niedziela, 21 czerwca 2026

Tajemnica, którą trzeba poznać...

  W dzisiejszych czasach twórca musi się zmierzyć z problemem... czy ja wiem jak to nazwać... może zborowego zapotrzebowania. No bo zazwyczaj ambitniejsi autorzy maja swoją niszę, gdzie czują się najlepiej ale jak ta nisza jest niechodliwa to naprawdę dramat. No bo przecież trzeba coś zarobić... trzeba popłacić chociaż najważniejsze rachunki. Nie zawsze ambitna twórczość to jest to, czego szukają wszyscy.

 Zazwyczaj masówka to jest to, do czego autorze podchodzisz z dystansem, o ile nie z niesmakiem. Ale takie czasy, cóż począć... Tak więc czasem się po prostu naginamy, przy okazji dziwiąc się poszczególnym fenomenom. A... bo ich teksty to chyba pisze AI albo ktoś jeszcze głupszy od AI... Ja bym to napisał lepiej... i tak dalej. 

 Ale to nie ma znaczenia jak byś to napisał bo na tym etapie to i tak nie masz wielkiej mocy sprawczej, by twoje treści trafiły do ogółu. Inna sprawa, że jak trafią to i tak figa z tego, bo mało kto zrozumie. Tak więc mamy świadomość w ograniczeniach odbiorców. Przynajmniej na początkowym etapie, na którym nie mamy swojej bazy fanów, którzy nas rozumieją. 

 Dlatego warto się uprościć. Może nie aż tak, żeby czuć niechęć do samego siebie... ale tak, żeby pochylić się w kierunku tych wszystkich, którzy chcieliby tam coś zrozumieć ale potrzebują czasu. 

 Weźmy na przykład popularny kawałek, taki podniosły, taki egzotyczny i mówiący coś tam, co właściwie wszyscy czujemy: 

 O co tam chodzi? 

Otóż tam chodzi o to, o co nam wszystkim chodzi. A słów jest akurat tyle:

Pozwól mi
Pozwól pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól być
Gdy tak ruszasz się przy mnie
Pozwól poczuć, pozwól być
Nie przestań, nie mów
Tylko dla ciebie pozwól mi
Tak, właśnie tam ruszaj się
Bez stresu, bez zasad, zawsze mówisz
Jestem w porządku
Przyćmione światła, jedno marzenie
Twój ruch ciała w rytmie wolnym
Mów, że to czujesz
Czuję to
Mów, że jesteś gotowy
Ja jestem gotowy

Pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól
Gdy tak wolno się przy mnie ocierasz
Pozwól mi
Pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól tej nocy
Jesteśmy wolni, bez snu, bez snu
Bez miłości, tylko ruch, pozwól mi

Pozwól mi, pozwól mi
Pozwól być, pozwól
Gdy tak ruszasz się przy mnie
Pozwól być, pozwól
Nie przestań, nie mów
Tylko czuj, pozwól mi być sobą
Pozwól mi być sobą
Jeszcze raz tak

Nie przestań
Pozwól być, pozwól być, pozwól być, pozwól być
Pozwól poczuć

......

No naprawdę odkrywcze. Każdy ma taką potrzebę, poruszać się wolno w swojej rzeczywistości, żeby nikt w to nie ingerował. Bo to przynosi cholerny dyskomfort. 

 Taka sobie nutka, trochę egzotyczna, trochę taka, że sporo się z nią utożsamia... Później przychodzi taki Uwe z Kolonii, który tańczy do niej i pozyskuje mnóstwo sympatyków, bo się fajnie rusza... chociaż jego figura nie kojarzy się z tańcem... po prostu sprawia wrażenie trochę przyciężkiego zanim zacznie się ruszać... 


 No i kto mi tu zawczasu odpowie co, gdzie, kiedy i kto będzie się podobał wszystkim??? To zagadka za 100 punktów, a może i za 1000000 punktów. 

środa, 17 czerwca 2026

Święty spokój Mony Lisy...

