Tekst poprawiać można w nieskończoność. Wszyscy twórcy tak mają. Dlatego w pewnym momencie trzeba go zabrać autorowi. Napisałam następną piosenkę i wydaje mi się, że jest ona motywacyjna... Może i jest. Ale podczas słuchania doszłam do wniosku, że tekst nie wygląda naturalnie. Po poprawkach wyszło nawet coś znośnego.
niedziela, 9 sierpnia 2026
Poprawianie tekstu.
czwartek, 30 lipca 2026
Już zdrowsza.
Już ożyłam. Pobrałam trochę przeciwbólowych i jakoś dałam radę wstać i trochę się pokręcić. Dzisiaj wypad do mojego ulubionego lumpa i starałam się nie patrzeć na ciuchy, tylko raczej na dodatki i inne sprawy. I znalazłam między innymi Barbiankę w świetnym stanie. Znów laleczka. Niby już nie tworzę kolekcji, ale... Jak widzę, że gdzieś tam leży samotna wśród pluszaków, bo pewnie z pluszakami się nie zadaje, bo to nie ta liga, to po prostu przygarniam taką. U mnie na odpowiednie towarzystwo i troskę. I ubrać ma się w co...
Ona akurat ma już swoje plastikowe, różowe body na stałe ale przecież to nie problem. To daje inne, ciekawe możliwości, jeśli chodzi o jej przyszłą garderobę. Będę szyła? Możliwe... Chociaż nie teraz, bo zaprzątają mnie sprawy poważne w tej chwili. Takie, które będą miały wpływ na dalsze moje życie.
Napisałam następny tekst do piosenki. Było to dwa dni temu i od tej pory nic nie robiłam, tylko patrzyłam jak się podoba. Wydawało mi się, że już się zbliżyłam do ideału. Prawie popadłam w megalomanię... Ale co ja zrobię jak mi się podoba to, co stworzyłam.
Jeśli chodzi o tak zwaną WENĘ, to chodziło mi coś takiego po głowie, bo chciałam stworzyć coś lekkiego i życiowego jednocześnie. Nawet była taka chwila, że wstałam z łóżka w nocy, bo coś ułożyło mi się w głowie i bałam się, że mi ucieknie. Wstałam i zapisałam tę zwrotkę: "Powiedzcie mi zaraz, jak on ma na imię". Mogłam się nagrać na telefonie ale obawiałam się, że pomysł mi uleci od niebieskiego światła. Na drugi dzień obudowałam te słowa.
środa, 17 czerwca 2026
Święty spokój Mony Lisy...
Tytuł właściwie odjechany i nie wiadomo czego dotyczy. Ale niektórzy uważają, że wszystko musi być jasne dla wszystkich. A to ciekawe...
Zanim dzisiaj zacznę labiedzić, to przedstawię swój nowy tekst. A dlaczego mam się nie chwalić? Wszyscy to robią. To dlaczego nie ja? Najpierw jest krótsza, wolniejsza wersja, która ma swój urok a na dodatek wszystko dobrze słychać.
Natomiast w drugiej, bardziej dynamicznej AI sknociło mi jeden wyraz. Jakoś tak nie bardzo wiadomo co tam jest. Ale wciąż uważam, że żywy głos z dykcją poradzi sobie ze wszystkim. Oto moja ulubiona klubowa nuta:
Już sama o sobie uważam, że idzie mi coraz lepiej. Co nie znaczy, że nie przyjmuję krytyki. Ostatnio taka mi się trafiła bo śmiałam skrytykować wiersz, który jeden artysta zamieścił na stronie dla tekściarzy (!) To nie jest taka strona z tych, na których kiedyś bywałam, gdzie prawdziwi znawcy jechali równo po mojej grafomanii. Ale wyszło mi to raczej na dobre.
Na tej właśnie stronie dla piszących teksty zostało mi wytknięte kilka błędów. Jakoś się do tego odniosłam i skończyło się nad wyraz kulturalnie. Nie tak jak to zwykle bywa w Sieci. Przede wszystkim chodziło o to, że ja krytykowałam wiersz. Natomiast teksty piosenek rządzą się innymi prawami, które są bardziej liberalne niż te zasady, według których warto pisać poezję. W sumie poezję też można śpiewać i wtedy wychodzą perełki.
No więc w piosence może być banał, mogą być rymy gramatyczne albo wręcz koszmarnie niegramatyczne skróty... "pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał, zamiast nowej pary dżins..." (B.Olewicz) ... no i co się stało? Nic. Ale co wolno Olewiczowi to nie wszystkim haha.
