Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głos. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2026

Super piosenka o tęsknocie.

  Po względnym uporządkowaniu swojego życia, znów wracam do twórczości. Uporządkowanie polegało na tym, że uzmysłowiłam sobie czego nie chcę i zaczęłam po kolei działać w wiadomym celu. Chodzi o poprawę jakości egzystencji. Takiej szeroko pojętej jakości. Bardzo szeroko. 

 Po pobycie w szpitalu na badaniach okazało się, że idealnie nie jest ale też nie można powiedzieć że tragicznie. Czyli jeszcze trochę pociągnę. Między badaniami były takie nudy, że wróciłam do Sudoku ale też napisałam nowy tekst. Minął jakiś czas i śmiem twierdzić że jest on dobry jak nie bardzo dobry. Co prawda próżno szukać tutaj szlagwortu albo też mostu... no i refrenu też nie bardzo kojarzę. 



 Jest to kawałek krótki, nie wykorzystany na YT  a daję go tutaj z powodu miniatury. Słowa chyba całkiem całkiem aczkolwiek dwa razy są użyte: czasami/czasem. To drugie "czasem" zamieniłabym na "bywa". Wtedy będzie idealnie. Na razie nie widzę niczego do poprawki. 
 Niżej wersja z YouTuba:
 

 Opowieść jest o tęsknocie. To bardzo ograny temat. Na swoją obronę powiem, że akurat dosyć oryginalnie podany. Ach, jaka ja skromna jestem hehe. Nie dosyć, że zdolna to jeszcze skromna. Tak więc o tęsknocie a w sumie nawet ten wyraz nie występuje... Nie, występuje raz, gdzie podmiot liryczny mówi że na chwilę odpływa żeby nie tęsknić. Ale tutaj chodzi też o rym i nie wyrzucę tego. Ale też nie ma potrzeby. 
 Jeśli chodzi o popularność i liczniki to nie jest rewelacyjnie ale też nie całkiem beznadziejnie. Noo identycznie jak z moją sarkoidozą. Już miałam napisać nazwę choroby dużą literą. No tak Pni Sarkoidoza. 


wtorek, 21 lipca 2026

Zasięgi, lajki czyli nowa waluta, nowe dobro, którego wszyscy pragną.

 Na początek dam link do pewnej twórczyni, której prace szalenie mi się podobają i raczej nie tylko mnie. Nazwa kanału na YT. To "Kelly Boesch AI Art". Pani robi cos podobnego do mnie, tylko oczywiście jest o lata świetlne dalej. Dodatkowo robi ciekawe teledyski. 


 Zastanawiam się czy by też nie zająć się ruchem na swoich filmikach, bo jak do tej pory to nie mam zbytniego zainteresowania swoją twórczością. Oczywiście uważam, że moje teksty są fajne, w miarę zgrabnie napisane i odwołujące się do ludzkich emocji. Tymczasem od początku moich działań w tym temacie doszło mi tylko osiem subskrybentów. Licznik co prawda chodzi ale po kilku dniach od zamieszczenia tekstu z muzyką zainteresowanie ustaje. 

 No i tutaj zżera mnie zazdrość, bo na FB oglądam całe stada twórczyń cyfrowych, którym wiedzie się lepiej... Ale za to kontent jest dla mnie trudny do ogarnięcia. To jest po prostu masakra. Pół biedy jak kobitka w podobny sposób do mnie prezentuje swoje teksty ale wraz ze swoją obecnością. A że jest zgrabna i piękna, to ruch jest. Atrakcyjni mają lepiej. Ale chyba nie, bo pojawiły się całkiem zwyczajne osoby, które wzbudzają emocje różnego rodzaju. Pokazywanie ciuchów ze swojej szafy .. i tu nie mówię o Szafairce Dorce, ona ma jakiś tam kontent, który i tak nie wszystkim się podoba. Ale kto zabroni innej emerytce, która najwyraźniej robi sprzątanie na strychu...
 Inna pani to Tereska Poker Face, która filmuje swoje spacery z okolic swojego biodra i nikt nie wie o co tam chodzi ale za to wszyscy oglądają. Tereska ma ciekawe korale i naszyjniki, to może o to chodzi...
 Inna pani wyje do kompletnych podkładów muzycznych słyszanych w tle i podryguje eksponując głownie tylną część ciała. Brzmi trochę jak zarzynana kura ale wszystkim się to podoba. Jak się komuś nie podoba to taka niesubordynacja jest zaraz usuwana. 
 Ja bym chciała robić coś takiego ale nie maiłabym czasu siedzieć ciągle przy komputerze i kasować negatywne opinie. O hejterach już nie wspomnę. Ale co to za twórca internetowy bez sztabu hejterów?