  Tytuł właściwie odjechany i nie wiadomo czego dotyczy. Ale niektórzy uważają, że wszystko musi być jasne dla wszystkich. A to ciekawe... 

 Zanim dzisiaj zacznę labiedzić, to przedstawię swój nowy tekst. A dlaczego mam się nie chwalić? Wszyscy to robią. To dlaczego nie ja? Najpierw jest krótsza, wolniejsza wersja, która ma swój urok a na dodatek wszystko dobrze słychać.



 Natomiast w drugiej, bardziej dynamicznej AI sknociło mi jeden wyraz. Jakoś tak nie bardzo wiadomo co tam jest. Ale wciąż uważam, że żywy głos z dykcją poradzi sobie ze wszystkim. Oto moja ulubiona klubowa nuta:


 Już sama o sobie uważam, że idzie mi coraz lepiej. Co nie znaczy, że nie przyjmuję krytyki. Ostatnio taka mi się trafiła bo śmiałam skrytykować wiersz, który jeden artysta zamieścił na stronie dla tekściarzy (!) To nie jest taka strona z tych, na których kiedyś bywałam, gdzie prawdziwi znawcy jechali równo po mojej grafomanii. Ale wyszło mi to raczej na dobre. 

 Na tej właśnie stronie dla piszących teksty zostało mi wytknięte kilka błędów. Jakoś się do tego odniosłam i skończyło się nad wyraz kulturalnie. Nie tak jak to zwykle bywa w Sieci. Przede wszystkim chodziło o to, że ja krytykowałam wiersz. Natomiast teksty piosenek rządzą się innymi prawami, które są bardziej liberalne niż te zasady, według których warto pisać poezję. W sumie poezję też można śpiewać i wtedy wychodzą perełki. 

 No więc w piosence może być banał, mogą być rymy gramatyczne albo wręcz koszmarnie niegramatyczne skróty... "pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał, zamiast nowej pary dżins..." (B.Olewicz) ... no i co się stało? Nic. Ale co wolno Olewiczowi to nie wszystkim haha. 

 Mogą też być dziwne czasowniki słabo pasujące do rzeczowników... "Uderzył deszcz, wybuchła noc, przy drodze pusty dwór"... Noc wybuchła? Mogła nastać, spłynąć i jeszcze parę rzeczy zrobić i byłoby naturalniej. Ale znowu jestem czepliwa. Czepiam się, jak to już ktoś zauważył. Ale to nie jest czepianie, tylko przykład który mówi, że nie wszystko musi być idealne w słowach piosenki. Sprawę ratuje zwykle muzyka, interpretacja i w ogóle charyzma wykonawcy. Celowo przytoczyłam bardzo znane teksty, bo to dowodzi, że o powodzeniu i sławie utworu nie decydują jakieś tam drobiazgi w tekście. 

 Jednak gdy aspirujesz do bycia poetą, to dobrze znać zasady, przynajmniej na początku bo później, gdy autor zdobywa renomę to zasady sam może ustalać. 

 Ja tam nie znam wszystkich zasad a przede wszystkim interpunkcja u mnie hula. No i co z tego? Czasem moje wiersze nie miały znaków przestankowych. Inna sprawa, że mało kto je znał czy zna. 

😉😆😌

sobota, 13 czerwca 2026

To ulotne natchnienie...

 

Co to w ogóle jest to natchnienie. Czy w ogóle istnieje?... Czym by nie było, to wydaje mi się, że nie warto na nie czekać. No, chyba że mamy przed sobą 300 lat życia i nigdzie się nam nie śpieszy. Wena… To może być wypadkowa nastrojów ostatnich kilku miesięcy czy tygodni. Ale zazwyczaj życie to nie sielanka i nastrój zmienia się z dnia na dzień albo i z godziny na godzinę. Nigdy nie ma idealnego momentu.

 To tak jak piszesz na zamówienie. Nadciąga termin a tym masz kompletną pustkę w głowie. Jednak musisz otworzyć plik i zacząć pisać. Paradoksalnie powstają wtedy najlepsze kawałki. Bo masz presję, którą ciężko stworzyć przez siebie na swój własny użytek. To dlatego ciężko mi kontynuować moją powieść, bo nikt nie stoi nade mną z batem.

