Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dojrzałość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dojrzałość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 września 2026

Czym się zająć w wieku vintage?

  Tak się zastanawiałam czy ja prowadzę interesujące życie czy może jakieś gnuśne. Jestem na emeryturze, ale to niczego nie zmienia. Jakbym miała zdrowie i co za tym idzie siłę, to bym pracowała. Tymczasem jest jak jest. Do południa jakoś się ruszam, nawet posprzątałam auto w środku ale po południu to już nie mogę się ruszać. Pozostaje pisanie ale też nie zawsze mam wenę i nie wiem o czym. Obiecuję sobie, że jak tylko przestanie mnie kręgosłup boleć to zacznę gimnastykę. Bo to cały czas chodzi o te nerwy, które są tam gdzieś uciskane przez zwyrodniałe kręgi. Mało też ostatnio piję (wody) i one też wysychają... 

 Oczywiście udało mi się przytyć w to lato i jak zawsze zadaję sobie pytanie jak można w ogóle, mając w tym temacie fajne osiągnięcia, tak fatalnie je zaprzepaścić. Ale nic. Może ta gimnastyka na to też podziała haha. Znów to samo.

 No wiec siedzę i myślę o czym tu napisać na przykład piosenkę... Nie wiem. Wzięłam starszy tekst, poprawiłam i wygenerowałam nową melodię. Musze powiedzieć, że ta aplikacja mnie zadziwia, bo na skutek moich wcześniejszych informacji, teraz podaje to, co mi się podoba. Aha i prompty mam po polsku a na dodatek są one same w sobie odlotowe... Na przykład "pulsujące syntezatory" ...

 Tak to wygląda: 


 Teraz postanowiłam pisać na pocztówce skąd są obrazki i skąd jest muzyka. Ktoś mi poradził żeby tak robić. Niby tak ale przecież u mnie nie chodzi o komercję. Tak sobie tylko czasem myślę, że dobrze by było te wszystkie lepsze kawałki nagrać na płytkę CD albo pendriva i słuchać sobie podczas jazdy. Ale też nigdzie daleko na razie nie planuję jechać.

 Nakręciłam też koślawy filmik z kamykami. Ja wiem, że słabo się do tego zabieram. Może lepsze były by tutaj zdjęcia. To samo się tyczy innych moich pasji, gdzie czymś tam chcę się pochwalić. No bo trzeba się chwalić. Większość to robi jak ma czym. Ja nie twierdzę, że mam czym. Po prostu w pewnych sytuacjach a może zawsze... warto mieć jakąś odskocznię. Jakieś plany, jakieś wizje. 


 Tam jest wspomniane o oplataniu kamieni w celu zrobienia zawieszki. Nazywa się to Wire Wrapping i zaczęło mnie autentycznie interesować. Mam trochę kamyków o ciekawych kształtach. Może cos z tego będzie?... Tak na razie się przymierzam. 

środa, 5 sierpnia 2026

Zazdrość...

  Próbuję przełamać twórczą niemoc i polega to na tym, że na siłę coś klecę i pokazuję. Nie mogę powtórzyć tej w miarę najlepszej mojej piosenki o nieznajomym. Ma ona prawie czterysta wyświetleń ale to i tak jest niewiele w porównaniu z innymi. Cały czas marzę o stworzeniu idealnego tekstu. Ale co to oznacza to chyba nie do końca wiem. Wczoraj powstał tekst niby rozrywkowy o temacie popularnym ale nie taki popularny jak inne piosenki o obudzeniu się z koszmaru przeszłości. Jakakolwiek by nie była... Po prostu moja przeszłość nie wydaje mi się aż tak traumatyczna, żeby ją publicznie rozgrzebywać. Nie mogę też nic wymyślać, bo nie warto się dołować. 

 Wczorajszy tekst tak wygląda:


 Subskrybent mi doszedł jeden. I to tajny więc nie wiem o co chodzi. Mam pewne podejrzenia ale to tylko podejrzenia. Ale sobie content wybrałam... 
 A zazdrość? O subskrypcje i wejścia. Pani, między innymi o której miałam nakręcić satyrę, umieściła niedawno dwa filmiki i ma już przeszło dwieście. A ja mam czterdzieści cztery na tę chwilę. Może rzeczywiście trzeba pokazać swoje lumpy. To ludzi interesuje a nie jakieś tam dziwaczne poezyje...