 Tak więc muszę w pocie czoła i z przegrzanym czasem mózgiem walczyć o każdego subskrybenta. Na dodatek rozwój idzie mi opornie i w ślimaczym tempie. Zwłaszcza, że miałam ostatnio przerwy w pracy bo okazało się, że jednak do tworzenia potrzebuję spokoju i ciszy. W przedostatnich dwóch dziełach akurat widać, że tego nie miałam. Ale ostatni tekst, już pisany na spokojnie, uważam że jest fajny. Nadal jednak nie uważam, że tworzę coś idealnego. 


 Short też jest fajny. Tutaj akurat niewiele się te kawałki różnią. Oba w tym samym typie:



 Kusi mnie żeby nakręcić jakiś prześmiewczy filmik tak do ogólnych tematów... ale może lepiej w to nie brnąć. Przecież mogłoby to być uznane za hejt. Teraz nie można powiedzieć, że ktoś jest durny. Tak samo jak nie można powiedzieć, że ktoś jest otyły albo gruby. Nawet zasugerować nie można. Co to się porobiło?





środa, 10 czerwca 2026

Fajny, twórczy czas...

  Twórczy czas nie odnosi się tylko do pisania tekstów piosenek, które na razie sklejam z muzyką stworzoną przez AI... To po prostu dni, które napędzane są czymś innym. O tym później a teraz przedstawię nowy tekst. pierwsza wersja: 

 Jak zwykle proszę o zwrócenie uwagi na tekst. Muzyka taka, jaką lubię...  Co wynika z tego efektu? Może to, że w tekście piosenki należy unikać zbyt długich słów, bo AI nie radzi sobie z polskim akcentowaniem. Nie jestem  muzykiem a jednak mam nadzieję, że żywy głos sobie z tym poradzi. Trzeba by zapytać jakiegoś trenera głosu. 
 Druga wersja to inna melodia, duet gdzie w ostatnim wersie refrenu skracam liczbę zgłosek w wersie. Wychodzi lepiej ale nie muzycznie... Moim zdaniem oczywiście: 


 Tak sobie myślę, że przypisuję zbyt duże znaczenie słowom w piosence. Ostatnio odkryłam pewien utwór. 

 Minimum słów, maksimum treści. Potrzeba własnej ekspresji nieskrępowanej żadnymi regułami. Pozwól mi być... być sobą. Tylko tyle i aż tyle. To wszystko. 

 Aha, miałam powiedzieć coś o aktualnym twórczym czasie, o inspiracji i natchnieniu. Tak więc jest coś takiego, innego niż wszystko, co do tej pory, co inspiruje mnie każdego dnia i wprawia w ten stan, którego istoty na razie nie jestem w stanie określić... Jednak już jestem bliżej niż dalej. 
 Nie interesuje mnie gotowa definicja. To poszukiwanie jej jest o wiele bardziej pasjonujące.  :)




czwartek, 7 maja 2026

Ta cholerna nostalgia...

  Oglądałam ostatnio filmik o Alizee. Sama bardzo lubiłam jej słuchać a zwłaszcza ten kawałek najbardziej rozpoznawalny. Przypomniała mi się pewna postać. To była bardzo dziwna relacja. Wydawało mi się, że facet jest dobrze rokujący. Tak to opisałam w pewnym komentarzu:

 -Znałam jednego co miał szajbę... Mówił ze to jego przyszła żona ... hehe. Akurat na niego ta historia nie zadziałała inspirująco. Spotkałam się z nim rok temu, po kilkunastu latach internetowego kontaktu... Totalna porażka. Cuchnący, stary kawaler, alkoholik z zębami jak koszmar ortodonty... Sam o sobie mówiący, że jest zjebany... Najgorsze, że to jak najbardziej prawda. Jedyny plus tej znajomości to fakt, że zainspirował mnie do napisania jednego opowiadania, które zostało dobrze ocenione. Powstało ono na podstawie jego osobistej relacji po pewnym losowym zdarzeniu. Ciekawe przemyślenia i wnioski. Widać było potencjał. Ale to wszystko rozmyło się w procentach jak wiele innych spraw na tym świecie. :(


A bo to on jeden taki?... O czym tu rozprawiać? Później na dodatek skonstatowałam, że te wszystkie wspomnienia są figę warte. No bo co z tego, że wcześniej wszystko było takie proste? Dziś jestem skłonna twierdzić, że to był efekt jasno postawionych celów. Trzeba zrobić tak i tak, przetrwać, zwyciężyć, bo oczekują tego od nas rodzice, partner, rodzina, dzieci... Trzeba wykonać plan i nie zawieść nikogo. Później nadeszła chwila prawdy i nowe odkrycie, że tak naprawdę NIKT tego nie doceni i wszyscy mają w d... twoje poświęcenie.