 Ten tekst napisałam właśnie z kompletnej jałowizny mózgowej. Wiedziałam, że musze coś stworzyć żeby nie wyjść z wprawy, o ile jakaś tam wprawę już mam. No i uważam, że wreszcie powstało coś, co można umieścić w portfolio. Na YT jest wcześniejsza wersja, niby fajniejsza muzycznie ale trzeba było poprawić dwa słowa.



 Ja w tym miejscu wpadam trochę w samozachwyt mimo, że na co dzień jestem swoim największym krytykiem. Ale nie da się tworzyć z zamiarem pokazania efektów światu bez odrobiny megalomaństwa. To po prostu nie byłby możliwe.

 Jest jeszcze moje ulubione słowo: Inspiracja. To może być wszystko. Nawet wpatrywanie się w słowne wysrywy AI. Sztuczna inteligencja JESZCZE nie jest na tyle mocna, żeby konkurować z literatem ale dobrze jej idzie czasami. Bywa czasem jakieś złożenie słów, które jest w miarę dobre. Powtarzalne ale dobre. I tym można się inspirować.

 Inspirować można się również czymkolwiek napotkanym na swojej drodze. Filmem, drzewem czy opowiedzianą historią. Nawet motylem obijającym się we własnym brzuchu, podczas gdy mieliśmy pewność, że stado już dawno wymarło. Dobrze mieć swoją muzę… Nawet jak ona nie w pełni ma pojęcie kim jest dla ciebie…

środa, 10 czerwca 2026

Fajny, twórczy czas...

  Twórczy czas nie odnosi się tylko do pisania tekstów piosenek, które na razie sklejam z muzyką stworzoną przez AI... To po prostu dni, które napędzane są czymś innym. O tym później a teraz przedstawię nowy tekst. pierwsza wersja: 

 Jak zwykle proszę o zwrócenie uwagi na tekst. Muzyka taka, jaką lubię...  Co wynika z tego efektu? Może to, że w tekście piosenki należy unikać zbyt długich słów, bo AI nie radzi sobie z polskim akcentowaniem. Nie jestem  muzykiem a jednak mam nadzieję, że żywy głos sobie z tym poradzi. Trzeba by zapytać jakiegoś trenera głosu. 
 Druga wersja to inna melodia, duet gdzie w ostatnim wersie refrenu skracam liczbę zgłosek w wersie. Wychodzi lepiej ale nie muzycznie... Moim zdaniem oczywiście: 


 Tak sobie myślę, że przypisuję zbyt duże znaczenie słowom w piosence. Ostatnio odkryłam pewien utwór. 

 Minimum słów, maksimum treści. Potrzeba własnej ekspresji nieskrępowanej żadnymi regułami. Pozwól mi być... być sobą. Tylko tyle i aż tyle. To wszystko. 

 Aha, miałam powiedzieć coś o aktualnym twórczym czasie, o inspiracji i natchnieniu. Tak więc jest coś takiego, innego niż wszystko, co do tej pory, co inspiruje mnie każdego dnia i wprawia w ten stan, którego istoty na razie nie jestem w stanie określić... Jednak już jestem bliżej niż dalej. 
 Nie interesuje mnie gotowa definicja. To poszukiwanie jej jest o wiele bardziej pasjonujące.  :)




wtorek, 2 czerwca 2026

Niegłupie gry.

  Nadal bawię się w pisanie teksów piosenek. Oczywiście nie wszystkie próby nadają się do publikacji. O tym akurat nie wszyscy pamiętają. Jest wiele kanałów, gdzie tworzone są piosenki do powtarzalnych tekstów, wydaje mi się, że to na skutek zachłyśnięcia się możliwościami AI w temacie komponowania muzyki. Ja to rozumiem, bo niektóre kawałki właśnie muzycznie są bardzo fajne. Ja sama nie zwracam większej uwagi na wykończenie, po prostu chcę wiedzieć jak tekst "hula" z muzyką.