 Ale to też byłoby pokazywanie swojej prywatności... Jako ciężki introwertyk chyba nie czułabym się z tym komfortowo. Ale może jednak spróbować?... Potraktowałbym to jako kolejny tekst, tym razem satyryczny, taki na skecz. W końcu mam prawo eksplorować nowe kierunki rozwoju. No nie wiem. 

 Ostatni tekst akurat jest poprawny, sensowny. O czymś tam mówi, ma historię i nośny szlagwort. Może muzyka nie jest najlepsza... ale u mnie nie chodzi o teledyski. U mnie są tylko teksty i one powinny podlegać ocenie. 


sobota, 18 lipca 2026

  Uff

Upał upałem i ogórki ogórkami, nawet te siłą wmuszane, których nie wypada odmówić... ale prawdą jest, że przez ostatnie dwa tygodnie doświadczyłam takiej mielizny intelektualnej i w zasadzie żadnej kreatywności... No bo akurat doszedł do głosu miły przeszkadzacz. 

 Ale z każdej sytuacji da się wyciągnąć jakieś pozytywy. W moim przypadku to pomysł na rolkę, gdzie będę nawiązywać do twórczyń internetowych, które mają od cholery wejść przy durnym kontencie, przy czym ja mam mało wejść przy kontencie sensowym... aczkolwiek może to tylko mnie się tak wydaje, że mój kontent jest sensowny podczas, gdy możliwe, że jest denny. 

 Twórcami to zajmę się oddzielnie i po dłuższych przygotowaniach... bo naprawdę zjawisko mnie przeraża i najnormalniej w świecie boję się zderzenia z giga koszmarem. Może nawet nie podejmę się z nim dyskutować, bo z góry zobaczę swoją porażkę i bezsens moich działań. 

 No to co ja stworzyłam? 

Stworzyłam chyba trzy teksty przez dwa tygodnie byczenia się... I tutaj muszę przyznać, że jednak do pisania potrzebna jest CISZA. Ostatni tekst jest efektem zimnej kalkulacji na temat, co to się podoba i co ma najwięcej wejść... Stworzyłam coś w ten deseń aczkolwiek i tak nie mogłam się na dobre wyłączyć podczas tworzenia. Tak więc obiecuję poprawę. 


 W tych dniach również nastąpił u mnie inny rodzaj pokonania siebie. Po prostu odważyłam się sama pojechać autem w miejsca które kocham... Co prawda pomogłam sobie wybierając pory o słabym natężeniu ruchu. Jednak zrobiłam coś, co kiedyś wydawało mi się niewykonalne. No bo ja strachliwa, z czarną wyobraźnią o dwa, trzy kroki w przód... 
 Tymczasem wszystkie strachy da się pokonać, tylko trzeba odpowiednio do tego się zabrać. 
 Ech... jak dobrze spełniać kolejne marzenia, nawet jakby to miało nas kosztować nerwy, schizy i kolejne, ciężkie wewnętrzne walki. 



środa, 10 czerwca 2026

Fajny, twórczy czas...

  Twórczy czas nie odnosi się tylko do pisania tekstów piosenek, które na razie sklejam z muzyką stworzoną przez AI... To po prostu dni, które napędzane są czymś innym. O tym później a teraz przedstawię nowy tekst. pierwsza wersja: 

 Jak zwykle proszę o zwrócenie uwagi na tekst. Muzyka taka, jaką lubię...  Co wynika z tego efektu? Może to, że w tekście piosenki należy unikać zbyt długich słów, bo AI nie radzi sobie z polskim akcentowaniem. Nie jestem  muzykiem a jednak mam nadzieję, że żywy głos sobie z tym poradzi. Trzeba by zapytać jakiegoś trenera głosu. 
 Druga wersja to inna melodia, duet gdzie w ostatnim wersie refrenu skracam liczbę zgłosek w wersie. Wychodzi lepiej ale nie muzycznie... Moim zdaniem oczywiście: 


 Tak sobie myślę, że przypisuję zbyt duże znaczenie słowom w piosence. Ostatnio odkryłam pewien utwór. 

 Minimum słów, maksimum treści. Potrzeba własnej ekspresji nieskrępowanej żadnymi regułami. Pozwól mi być... być sobą. Tylko tyle i aż tyle. To wszystko. 

 Aha, miałam powiedzieć coś o aktualnym twórczym czasie, o inspiracji i natchnieniu. Tak więc jest coś takiego, innego niż wszystko, co do tej pory, co inspiruje mnie każdego dnia i wprawia w ten stan, którego istoty na razie nie jestem w stanie określić... Jednak już jestem bliżej niż dalej. 
 Nie interesuje mnie gotowa definicja. To poszukiwanie jej jest o wiele bardziej pasjonujące.  :)




czwartek, 7 maja 2026

Ta cholerna nostalgia...