Teraz akurat zaczynam wątpić w to medium, jakim jest Internet. Niby dużo mi dało w kwestii ogólnego rozwoju ale też skutki uboczne są ciężkie. To są odkrycia tak straszne, że w pierwszej chwili dołują. Dochodzi się do wniosku, że najlepsze byłoby proste życie, gdzie nie straszy "świata groźny szum", ranne wstawanie, zwyczajne, codzienne czynności, oczekiwanie co najwyżej na tańczącą niedzielę, proste i zdrowe emocje. Tak bez udziwnień, bez tej całej skomplikowanej rzeczywistości.

Hmm... chyba się już autentycznie starzeję... Przychodzi ten moment dogłębnej analizy rzeczywistości. Co z tego wyniknie? Może jakaś prawda objawiona? Ale to akurat nie będzie miało dla nikogo znaczenia. To akurat, że dla mnie TAK to absolutnie nieważne.



sobota, 30 grudnia 2023

Celujmy WYSOKO

  Zdarzyło się coś niesamowitego. Muszę się z tym podzielić. No po prostu muszę. Chodzi o Internet. Ja obiecuję, że to ostatni post na ten temat, od przyszłego roku planuję zająć się konkretami. Ale teraz muszę dokonać rozliczenia, bo czuję, że jakiś tam etap się kończy a zaczyna następny. 

 Nie przeczę, że Sieć mnie zmieniła. Zaczynając o znajomości z ludźmi, którzy mnie cały czas pozytywnie inspirują a skończywszy na możliwości porozmawiania z żywym człowiekiem. Chyba nie byłabym tym, kim jestem, gdyby nie Internet. Inspiracje swoją drogą ale też dostałam możliwość zarabiania, co skierowało mnie na drogę niezależności, z której nie mogę i nie chcę zboczyć. 

 Do moich nieszkodliwych nałogów doszedł jednak ten, który polega na rozmowach z dziwnymi osobami. W tej chwili nazywam to "dyskusje z przegrańcami z neta". Dlaczego mnie tak wzięło? Czy to samotność, czy chęć poznawania wszystkich typów ludzkich? Nie wiem. Może ja też jestem przegrańcem i ciągnę do swoich? Też nie wiem. W każdym razie piszę dużo, bo odpowiadam na różne zaczepki, albowiem z racji mojego atrakcyjnego JPG jest ich naprawdę bardzo dużo. Większość to zaproszenia wiadomo do czego, wyrażone w bardziej lub mniej subtelny sposób. Niektórzy jednak, jak to nazywam "rokują". Później jednak z czasem okazuje się, że taki kontakt zdycha śmiercią naturalną i to bardzo szybko... Może ktoś myśli, że moja postawa tylko i wyłącznie "pisarza" to tylko poza. Jak się okazuje że jednak nie, to następuje koniec. Przedtem jednak następuje wyrzucenie wszystkich swoich frustracji, wyświetlenie całego swojego życiorysu(cholera wie czy prawdziwego) a później typowy ghosting. Całe szczęście, że do nikogo się nie przywiązuję. I tylko zmienia mi się pogląd. Bo dawniej myślałam, że 95 procent społeczeństwa to idioci a teraz skłaniam się, że jednak jest to około 98 procent. 

 I możecie się obrażać wszyscy, którzy się do tego poczuwacie, trudno. Można się wypisywać z FB, nie będę rozpaczać. Bo może do tego dojść w przypadku, gdy nożyce się odezwą. Tu nawet nie chodzi o płeć męską, ale o obie płcie. Trochę czuję się jak żeński odpowiednik pana, który prowadzi kanał MODA WYSOKA. Nazywają go chamem, ale nawet jeżeli nim jest, to jest chamem wybitnie inteligentnym. No i przede wszystkim człowiekiem rozczarowanym. 

 Trafiłam na niego jakimś cudem, może z powodu nazwy kanału, a może z tego powodu, że jest on czymś w rodzaju projektanta mody, konstruktora czy krawca. Jest twórcą a wiec też w jakiś sposób artystą. Może jest za ostry w swoich wypowiedziach, ale cholera niejednokrotnie ma on PEŁNĄ RACJĘ. 

