poniedziałek, 2 listopada 2026

Piosenka z wiersza.

  Są akurat takie dni, zwyczajowo zadumane ale też aktualnie nerwowe. Miałam dobre chęci tworzyć, ale ostatnie trzy dni po prostu nie miałam nastroju. Tyle, że czytałam swoje dawne "dzieła" i trafiłam na kilka ciekawych tekstów. To były te sławne Limeryki świętokrzyskie, gdzie warto by dopisać ich jeszcze trochę i gdzieś pokazać. Inne też czytałam i znalazłam jeden dedykowane mojej zmarłej przyjaciółce z lat młodości. Tytuł jej jej imieniem. 


*Ela

Wczoraj były twoje urodziny

chociaż wiadomo, że już nie odliczasz.

Mnie do wspomnień doszły jeszcze zapachy…

Pamiętasz, jak w Bratysławie

wsypała do ekspresu

świeżą kawę.

 

 Potem chciałyśmy iść na lody

ale ta bariera językowa…

Przez dłuższy czas „zmarzlina”

wywoływała głupawkę.

Za każdym razem

gdy rzucone było hasło.

 

A dziś w nocy znów widziałam

jak siedzisz przy stole,

na którym ręcznie zdobiony obrus.

(Zawsze takie lubiłyśmy).

Bezbłędnie wyczuwam

że czekasz na mnie z herbatą,

której zapach znów nie do podrobienia.

 

Ja oczywiście nie wiem

kiedy przyjdę.

 

*


 Następnie zważywszy na datę, postanowiłam zrobić z tego piosenkę. Tekst wydłużyłam, w miarę wyrównałam wersy i zamieniłam herbatę na kawę. Co z tego wyszło? 


Wyczuwam bezbłędnie

Że czekasz z kawą

Lecz tu jest tak pięknie

Chociaż bywa łzawo

 

czasem nocą się widzimy

W czasie najgłębszego snu

Może za sobą tęsknimy

Może to muzyka strun

 

Wczoraj były twoje urodziny

Chociaż wiemy że nie odliczasz

Do wspomnień doszły godziny

Bratysława i jakiś czardasz

 

Kawiarenka cała w cieple

świeża kawa z wielkiej maszyny

tylko kremówka lub ekler

Jeszcze nie znałyśmy zmarzliny

 

Ten słowacki taki był zabawny

Głupawka co trzecie słowo

Dziś wydaje się zwyczajny

Brzmi tak jakoś kolorowo

 

Czasem nocą się widzimy

W czasie najgłębszego snu

Może za sobą tęsknimy

Może to muzyka strun


Często siedzimy przy stole

Z ręcznie robioną serwetą

Odgrywamy jakieś role

Lub patrzymy na to dzieło

Wymieniamy wzory

Plątaninki kresek

Kropek i symboli

Rozpisane równiutko

Jakbyśmy na poważnie

Planowały robótki

 

Wyczuwam bezbłędnie

Że czekasz z kawą

Lecz tu jest tak pięknie

Chociaż czasem łzawo

 

Ja oczywiście nie wiem

Kiedy przyjdę

Nie wiem

Przecież nikt nie wie.

 

 *


 W gotowej piosence chyba powtórzyłam trzy razy refren. Wyszło jak powinno wyjść ale filmik ma niewiele odtworzeń. Mimo tego listopadowego nastroju. Nadal nie mam zamiaru robić teledysków w celu przyciągnięcia uwagi. Trudno. 



 Z tego co piszę, to kontynuacja rozgrzebanej powieści i jedno opowiadania "Kolekcja...". W głowie mam następne, jeszcze nie wymyśliłam tytułu. Jak zwykle kontrowersja z sensacją. Ale lubię to. Chyba niedługo pojadę do sanatorium bo widzę, że kolejka bardzo szybko się skraca. A tam to popołudniami korki w uszy (bo przecież większość ludzi nie potrafi funkcjonować bez telewizora) i pisanie. W samym sanatorium też byłoby pełno tematów do wykorzystania... ale zobaczymy.