 Jednak lubię na przykład muzykę klubową i coś takiego napisałam ostatnio w promptach. Ale ja bym tutaj chciała pisać o tworzeniu za pomocą słów. Tak więc pisząc tekst do piosenki, najlepiej jest wiedzieć o czym ma to być. To podstawa, która w sumie ma zastosowanie w przypadku wszystkich form literackich. Tak samo jak odwołanie się do emocji. To akurat ma również zastosowanie w przypadku tworzenia opisów towarów w sklepach internetowych. 

 Oryginalność to następny problem. Jest wiele podobnych utworów. W skrócie od wieków najwięcej emocji generuje miłość, nienawiść, tęsknota i wszelkie bóle egzystencjonalne. Sztuką jest napisać to inaczej niż większość poprzedników. Niektórzy mówią o dopuszczalności zrzynania ale od klasyków... 

 Rymowanie nie jest zbyt wielką sztuką... zwłaszcza w dobie dostępności różnych słowników rymów w Sieci. Sztuką jest stworzenie pewniej opowieści. Oczywiście tekst może być wiele razy poprawiany. To normalne. Ja akurat pierwszą wersję do której dokleiłam muzykę znów poprawiłam. To ta pierwsza, krótsza, która trafiłam na YT do short'ów :



 W drugiej wersji jest dopisana jeszcze jedna zwrotka. Jednak muszę przyznać, że muzycznie to mi odpowiada pierwsza wersja. Ale to w sumie nieistotne, bo zajmujemy się tutaj pisaniem tekstów a nie analizowaniem osiągnięć sztucznej inteligencji. 

 To ta duga wersja, gdzie i tak zmieniłabym ostatni wers z "skuteczne gry" na "niegłupie gry"


 

 Jednak wiadomo, że poprawkom nie byłoby końca a przecież wszelkie projekty trzeba w końcu sfinalizować. 

poniedziałek, 11 maja 2026

Moje teksty dostały muzykę (w prezencie)

   Ostatnio zajął mnie temat muzyki tworzonej przez sztuczna inteligencję. W końcu trafiłam na samouczek, który mi umożliwił tę zabawę. Jednak nie chciałam, żeby AI pisało mi teksty bo w końcu co bym miała do roboty... Tak więc dorobiłam muzykę do prędko napisanego tekstu w typie "Kręć, się kręć" a później zachęcona sukcesem poświeciłam już więcej starań na napisanie tekstu. Tak powstał "Szept nocy". Tytuł wymyślony przez aplikacje. Oba utwory są na moim koncie na YouTube. 

 Bardzo mi się to spodobało, to co powstało, więc spróbowałam już dorobić muzykę do zupełnie białego tekstu wiersza. Wyszły niesamowite rzeczy. Jeszcze nie nauczyłam się robić teledysków ale raczej nie pójdę w ten kierunek, bo interesuje mnie tekst a nie obrazki. Raczej będzie to jedna pocztówka, żeby format odpowiadał wymaganiom. 



  Bardzo mi się ten tekst podoba. Wiersz jak wiersz, ale z muzyką nabrał innego wymiaru. 



czwartek, 7 maja 2026

Ta cholerna nostalgia...

  Oglądałam ostatnio filmik o Alizee. Sama bardzo lubiłam jej słuchać a zwłaszcza ten kawałek najbardziej rozpoznawalny. Przypomniała mi się pewna postać. To była bardzo dziwna relacja. Wydawało mi się, że facet jest dobrze rokujący. Tak to opisałam w pewnym komentarzu:

 -Znałam jednego co miał szajbę... Mówił ze to jego przyszła żona ... hehe. Akurat na niego ta historia nie zadziałała inspirująco. Spotkałam się z nim rok temu, po kilkunastu latach internetowego kontaktu... Totalna porażka. Cuchnący, stary kawaler, alkoholik z zębami jak koszmar ortodonty... Sam o sobie mówiący, że jest zjebany... Najgorsze, że to jak najbardziej prawda. Jedyny plus tej znajomości to fakt, że zainspirował mnie do napisania jednego opowiadania, które zostało dobrze ocenione. Powstało ono na podstawie jego osobistej relacji po pewnym losowym zdarzeniu. Ciekawe przemyślenia i wnioski. Widać było potencjał. Ale to wszystko rozmyło się w procentach jak wiele innych spraw na tym świecie. :(