  Oglądałam ostatnio filmik o Alizee. Sama bardzo lubiłam jej słuchać a zwłaszcza ten kawałek najbardziej rozpoznawalny. Przypomniała mi się pewna postać. To była bardzo dziwna relacja. Wydawało mi się, że facet jest dobrze rokujący. Tak to opisałam w pewnym komentarzu:

 -Znałam jednego co miał szajbę... Mówił ze to jego przyszła żona ... hehe. Akurat na niego ta historia nie zadziałała inspirująco. Spotkałam się z nim rok temu, po kilkunastu latach internetowego kontaktu... Totalna porażka. Cuchnący, stary kawaler, alkoholik z zębami jak koszmar ortodonty... Sam o sobie mówiący, że jest zjebany... Najgorsze, że to jak najbardziej prawda. Jedyny plus tej znajomości to fakt, że zainspirował mnie do napisania jednego opowiadania, które zostało dobrze ocenione. Powstało ono na podstawie jego osobistej relacji po pewnym losowym zdarzeniu. Ciekawe przemyślenia i wnioski. Widać było potencjał. Ale to wszystko rozmyło się w procentach jak wiele innych spraw na tym świecie. :(


A bo to on jeden taki?... O czym tu rozprawiać? Później na dodatek skonstatowałam, że te wszystkie wspomnienia są figę warte. No bo co z tego, że wcześniej wszystko było takie proste? Dziś jestem skłonna twierdzić, że to był efekt jasno postawionych celów. Trzeba zrobić tak i tak, przetrwać, zwyciężyć, bo oczekują tego od nas rodzice, partner, rodzina, dzieci... Trzeba wykonać plan i nie zawieść nikogo. Później nadeszła chwila prawdy i nowe odkrycie, że tak naprawdę NIKT tego nie doceni i wszyscy mają w d... twoje poświęcenie.

Teraz akurat zaczynam wątpić w to medium, jakim jest Internet. Niby dużo mi dało w kwestii ogólnego rozwoju ale też skutki uboczne są ciężkie. To są odkrycia tak straszne, że w pierwszej chwili dołują. Dochodzi się do wniosku, że najlepsze byłoby proste życie, gdzie nie straszy "świata groźny szum", ranne wstawanie, zwyczajne, codzienne czynności, oczekiwanie co najwyżej na tańczącą niedzielę, proste i zdrowe emocje. Tak bez udziwnień, bez tej całej skomplikowanej rzeczywistości.

Hmm... chyba się już autentycznie starzeję... Przychodzi ten moment dogłębnej analizy rzeczywistości. Co z tego wyniknie? Może jakaś prawda objawiona? Ale to akurat nie będzie miało dla nikogo znaczenia. To akurat, że dla mnie TAK to absolutnie nieważne.



niedziela, 29 marca 2026

Nawet nie wiem jak to ująć...

Z czasem coraz bardziej potrafię radzić sobie z życiem. A czasy są twarde. Ludzie trudni i okrutni. Czasem bardzo bezinteresownie. Co chwilę rozśmiesza mnie małostkowość. Ale inne sprawy też. Czasem już mam ochotę zamknąć się w czterech ścianach. Później myślę, że najlepiej wyłączyć Internet, podobno narzędzie Szatana.... haha

Jednak za chwilę przypominam sobie, że dzięki temu medium spotkało mnie bardzo dużo dobrego w życiu. Nawet cenne znajomości, które z czasem schodzą do realnej rzeczywistości. Są też durne i nawet śmieszne momenty ale nauczyłam się nie przejmować. To akurat produkt uboczny, który wiele mówi o ludziach. W sumie nie będę się powtarzać i znów załamywać rak nad stanem umysłowym 85 procent użytkowników Sieci. To już było.