 Zajął się ostatnio między innymi pewnymi stronami w necie, gdzie faceci piszą komentarze. Niekiedy na ogóle dostępnym dla wszystkich a niekiedy są to teksty z prywatnych kanałów. Czasem mogłabym podyskutować, ale naprawdę nie mam czasu ani siły angażować się w dyskusje. W każdym razie poraziło mnie jego stwierdzenie, że zdarza się czuć zażenowanie z powodu przynależności do swojej płci. 

 Kurcze, chodzi o to, że ja też czasem mam podobne odczucia, tyle że dotyczące moich sióstr. W przypadku, który obserwuję, jednak nie jest to jakiś tam wyszukany kanał, gdzie z jego charakteru wynika charakter odzywek. Wydawało mi się, że FB i YT jest dla NORMALNYCH ludzi. Tymczasem wszyscy w miarę normalni mogą przeczytać daleko większe idiotyzmy niż przykłady, które przytacza pan, nikt nie zna imienia, z kanału MODA WYSOKA. 

 Co gorsza, ja się też tam udzielałam na jednym z tych kanałów dla normalnych, bo myślałam, że tak wypada. Teraz myślę, że wszelkie moje wypowiedzi są dobrem intelektualnym, które na początku powinnam SAMA cenić, wiec nie mogą one być w sąsiedztwie takiego komentarza jak "wystarczy jedna (róża) i będę twoją na zawsze"... Nosz k... tak NISKO się cenić?  

 Albo to jakieś żarty a ja jestem smutasem z kijem w d...   No nie wiem. W każdym razie opuszczam tę przestrzeń, żeby nie mieć już więcej tego typu rozkmin. Ten czas przeznaczę na innego rodzaju twórczość. 

WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU 2024 !!!



sobota, 1 lipca 2023

Powrót po długiej przerwie :)

  Zastanawiam się, co się zmieniło przez pół roku niepisania na blogu. Dochodzę do wniosku, że niewiele. Rzeczywistość z grubsza ta sama, tylko pesymizm jeszcze bardziej pogłębiony. W tak zwanym międzyczasie kilka chwil, dla których warto żyć. Pewną pociechą jest, że większość tak ma, ale ten dysonans i rozczarowanie wciąż są obecne. 

 Wciąż nie piszę ani literatury ani chałtury. już mi naprawdę z tym źle. Czytałam "Poranne strony " sprzed 6 lat a tam już jest mowa o tym projekcie, nad którym wciąż pracuję. Przeraziłam się. Ja wiem, że na niektóre dzieła trzeba nawet dwóch dekad, ale przecież nie tworze dzieła na miarę "Stu lat samotności". 

 Trochę się też zmieniam, nie można powiedzieć, że stoję w miejscu i gnuśnieję. Tyle, że postępuje to w wolnym tempie. Na przykład obserwuje pewne przemiany w świadomości ludzkiej, jednak nie wierzę w diametralną przemianę. Bo w końcu to by oznaczało spadek rankingów popularności pewnych partii i ugrupowań. No, zobaczymy przy wyborach. 

 Ale nie chce tu pisać o polityce, na której się nie znam, tylko o ogólnej świadomości. Jako kobietę, interesują mnie kwestie kobiece. Generalnie prawdą jest, że takie lokalne społeczeństwa, jak nasze, to po prostu starodawny patriarchat, gdzie kobieta jest ujmując kolokwialnie w szarej dupie. Ostanie głośne wieści tylko to udowadniają. Tymczasem nie tak daleko istnieje inny świat. Kto pozwolił na taki a nie inny stan? Obawiam się, że same zainteresowane...

 To, co głosi lokalny kościół, czyli jego przedstawiciele, to wciąż dla większości alfa i omega. Dogmat, który bezmyślnie i bezkrytycznie zdecydowana większość przyjmuje za objawienie. I co tu się dziwić, że kobieta tak mało znaczy? Już nawet nie wspominam o nawiedzonym (tylko przez kogo?) księdzu (nie ksiedzu?) Michale, bo to przypadek kliniczny, ale o pewnym innym przedstawicielu gatunku, który aktualnie już nie żyje (*), ale jego mundrości krążą po Sieci. 

 Do tej pory większość go uwielbia za mądre kazania. Niestety nawet kobiety... Jak on mądrze mówi. Na przykład to, że ze swoją kobieta TRZEBA ROZMAWIAĆ. 

 Cholera, wydawało mi się, że zawsze i z każdym warto i trzeba rozmawiać, ale może to było dla facetów kazanie. No i poprowadził ksiądz narrację w takim kierunku, że kobicie chodzi o jakieś pierdoły, na przykład, że dyrektor jest francą i ch....