A bo to on jeden taki?... O czym tu rozprawiać? Później na dodatek skonstatowałam, że te wszystkie wspomnienia są figę warte. No bo co z tego, że wcześniej wszystko było takie proste? Dziś jestem skłonna twierdzić, że to był efekt jasno postawionych celów. Trzeba zrobić tak i tak, przetrwać, zwyciężyć, bo oczekują tego od nas rodzice, partner, rodzina, dzieci... Trzeba wykonać plan i nie zawieść nikogo. Później nadeszła chwila prawdy i nowe odkrycie, że tak naprawdę NIKT tego nie doceni i wszyscy mają w d... twoje poświęcenie.

Teraz akurat zaczynam wątpić w to medium, jakim jest Internet. Niby dużo mi dało w kwestii ogólnego rozwoju ale też skutki uboczne są ciężkie. To są odkrycia tak straszne, że w pierwszej chwili dołują. Dochodzi się do wniosku, że najlepsze byłoby proste życie, gdzie nie straszy "świata groźny szum", ranne wstawanie, zwyczajne, codzienne czynności, oczekiwanie co najwyżej na tańczącą niedzielę, proste i zdrowe emocje. Tak bez udziwnień, bez tej całej skomplikowanej rzeczywistości.

Hmm... chyba się już autentycznie starzeję... Przychodzi ten moment dogłębnej analizy rzeczywistości. Co z tego wyniknie? Może jakaś prawda objawiona? Ale to akurat nie będzie miało dla nikogo znaczenia. To akurat, że dla mnie TAK to absolutnie nieważne.



niedziela, 26 kwietnia 2026

Pełna kontrola, bo co ludzie powiedzą...

  Jakie problemy mają ludzie... to tak na skutek ostatniego ogarnięcia okiem treści internetowych... Ile na Komunię to już klasyk. Natomiast oddzielny temat to kreacja ciuchowa. Ja pierdzielę...  Jakie buty, jak kolor najlepiej, czy fuksja jest odpowiednia dla babci???  (moim zdaniem to zależy od samej babci, jej stylu, charakteru urody, odwagi i innych rzeczy)

 Widać jak na dłoni, że ludzie maja wgrane pewne rzeczy. Nie ma tak, że jestem sobą i zachowuję się tak, jak mi intuicja podpowiada. Nie ma. Jest presja. Bo co inni powiedzą?... Inna sprawa, że ludzie w każdej sytuacji potrafią oceniać nie tylko wygląd ale wszystko inne, co tylko jest widoczne. Tylko po co, po jaką cholerę? Co to daje tak na dłuższy dystans??? Sama byłam świadkiem jak na pogrzebie bliska mi osoba odwracała się i lustrowała bez skrępowania pozostałych uczestników uroczystości. A za pół roku akurat była na miejscu najważniejszego jej uczestnika. 

 Ja tu nie mówię, że pewne osoby za jakiś czas przystąpią do kolejnej w życiu Komunii Świętej... Ale czy to jest ważne kto przybył i jak wygląda??? Przecież każdy z grubsza wie jak należy się ubrać i zachować na pogrzebie (chociaż z mojego doświadczenia wiem, że jednak nie każdy), no więc niech każdy ustali jak ma wyglądać w ważnej dla siebie chwili. O ile oczywiście dla tego kogoś chwila jest ważna i w jakim stopniu, bo może nie aż tak bardzo.

 Tak często myślę... Chciałabym mieć tylko i wyłącznie TAKIE problemy. 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Raz w górach, raz w dołku.