Ostatnio zadziało się coś pozytywnego i to na wielu frontach. Inspiracja, to jest moje ulubione słowo. Niesie obszerną treść. Nic nie jest w stanie tego popsuć. Wydaje mi się, że już funkcjonuję na innym levelu. Trochę się oderwałam ...


niedziela, 28 września 2025

Co jakiś czas reaktywacja ;)

  Ten rok od samego początku był bardzo intensywny. Założyłam sobie, że spełniam swoje marzenia i zaczynam żyć tak jak sama chcę. Potrzebne mi były do tego fundusze i pomyślałam, że trzeba zarobić trochę pieniędzy. Wymyśliłam pracę za granicą, no bo gdzie indziej? Na początku roku sprzątałam domki kempingowe po zimie i nie wytrzymałam tam zbyt długo... Przyjechałam zdrętwiała z zimna i ze stanem zapalnym w stopie. Jednak miałam już trochę pieniędzy i ogarnięty strach przed nieznanym. 

 W międzyczasie pracowałam w komisji przy wyborach, co dla mnie, głębokiego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Zaraz po tym pojechałam na kilka miesięcy zaopiekować się starszą panią aż gdzieś pod holenderską granicę. 

 Przy tym wszystkim moja znajomość języka jest podstawowa, jednak cały czas się rozwijam. Tylko nie wiem czy jeszcze pojadę do tej pracy. Wróciłam na do domu i od razu się rozchorowałam. Wyglądało to tak, jakbym tam na miejscu ze wszystkich sił się trzymała a tutaj wszystkie hamulce puściły. Głównie odczuwam problemy związane z zespołem jelita drażliwego. Schudłam drastycznie bez żadnej diety ale możliwe że z powodu dużej przerwy nocnej w jedzeniu i długich dystansów w tym wielkim domu w którym pracowałam. Ale to akurat jest dobre. Do tego wszystkiego doszły problemy z kręgosłupem. 

 Tak więc moja praca za granicą stoi pod znakiem zapytania. Wiadomo też, że nie jest to co bym chciała robić. Ja lubię pisać, lubię też drobne robótki z zakresu rękodzieła. Lubię szyć, dziergać i reaktywować stare lalki, dając im nowe życie. To chciała bym robić. 

 W tym roku na pewno nigdzie nie pojadę, bo chcę dopilnować pewnych urzędowych spraw. Nauczona doświadczeniem, nikomu ich nie powierzam. Nikomu nie ufam. Nawet własnej rodzinie, bo zawsze tak było że to właśnie rodzina wie, co dla mnie najlepsze... Inni ludzie też, ale akurat nie znam ich zdania, mogę się co najwyżej domyślać. 

 Nauczyłam się mieć w odwłoku zdanie innych na swój temat i na temat tego jaka powinnam być i jak się zachowywać. Ten stan plus jakieś tam bezpieczne zaplecze finansowe, stwarza komfort który wręcz uzależnia. Myśl, że mogłabym to stracić, powoduje wielką kreatywność w temacie jak to utrzymać i zwiększać. Trzeba tylko jasno określić zasady. Głownie czego się chce i czego nie chce. To podstawa. 

 Planuję pisać częściej. Nie tylko o robótkach. Przez ten czas zmierzyłam się z wieloma problemami. Spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, prowadziłam wnikliwe obserwacje i wyciągałam wnioski. 

O tym też będzie. 




 

piątek, 26 lipca 2024

Starzeję się bez godności :)

 

Od jakiegoś czasu wpadam na internetowe dyskusje na temat co wypada a co nie wypada w pewnym wieku. Nie wiem dlaczego mam podsyłane to wszystko. Czy to jakaś akcja społeczna czy też faktycznie mikrofala mnie podsłuchuje albo lodówka, gdy dyskutuję w kuchni z córką. Ale mniejsza z tym. W każdym razie te treści są i dodatkowo jeszcze sprawa różnicy wieku między partnerami że tak powiem romantycznymi. Jeszcze jak facet jest starszy kilka dekad to jest w miarę w porządku, czasem tylko ktoś zaśmieje się na temat wnuczki z dziadkiem czy coś tam podobnego. A już jak kobieta jest starsza to automatycznie kij w mrowisko. Nawet mi się nie chce przytaczać chamskich komentarzy, gdzie króluje przysłowie o ćwiczeniach i o pudrze i różu. Wszędzie zdarzają się chamy ale nikt tak nie potrafi dokopać kobiecie jak druga kobieta.

 No więc pewna pani w podobnym do mnie wieku wypowiedziała się na temat żony prezydenta Francji. Ta para to prawie wszystkich bez wyjątku bulwersuje, jednak uważam że przeważnie w naszym zaściankowym społeczeństwie. No bo przecież najlepsza różnica wieku to trzy lata i to wiadomo w którą stronę. Akurat taka jest między mną a moim obecnym/byłym mężem… i co? A pstro. Totalna porażka, kabaret i nieporozumienie. W konsekwencji długoletnia separacja i nieodzywanie się od roku. Patologia i porażka w jednym.