 No i co autorytet radzi? Generalnie nie wgłębiać się w problematykę, tylko przytulić i powiedzieć coś takiego: " Naprawdę?... No co ty powiesz?... No rzeczywiście... 

 Jakie to k... denne. 

 Jednak najgorsze jest to, że kobiece nicki rozpływają się w zachwytach nad mądrością kapłana. Czy do cholery rzeczywiście średnio rozgarnięta baba nie jest w stanie dostrzec, że kapłan robi sobie jaja i traktuję druga płeć jak armię idiotek? Której przedstawicielkom wystarczy rozhuśtać jeden hormon i będzie wszystko w porządku? 

 Dziwić się, że przemiany następują niemrawo, skoro same zainteresowane nie są w ogóle wyczulone na specyficzne traktowanie? Kiedy się to zmieni??? Za mojego życia chyba nie, przynajmniej na moim terenie. Ale mogę być pionierką. Chyba pisanie i publikowanie to jedyna dla mnie droga. 




czwartek, 12 maja 2022

Kolory dźwięków

  Praca na pół gwizdka. Bardzo boję się znów nabrać nie wiadomo ile, bo cały czas mam w pamięci moje wypalenie zawodowe na początku roku. Co prawda do tego doszły inne atrakcje, łącznie ze zbyt małą ilością światła słonecznego, co daje zimowy dół. 

 A teraz jak mówię że dobiorę sobie pracy, bo jednak ta kasa za ostatni miesiąc nie była zadowalająca, to ze wszystkich stron słyszę "nie, nie, nie!". Odbieram to trochę jak zamach na moją niezależność... bo dodatkowo powstał program uszczęśliwiania mojej osoby. Że niby teraz będzie inaczej, że moje potrzeby teraz zostaną wzięte pod uwagę. Ja nie jestem w stanie zaufać, bo już widzę, że punkty programu, to nie jest to, co lubię najbardziej. I jeszcze ten kompletny brak zrozumienia i spojrzenia jak na niepełnosprawną umysłowo. Jak wtedy, gdy powiedziałam, że widzę kolory dźwięków. 

 Zawsze myślałam, że ze mną coś nie tak, że dziwne rzeczy dzieją się w mojej głowie. Jednak nie wpadałam w panikę, bo to było bardzo przyjemne. Takie leczące. Moje życie wewnętrzne było i jest pełne kolorów. Lubię dźwięki, muzykę, piękne głosy. Kocham brzmienie skrzypiec. Dla mnie muzyka to również kolory. Nad resztą instrumentów nie zastanawiałam się, bo rzadko słucham i w solówkach. Ale na przykład skrzypce Davida Garretta to dla mnie kolory czekolady, brązowawych płomieni i dodatkowo miękkość aksamitu. Brązy i rudości to kolory muzyki Józefa Skupnia z Gliczarowa. Nie znam się na strunach, ale momentami jego skrzypce skrzypiąc łkają. To ma kolor złotobrązowej mgły. Jan Karpiel-Bułecka brzmi mi na czarno. Zarówno instrument jak też głos. Jednak nie jest to mroczny kolor. Wręcz jest pozytywny, szlachetny, ma coś jeszcze w sobie, ale w tej chwili nie jestem w stanie określić co. Natomiast, gdy Krzysztof Siuty z Zakopanego gra na wykonanych przez siebie replikach starych instrumentów, to muzyka ma wszystkie kolory wiosny i lata. 

 Głosy oddziałują podobnie. Mam swoje ulubione. Lady Gaga jest brązowo-czarna, ale za to miękka jak welwet. Sia to popielatobeżowa koronka. Mówię koronka, bo jest w tej materii następny wymiar, tak samo jak u Stefanii. Mój ulubiony, rodzimy wokalista ma głos koloru perłowopopielatego a momentami przebija srebro. Sypie się albo jest całością. 

I tak dalej i tak dalej.

Dochodząc do sedna. Naprawdę myślałam, że jestem dziwolągiem, a okazało się, że to SYNESTEZJA i występuje dosyć często. Jest opisana, czasem uważana za chorobę. Polega na nieco innej pracy mózgu. Po prostu te całe połączenia neutronowe inaczej biegną. Synestezja bardzo często występuje u ludzi wrażliwych, nadwrażliwych, artystów, poetów, muzyków. Każdy, kto jej doświadcza, traktuje ją jako dar, bo mówiąc w skrócie - życie jest ciekawsze. Ja też jestem zadowolona. A że niezrozumiana? Nic nowego, no bo nie tylko w tej materii...