  Jestem sobie aktualnie w dołku. Coś wcześniej bredziłam o stawaniu się twórcą cyfrowym ale doszłam do wniosku, że to durny, poroniony pomysł. Tak naprawdę to właśnie Internet mnie nieustannie dołuje. Jestem zbyt wrażliwa, żeby odbierać zamieszczone tam treści. 

 Jedna część, ale nawet nie wiem jaki to procent to pożyteczne informacje. A reszta to jacyś dziwni ludzie z contentem, którego sens próżno odgadnąć, wzajemnie wyzywanie się i chamskie ocenianie, teorie spiskowe, rewelacje z d... wzięte, łowcy internetowi oraz oszuści wszelkiej maści. 

 Tragedia, po prostu tragedia... Mnie czasem "udaje się" z kimś pogadać w Sieci ale zawsze jest to stracony czas i stracone nerwy. Zaczepiają mnie różni mężczyźni, bo widocznie dobrze wychodzę na zdjęciach. Co do tego to jednak nie mam pewności, ale za to oni mają pewność, że skoro mam jakiś tam profil tu czy ówdzie to powinnam się z nimi umawiać. Najlepiej oczywiście dojechać na chatę. O co tu chodzi to ja nie wiem... przecież wiadomo, że idealni mężczyźni są gdzie indziej. 

 Oto mój ulubiony dowcip. Niby głupi ale tylko pozornie. 

 Spotkały się dwie znajome czy tam koleżanki. Jednak mówi:

- Słyszałam że wreszcie wyszłaś za mąż.

- Tak. I jestem bardzo szczęśliwa.

- Pewnie mąż dobrze zarabia?

- Nie, w sumie średnia krajowa...

- Pewnie diablo przystojny skoro go wybrałaś.

- Eee tam, przeciętny.

- To pewnie rewelacyjny w łóżku?

- Normlanie, bez fajerwerków.

- No to o co chodzi?

- Nie ma profili w Socjal Mediach i nie używa Internetu. 

- Chryste... a gdzie ty taki ideał znalazłaś?!


I tak to  jest. Tzn. mogło by być ale nie jest. Przynajmniej u mnie. U mnie, na moim terenie to obserwuję totalne odklejenie. Zdurnienie za sprawą bezkrytycznego przyjmowania debilizmów z YT oraz z innych miejsc w Sieci. Dodatkowo narzucanie innym swojego punktu widzenia a jak ktoś nie przyjmuje, to foch, nieodzywanie się i wyzywanie od bezmózgów. Nie ma świętości w postaci więzów rodzinnych oraz więzów krwi. I jak się tu odzywać do zakutego łba? Lepiej się nie odzywać i tak to już trwa przeszło trzy lata. Aż się prosi o jakiś radykalny krok ale nie zawsze są możliwości, gównie finansowe. Inne też. 

Znów się użalam i daje wyraz swojemu sfrustrowaniu. Mam gorszy dzień, może gorszy tydzień a może nawet zaczyna się gorszy miesiąc. No cóż, tak bywa. 

niedziela, 29 marca 2026

Nawet nie wiem jak to ująć...

Z czasem coraz bardziej potrafię radzić sobie z życiem. A czasy są twarde. Ludzie trudni i okrutni. Czasem bardzo bezinteresownie. Co chwilę rozśmiesza mnie małostkowość. Ale inne sprawy też. Czasem już mam ochotę zamknąć się w czterech ścianach. Później myślę, że najlepiej wyłączyć Internet, podobno narzędzie Szatana.... haha

Jednak za chwilę przypominam sobie, że dzięki temu medium spotkało mnie bardzo dużo dobrego w życiu. Nawet cenne znajomości, które z czasem schodzą do realnej rzeczywistości. Są też durne i nawet śmieszne momenty ale nauczyłam się nie przejmować. To akurat produkt uboczny, który wiele mówi o ludziach. W sumie nie będę się powtarzać i znów załamywać rak nad stanem umysłowym 85 procent użytkowników Sieci. To już było.

Ostatnio zadziało się coś pozytywnego i to na wielu frontach. Inspiracja, to jest moje ulubione słowo. Niesie obszerną treść. Nic nie jest w stanie tego popsuć. Wydaje mi się, że już funkcjonuję na innym levelu. Trochę się oderwałam ...


czwartek, 26 lutego 2026

Ameby, pantofelki i rozwielitki z Internetu...