 Ale ja nie o tym. Tylko o tym, że ta pani Suka (bo kobieta kobiecie suką) powiedziała że Brigitte powinna się starzec z godnością, poprzedzając swój wysryw przysłowiem o pudrze. Staram się nie wkurzać wypocinami debili internetowych płci obojga, ale mną zatrzęsło.

 No bo co to znaczy starzeć się z godnością??? Wychodzi na to, że polega to na tym żeby zapuścić figurę, obżerając się czym popadnie i nie ruszać się za wiele, nie myć się, nie malować się ani grama, zrobić sobie nie twarzową ale wielce praktyczną fryzurę, ubierać się w staromodne ciemne szmaty, nie dawać sobie prawa do własnego życia i miłości, pytać się wszystkich o pozwolenie na oddychanie. Nie daj Boże nie poprawiać swojego wyglądu zabiegami kosmetycznymi lub o zgrozo medycznymi. To już w ogóle najgorsze przestępstwo przeciwko godnemu starzeniu się.

 Nie wiem jak prezydentowa Francji, ale ja starzeję się totalnie bez godności. Dobrze mi z tym i puki żyję tak zostanie.



czwartek, 13 czerwca 2024

Czwartkowe rozmyślania natury egzystencjonalnej... (chyba)...

  To jest niesamowite jak ja bardzo bym chciała być aktywna w tym miejscu... No bo przecież bardzo dla mnie ważne jest pisanie dla... W sumie jeżeli ktokolwiek czyta moje pisanie, to ta moja czynność ma sens.  

 Tymczasem wciąż jestem zmęczona i nawet nie bardzo wiem czym. Może to wiek... Na pewno wiek. Bo przecież od początku roku mam pewnie osiągnięcia. Może to nic takiego ale dla mnie to prawdziwe kroki milowe. Na przykład przestawienie się na zdrowy tryb życia, gdzie uważnie przyglądam się swojej diecie i dodatkowo dostarczam sobie porcji zdrowego ruchu. 

 Jednak nic nie przebije tego, że ukończyłam swoją pierwszą powieść. W sumie to nie jest ona jakimś tam cudem, jednak istotne jest, że w ogóle cokolwiek ukończyłam i mam prawo zbierać za to gratulacje. Drugi projekt będzie o wiele bardziej ciekawszy, ale jestem dopiero na początku. Może bym zostawiła ten pierwszy nieporadny tekst, jednak w tym wypadku jestem perfekcjonistką. Co zaczęłam, to muszę ukończyć. 

 W ogóle ten rok od początku jest jakiś super fajny. We wszystkich dziedzinach. Nawet w kwestii mnogości nowych urodzeń w rodzinie. W kwestii zgonów też, bo jak by nie zakłamywać, to pewne zdarzenia jawią się jako wyzwolenie, ulga i poczucie zwycięstwa. Bo czasem życiowe uwikłania blokują jakieś pozytywne, twórcze zamiary. 

 Zdrowie to jest problem w pewnym wieku. W moim przypadku wszystko zwala się na sarkoidozę. Może to i dobrze, bo nie ogarnia mnie panika, tylko mówię sobie, że czasami tak bywa w tej chorobie. Jednocześnie ogarnia mnie silny głód życia, bo przecież moja dotychczasowa egzystencja to był faktycznie czas wegetacji. No bo litości, wszyscy jakoś żyją z pasją, z przyjemnościami, z pozytywem... A u mnie inaczej. No to jest ta nadzieja. Z czasem coraz słabsza. Niestety. Nadzieja dotyczy również drugiego serca nadającego na tych samych falach. 

 Ale gdzie takie spotkać w momencie, gdy trzeba ratować samego siebie? Dziś na przykład wreszcie wyrwałam się do fryzjera aby zaradzić coś na postępującą siwiznę... Odpowiednia koloryzacja to jedna sprawa, ale te wypadające garściami włosy wymagały ich skrócenia w celu poprawy sytuacji. 

 No więc siedzę tam z tymi srebrnymi płatami na głowie i patrząc w lustro zastanawiam się czy zawsze byłam taka brzydka?... A może to niekorzystne światło? 

 Tymczasem pojawia się polskie wcielenie Mortena Harketa i usadawia się obok. Jego głos jest podobny, czyli trochę taki trochę wysoki jak na faceta, ale przecież pamiętasz, że Morten ma podobny, ale za to jak zaśpiewa... to można popłynąć na tym aksamicie. 