Mogą też być dziwne czasowniki słabo pasujące do rzeczowników... "Uderzył deszcz, wybuchła noc, przy drodze pusty dwór"... Noc wybuchła? Mogła nastać, spłynąć i jeszcze parę rzeczy zrobić i byłoby naturalniej. Ale znowu jestem czepliwa. Czepiam się, jak to już ktoś zauważył. Ale to nie jest czepianie, tylko przykład który mówi, że nie wszystko musi być idealne w słowach piosenki. Sprawę ratuje zwykle muzyka, interpretacja i w ogóle charyzma wykonawcy. Celowo przytoczyłam bardzo znane teksty, bo to dowodzi, że o powodzeniu i sławie utworu nie decydują jakieś tam drobiazgi w tekście.
Jednak gdy aspirujesz do bycia poetą, to dobrze znać zasady, przynajmniej na początku bo później, gdy autor zdobywa renomę to zasady sam może ustalać.
Ja tam nie znam wszystkich zasad a przede wszystkim interpunkcja u mnie hula. No i co z tego? Czasem moje wiersze nie miały znaków przestankowych. Inna sprawa, że mało kto je znał czy zna.
😉😆😌
niedziela, 14 stycznia 2024
Po co piszę wiersze?
Nie wiem. Chyba mam taką potrzebę. Nikt się specjalnie nimi nie zachwyca oprócz mnie. Płodni grafomani maja swoje kółka podziwiających, bo tam są rymy i ckliwizny i banały od których robi się mdło. Na prozę nie mam siły, bo jak zachorowałam w Nowy Rok to do tej pory mnie trzyma... A wiersz to jest lekki, jest tylko uchwyceniem jednej albo dwóch myśli. Czasem jest przeszłością, która wybucha w sercu, jak twierdził klasyk.
***
Nie wracam
*
Gdy tak jak wszyscy
wywlekasz z
najgłębszej szuflady
czarnobiałe obrazki
i tęsknisz za tamtym
czasem,
próbuję wyobrazić
sobie ciebie młodszego.
Długie włosy, skórzana
marynara.
Jesteś dziwnie wiotki,
twoje zbyt długie kończyny
poruszają się bez
wcześniejszego zaprogramowania.
Ale może to tamte buty
na masywnej
platformie.
To nawet nie był
paryski szyk,
tylko moda z
Lazurowego Wybrzeża.
Zresztą kto to teraz
pamięta?
Próbuje wracać do
siebie
ale tam nie ma już nic.
Czasem szukam
właściciela włosów Achillesa
(zawsze się śmieję z
młodzieńczych wierszy)
rozwianych na wietrze.
On cały czas tam żyje.
Przejeżdżając tamtędy,
Czasem widzę go przy
starej studni z korbą.
Jest normalnym facetem w średnim wieku.
Została tylko gęsta
fryzura
(może na jego szczęście)
i ekscytująca broda
Wikinga.
Jednak w takich
chwilach przyznaję rację komuś,
kto mówił o wchodzeniu
do rzeki.
Wiem, że gdy sprzedam
stary dom,
to jakbym straciła
lewą rękę.
Niby mogę pisać
wiersze
ale to nie to samo.
Bóle fantomowe dadzą
znać
prędzej czy później.
Dlatego nie wracam.
W pozycji horyzontalnej,
obranej bez względu na
porę dnia,
często marzę o innym
domu.
O nachalnych
promieniach niewidocznego słońca
które lubią bawić się
nicianymi firankami.
Za ścianą ty
przesuwasz kubki na stole,
zaraz zawołasz mnie na
herbatę.
A może już dawno
umarłam
i czekam w czyśćcu na wjazd
do nieba?
Gdy odejdę zwyczajnie
ale zbyt wcześnie,
wiedz że trzaskać
będzie wieczorami
podłoga w twojej kuchni.
Obudzisz się w środku
nocy
i poczujesz czyjąś
obecność.
Wtedy dla mnie musisz przeżyć
niebywale długą
sekundę strachu.
piątek, 30 września 2022
Napisałam nowy wiersz
Takie nocne rozmyślania bywają jednak owocne. pod warunkiem, że się ma notes dyktafon lub dobra pamięć. Tym razem miałam to ostanie, bo nie chciało mi się ruszyć nawet. Jakby kto nie wiedział o czym to jest, to wyjaśniam, że nie o aktualnej sytuacji społeczno - politycznej, ale o chorobie autoimmunologicznej. A w sumie czy to ważne, jak ktoś zinterpretuje?
Chłodna wojna
Leżąc na krawędzi łóżka nie wiem
- lepiej wpaść w przepaść czy nadal śnić obrazy bez słońca?
Jak w tej opowieści o tysiącach ognisk, których dym
przesłonił niebo.
W tym samym czasie cicha i podstępna armia małych żołnierzyków
pobudzona fałszywą propagandą
coraz bardziej wewnętrznie sklejona walczy sama ze sobą,
zajmując wciąż nowe przestrzenie.
Każdy ranek to bolesne skrzypienie stawów
tęsknota za kolorami i ciepłem.
Nie wytworzę w sobie ognia,
bo to zabije wojsko,
a tak miło obserwować to wielkie zaangażowanie
godne lepszej sprawy.