  Znów po kilku miesiącach mam reaktywację. Za każdym razem obiecuję, że wpisy będą częściej. Rzeczywistość jednak jest inna. Twarda, bezwzględna i leniwa. Ale zestawienie. 

 Ja właściwie nie wiem jakie życie prowadzę. Może ciekawe, może nieciekawe i nudne... To zależy od punktu widzenia. Musze też przyznać, że zeszłoroczna praca za granicą tak mi dała w kość, że kilka miesięcy dochodziłam do siebie. Infekcja za infekcją. Jakieś stany zapalne. Osłabienie. Doły, bo depresja to jednak za mocne słowo. Może to efekt tego, że miesiące letnie spędziłam w cieniu. Zawsze pod dachem, słońce wtedy, gdy wybrałam się do sklepu i przede wszystkim zero polskich, sezonowych owoców takich, jak truskawki czy poziomki. 

 Tak więc w tym roku mam zamiar wygrzewać się na słońcu, zajadać się ekologicznymi owocami i nie przejmować się niczym. Zobaczymy jaki będzie efekt. Jednocześnie myślę nad zajęciem lekkim, rozwijającym i popłatnym bo okazało się, że mam zbyt mało siły na powtórkę zeszłorocznych akcji. (Swoją drogą zastanawiam się, jak ja to wszystko wytrzymałam... ). 

 Nic mi nie przychodzi do głowy, oprócz zajęcia instagramera. Czy tam influencera jak kto woli. Jednak tutaj już jest tego zatrzęsienie. Jak miałam pomysł kilka lat temu to mi rodzina powiedziała, że będzie się mnie wstydzić jak zrobię z siebie idiotkę. 

 Aktualnie rodzina dopuszcza coś takiego, jednak obawia się jak ja sobie poradzę z wszędobylskim hejtem, który jest wszędzie, ale to wszędzie. Nawet przy tematach pięknych i pozytywnych. Oczywiście rodzina nie wie, że ja już jestem dużą dziewczynką i mam w odwłoku hejt. Bo przecież żeby mnie obrazić to trzeba mieć papiery, cytując klasyka. 

 Ale też moje treści i mój kontent to nie byłby związany z jakimiś moimi przewrotowymi filozofiami... Ja bym tylko pokazywała moje hobby. Czyli taka mieszanina rękodzieła i drobnych form literackich. Z tym, że formy literackie były by w linkach. Żadnego narzucania się z moją grafomanią. 

 Zdaję sobie sprawę, że jednak czasem by mi się obrywało. Bo już taka natura 98 procent użytkowników Internetu, tych z tytułu tego posta. Ja już mam postanowienia, że nie będę angażować się w dyskusje z amebami ale czasem jak widzę, gdy niektórzy dyskutują z AI to naprawdę mnie rusza. Chodzi tu przede wszystkim o podlizywanie się wygenerowanym przez AI obrazkom przedstawiającym cycate piękności. Czasami nie wytrzymuję i daje do zrozumienia jaka jest sytuacja. I wtedy napotykam agresję. Im nie da się nic przetłumaczyć. Jedyną bronią jest atak na mój wygląd. Ostatnio jeden pantofelek napisał mi że mam brzydki ryjek. Bo oczywiście wlazł na mój profil i zobaczył foty bez filtrów. Tak mnie to rozśmieszyło, że teraz jak idę umyć twarzyczkę to mówię: "Idę umyć ryjek". Generuje to totalną wesołość wśród domowników. 

 Tak więc chyba jestem odporna na hejt. Najwyżej na komentarz typu: "Masz stary, brzydki ryj" odpowiem: " No i ch...j, ale za to zrobiłam fajny sweterek". Tak parafrazując znany dowcip. 

 A oto mój sympatyczny ryjek:


Dobrego dnia albo dobrej nocy wszystkim, zależy od chwili w jakiej to czytacie.