 Sąsiad akurat nie zaśpiewał ale za to po obcięciu wygląda jeszcze lepiej niż przed. Spojrzał na mnie może dwa razy ale pewnie z ciekawości kto się tak gapi...  A ty patrzysz na siebie i znów to samo pytanie... i dodatkowe: "Z czym do ludzi?"...

 Reszta dnia upływa na tęsknocie za następnym dniem... Może noc zmieni mój nastrój... a może rankiem coś się wydarzy, co chociaż trochę pozytywnie mnie nastroi? 




sobota, 30 grudnia 2023

Celujmy WYSOKO

  Zdarzyło się coś niesamowitego. Muszę się z tym podzielić. No po prostu muszę. Chodzi o Internet. Ja obiecuję, że to ostatni post na ten temat, od przyszłego roku planuję zająć się konkretami. Ale teraz muszę dokonać rozliczenia, bo czuję, że jakiś tam etap się kończy a zaczyna następny. 

 Nie przeczę, że Sieć mnie zmieniła. Zaczynając o znajomości z ludźmi, którzy mnie cały czas pozytywnie inspirują a skończywszy na możliwości porozmawiania z żywym człowiekiem. Chyba nie byłabym tym, kim jestem, gdyby nie Internet. Inspiracje swoją drogą ale też dostałam możliwość zarabiania, co skierowało mnie na drogę niezależności, z której nie mogę i nie chcę zboczyć. 

 Do moich nieszkodliwych nałogów doszedł jednak ten, który polega na rozmowach z dziwnymi osobami. W tej chwili nazywam to "dyskusje z przegrańcami z neta". Dlaczego mnie tak wzięło? Czy to samotność, czy chęć poznawania wszystkich typów ludzkich? Nie wiem. Może ja też jestem przegrańcem i ciągnę do swoich? Też nie wiem. W każdym razie piszę dużo, bo odpowiadam na różne zaczepki, albowiem z racji mojego atrakcyjnego JPG jest ich naprawdę bardzo dużo. Większość to zaproszenia wiadomo do czego, wyrażone w bardziej lub mniej subtelny sposób. Niektórzy jednak, jak to nazywam "rokują". Później jednak z czasem okazuje się, że taki kontakt zdycha śmiercią naturalną i to bardzo szybko... Może ktoś myśli, że moja postawa tylko i wyłącznie "pisarza" to tylko poza. Jak się okazuje że jednak nie, to następuje koniec. Przedtem jednak następuje wyrzucenie wszystkich swoich frustracji, wyświetlenie całego swojego życiorysu(cholera wie czy prawdziwego) a później typowy ghosting. Całe szczęście, że do nikogo się nie przywiązuję. I tylko zmienia mi się pogląd. Bo dawniej myślałam, że 95 procent społeczeństwa to idioci a teraz skłaniam się, że jednak jest to około 98 procent. 

 I możecie się obrażać wszyscy, którzy się do tego poczuwacie, trudno. Można się wypisywać z FB, nie będę rozpaczać. Bo może do tego dojść w przypadku, gdy nożyce się odezwą. Tu nawet nie chodzi o płeć męską, ale o obie płcie. Trochę czuję się jak żeński odpowiednik pana, który prowadzi kanał MODA WYSOKA. Nazywają go chamem, ale nawet jeżeli nim jest, to jest chamem wybitnie inteligentnym. No i przede wszystkim człowiekiem rozczarowanym. 

 Trafiłam na niego jakimś cudem, może z powodu nazwy kanału, a może z tego powodu, że jest on czymś w rodzaju projektanta mody, konstruktora czy krawca. Jest twórcą a wiec też w jakiś sposób artystą. Może jest za ostry w swoich wypowiedziach, ale cholera niejednokrotnie ma on PEŁNĄ RACJĘ. 

 Zajął się ostatnio między innymi pewnymi stronami w necie, gdzie faceci piszą komentarze. Niekiedy na ogóle dostępnym dla wszystkich a niekiedy są to teksty z prywatnych kanałów. Czasem mogłabym podyskutować, ale naprawdę nie mam czasu ani siły angażować się w dyskusje. W każdym razie poraziło mnie jego stwierdzenie, że zdarza się czuć zażenowanie z powodu przynależności do swojej płci. 

