dla mnie musisz  przeżyć

niebywale długą sekundę strachu.

 

 



poniedziałek, 1 stycznia 2024

Stary odnowiony wiersz

 

*

 

nie śpię

znów ciemne niebo patrzy

wychodzi na to że połowa gminy śni o mnie

na poszarzonych przez zbyt wcześnie przychodzący zmierzch

starych prześcieradłach

 

jestem pewna

że coraz mniej rozumiem

niektórzy twierdzą że Ziemia jest zupełnie płaska

za to dali by się pokroić na drobne kawałki

 

nie obchodzi mnie

czego oczekuje mąż ojciec sąsiad i ksiądz w kościele

na wzgórzu które z powodu setek halogenowych lamp

widać nocą z kosmosu         

 

możliwe że gwiazdy Ziemi oddają z nawiązką

jakby wiedziały że kiedyś i tak cała zapłonie

 

wstydzę się wychodzić z małym ognikiem

przed szereg

 

***


Znalazłam stary wiersz, trochę wyszlifowałam i tutaj daję, bo na FB niestety nie ma kto czytać. Mam kilka wiernych czytelniczek i czytelników jednak, ale można ich policzyć na palcach jednej ręki raczej. Ja wiem, że najbardziej podobają się rymowane głupotki, które można by nazwać fraszkami albo nie wiem czym. Czasem brzuch boli jak się czyta, bo nie stosowane są żadne zasady, ani logiczne ani gramatyczne, ani nawet te dotyczące tekstów poetyckich. Ale te ostanie można łamać. Ale też raczej nie od razu, tylko po wyrobieniu sobie renomy.