 Kurcze, chodzi o to, że ja też czasem mam podobne odczucia, tyle że dotyczące moich sióstr. W przypadku, który obserwuję, jednak nie jest to jakiś tam wyszukany kanał, gdzie z jego charakteru wynika charakter odzywek. Wydawało mi się, że FB i YT jest dla NORMALNYCH ludzi. Tymczasem wszyscy w miarę normalni mogą przeczytać daleko większe idiotyzmy niż przykłady, które przytacza pan, nikt nie zna imienia, z kanału MODA WYSOKA. 

 Co gorsza, ja się też tam udzielałam na jednym z tych kanałów dla normalnych, bo myślałam, że tak wypada. Teraz myślę, że wszelkie moje wypowiedzi są dobrem intelektualnym, które na początku powinnam SAMA cenić, wiec nie mogą one być w sąsiedztwie takiego komentarza jak "wystarczy jedna (róża) i będę twoją na zawsze"... Nosz k... tak NISKO się cenić?  

 Albo to jakieś żarty a ja jestem smutasem z kijem w d...   No nie wiem. W każdym razie opuszczam tę przestrzeń, żeby nie mieć już więcej tego typu rozkmin. Ten czas przeznaczę na innego rodzaju twórczość. 

WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU 2024 !!!



sobota, 1 lipca 2023

Powrót po długiej przerwie :)

  Zastanawiam się, co się zmieniło przez pół roku niepisania na blogu. Dochodzę do wniosku, że niewiele. Rzeczywistość z grubsza ta sama, tylko pesymizm jeszcze bardziej pogłębiony. W tak zwanym międzyczasie kilka chwil, dla których warto żyć. Pewną pociechą jest, że większość tak ma, ale ten dysonans i rozczarowanie wciąż są obecne. 

 Wciąż nie piszę ani literatury ani chałtury. już mi naprawdę z tym źle. Czytałam "Poranne strony " sprzed 6 lat a tam już jest mowa o tym projekcie, nad którym wciąż pracuję. Przeraziłam się. Ja wiem, że na niektóre dzieła trzeba nawet dwóch dekad, ale przecież nie tworze dzieła na miarę "Stu lat samotności". 

 Trochę się też zmieniam, nie można powiedzieć, że stoję w miejscu i gnuśnieję. Tyle, że postępuje to w wolnym tempie. Na przykład obserwuje pewne przemiany w świadomości ludzkiej, jednak nie wierzę w diametralną przemianę. Bo w końcu to by oznaczało spadek rankingów popularności pewnych partii i ugrupowań. No, zobaczymy przy wyborach. 

 Ale nie chce tu pisać o polityce, na której się nie znam, tylko o ogólnej świadomości. Jako kobietę, interesują mnie kwestie kobiece. Generalnie prawdą jest, że takie lokalne społeczeństwa, jak nasze, to po prostu starodawny patriarchat, gdzie kobieta jest ujmując kolokwialnie w szarej dupie. Ostanie głośne wieści tylko to udowadniają. Tymczasem nie tak daleko istnieje inny świat. Kto pozwolił na taki a nie inny stan? Obawiam się, że same zainteresowane...

 To, co głosi lokalny kościół, czyli jego przedstawiciele, to wciąż dla większości alfa i omega. Dogmat, który bezmyślnie i bezkrytycznie zdecydowana większość przyjmuje za objawienie. I co tu się dziwić, że kobieta tak mało znaczy? Już nawet nie wspominam o nawiedzonym (tylko przez kogo?) księdzu (nie ksiedzu?) Michale, bo to przypadek kliniczny, ale o pewnym innym przedstawicielu gatunku, który aktualnie już nie żyje (*), ale jego mundrości krążą po Sieci. 

 Do tej pory większość go uwielbia za mądre kazania. Niestety nawet kobiety... Jak on mądrze mówi. Na przykład to, że ze swoją kobieta TRZEBA ROZMAWIAĆ. 

 Cholera, wydawało mi się, że zawsze i z każdym warto i trzeba rozmawiać, ale może to było dla facetów kazanie. No i poprowadził ksiądz narrację w takim kierunku, że kobicie chodzi o jakieś pierdoły, na przykład, że dyrektor jest francą i ch....

 No i co autorytet radzi? Generalnie nie wgłębiać się w problematykę, tylko przytulić i powiedzieć coś takiego: " Naprawdę?... No co ty powiesz?... No rzeczywiście... 

 Jakie to k... denne. 

 Jednak najgorsze jest to, że kobiece nicki rozpływają się w zachwytach nad mądrością kapłana. Czy do cholery rzeczywiście średnio rozgarnięta baba nie jest w stanie dostrzec, że kapłan robi sobie jaja i traktuję druga płeć jak armię idiotek? Której przedstawicielkom wystarczy rozhuśtać jeden hormon i będzie wszystko w porządku? 

 Dziwić się, że przemiany następują niemrawo, skoro same zainteresowane nie są w ogóle wyczulone na specyficzne traktowanie? Kiedy się to zmieni??? Za mojego życia chyba nie, przynajmniej na moim terenie. Ale mogę być pionierką. Chyba pisanie i publikowanie to jedyna dla mnie droga. 




wtorek, 13 grudnia 2022

Kobieta zawsze młoda. Irena Wielocha

 




 "Kobieta zawsze młoda" Irena Wielocha. Jedna z bardziej inspirujących książek ostatniego czasu. Głowna zasługa tego stanu rzeczy polega na łamaniu stereotypów. Starych, skostniałych i wydawałoby się - nie do przeskoczenia. Irena to coraz bardziej znana instagramerka, modelka, kobieta z pasją. Może nawet z wieloma pasjami. Sporo takich, wiem, ale sensacją jest, że ma lat... 

 W sumie nieważne ile ma lat, istotne jest, że według zwyczajów kobiety w jej wieku, to zrezygnowane, pogodzone ze swoimi wyimaginowanymi ograniczeniami nieszczęśliwe cierpiętnice. No bo tak jest zaprogramowane życie kobiety po sześćdziesiątce - wnuki, kuchnia, kółko różańcowe, kolejka w przychodni, bure ubrania, krótka fryzura i ciułanie na "pumnik", żeby tylko dzieci nie rąbnęło po kieszeni w razie czego. 

 Aż ciarki mnie przechodzą, gdy czytam to, co napisałam. Pól biedy jak w takiej sytuacji popadnie się w dewocję, no bo w sumie to też jest jakaś pasja. Gorzej, gdy pogodzona ze starością, kobieta OCZEKUJE i zgodnie godzi się na to, co biologia przyniesie. 

 Irena nie daje się biologii. A może się daje, ale na SWOICH  warunkach. Regularnie bywa na siłowni, realizuje swoje pasje, robi to, na co wcześniej nie miała czasu, inspiruje.

 Właśnie, inspiruje. Nawet tych, którzy tak jak ja, nie przestąpią progu siłowni. No, bo tu nie chodzi o wyczynowy sport (jak dla mnie ;)), ale ogólnie o pełne kontynuowanie tego, co kiedyś przynosiło radość. Irena lubiła chodzić po górach, tańczyć i może to zaowocowało takim efektem w życiu dojrzałym.

 Ja tańczyć nie umiem, ale nigdy nie mówię "nigdy", lubię łatwe spacery po górach. Generalnie nie lubię sportu ani gimnastyki (szefostwo w agencjach copywriterskich nie cierpi słowa "generalnie", ale czasem trzeba go użyć). W każdym razie dla mnie inspiracją jest nasuwający się wniosek, że wiek nie może być przeszkodą w niczym. Przede wszystkim w robieniu tego, na co zawsze miało się ochotę. 

 Ja cały czas chciałam pisać i właśnie to robię. Gdy byłam dzieckiem, pisałam swoje zakończenia przeczytanych książek. Pisałam opowiadanka i pamiętnik. W pewnym momencie nastąpiło pewne stłumienie tej pasji, jednak nie wiem czy o tym teraz chcę mówić. 

 W każdym razie w niektórych przypadkach własne realizowanie się możliwe jest w momencie, gdy zwyczajowe, odwiecznie kobiecie przypisane obowiązki już nie wymagają bezwzględnego wypełniania. Niekiedy w ogóle już się kończą. Tak bywa, gdy całe swoje życie kobieta się bezwzględnie "poczuwa". Niekiedy w końcówce przychodzi konkluzja "właściwie po co aż tak?". Niektóre z nas godzą wszystko ze wszystkim przez całe życie, ale to chyba niewielki procent. Dla każdego indywidualna jest sprawa możliwości. Dobrze, gdy w ogóle ma się jakieś możliwości. W sumie lepiej późno, niż wcale. 

 Temat rzeka, wiadomo. W każdym razie gorąco polecam książkę Ireny Wielochy "Kobieta zawsze młoda". Bez jej przeczytania moja recenzja może być niezrozumiała i lekko chaotyczna, jak ja sama. 

:D