Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Już zdrowsza.

  Już ożyłam. Pobrałam trochę przeciwbólowych i jakoś dałam radę wstać i trochę się pokręcić. Dzisiaj wypad do mojego ulubionego lumpa i starałam się nie patrzeć na ciuchy, tylko raczej na dodatki i inne sprawy. I znalazłam między innymi Barbiankę w świetnym stanie. Znów laleczka. Niby już nie tworzę kolekcji, ale... Jak widzę, że gdzieś tam leży samotna wśród pluszaków, bo pewnie z pluszakami się nie zadaje, bo to nie ta liga, to po prostu przygarniam taką. U mnie na odpowiednie towarzystwo i troskę. I ubrać ma się w co...


 Ona akurat ma już swoje plastikowe, różowe body na stałe ale przecież to nie problem. To daje inne, ciekawe możliwości, jeśli chodzi o jej przyszłą garderobę. Będę szyła? Możliwe... Chociaż nie teraz, bo zaprzątają mnie sprawy poważne w tej chwili. Takie, które będą miały wpływ na dalsze moje życie. 


 Napisałam następny tekst do piosenki. Było to dwa dni temu i od tej pory nic nie robiłam, tylko patrzyłam jak się podoba. Wydawało mi się, że już się zbliżyłam do ideału. Prawie popadłam w megalomanię... Ale co ja zrobię jak mi się podoba to, co stworzyłam. 

 Jeśli chodzi o tak zwaną WENĘ, to chodziło mi coś takiego po głowie, bo chciałam stworzyć coś lekkiego i życiowego jednocześnie. Nawet była taka chwila, że wstałam z łóżka w nocy, bo coś ułożyło mi się w głowie i bałam się, że mi ucieknie. Wstałam i zapisałam tę zwrotkę: "Powiedzcie mi zaraz, jak on ma na imię". Mogłam się nagrać na telefonie ale obawiałam się, że pomysł mi uleci od niebieskiego światła. Na drugi dzień obudowałam te słowa. 


 Tutaj zwrotki są 6-cio zgłoskowe. To jest trudny wymiar. Tak mi się wydaje. Ale za to dobrze przemawia i nadaje się do tańca. Akurat aplikacja dała mi najlepszą muzykę od razu. Byłam zauroczona. Robiłam kilka następnych prób ale już to nie było takie fajne. 
 Refren ma inną liczbę zgłosek, nawet ich nie liczyłam ale okazuje się, że wszystko hula. 

 W Sieci jest ogromna ilość tekstów takich twórców jak ja. Ja osobiście staram się nikogo nie naśladować. Dla mnie niedoścignioną artystką jest i będzie Agnieszka Osiecka. Wszechstronność. Ciężkie tematy ale też lekkie, rozrywkowe kawałki. Co ja mogę powiedzieć o idealnym tekście piosenki? Moim zdaniem musi być jakaś historia. Jakaś opowieść. Czasem dramat. Niedawno moja córka, która należy już do nowego pokolenia z całymi przyległościami, wsłuchała się w piosenkę "Małgośka mówią mi". I powiedziała: Tam jest cała historia, tam jest dramat. 
 
 Ano właśnie. Historia. W krótkich słowach trzeba opowiedzieć jakaś historię. Czasem krótką ale taką, która jest warta zainteresowania. O miłości to są chyba wszystkie piosenki. Ale przynajmniej coś około 98 procent. Jest kilka o nienawiści... ale czasem w takich przypadkach okazuje się, że to tylko strach przed miłością albo niezrozumienie jej. hah

 No i w tej chwili mam niemoc twórczą, bo nie wiem o czym teraz chcę napisać. Ale nie przejmuję się, bo z doświadczenia wiem, że pomysły przychodzą nagle. I to wszystko jedno czy w wannie, czy podczas bezsennej nocy, czy też w sklepie na krótko przed kasą... To może być wszędzie. Nawet podczas szorowania podłogi. Ale to właściwie wszyscy wiedzą. 





poniedziałek, 27 lipca 2026

Pojękiwania ciąg dalszy...

  Zostało mi tylko pojękiwanie. Coś mnie połamało i w sumie tylko leżę w łóżku i czasem połykam środki przeciwbólowe. Pogoda jest taka sobie, więc może jestem meterolopatką czy jakoś tak albo to kolejny, już cięższy rzut Sarko. Niestety na Oddział kładę się dopiero za miesiąc, wiec musze dożyć. Nie opłaca się robić zamieszania z badaniami, bo wtedy zrobią mi badania kompleksowe, łącznie z TK. 

 Tak więc poleguję i cierpią na tym moje relacje, bo nie mam nawet siły się odzywać do ludzi. Jakoś nikt nie rozumie, że można aż tak źle się czuć... Ale to nie żadna depresja, bo czasem w przebłysku mam ochotę tworzyć. Pisanie jest najlżejsze od strony fizycznej wiec tworzę nadal teksty. Mam też szczerą ochotę odnowić starą, lalkę vintage. Przynajmniej odtworzyć jej ubranie. Gumy w środku są OK, no może nogi za luźno latają ale obawiam się, że jak wszystko rozłączę to nie wystarczy mi pary na połączenie wszystkiego z powrotem. 



 No i stworzyłam następny tekst. Bardzo chciałam, żeby był on motywacyjny, bo zazdroszczę powodzenia tym autorom, co zdobywają sławę pisząc jaka to jestem silna, tyle przeżyłam ale się podniosłam, teraz mi nikt nie podskoczy i w ogóle możecie mi naskoczyć, mam to w ... 

 Zazdroszczę sławy a piszę że nie zależy mi na sławie... Ale hipokryzja. Ale to wszystko nie musi być moje. Obserwuję po prostu co się może podobać. I nie powiem, podoba się. Ma sporo wyświetleń i przybyła mi jeden (tak, tylko jeden) subskrybent. Tak więc orka na ugorze.

 Tutaj chcę zwrócić uwagę na rymy, aczkolwiek mało osób zaprząta sobie głowę tym detalem. Oczywiście z grona twórców dokładających muzykę AI do swoich tekstów. W tym ostatnim przypadku stosuję zarówno rymy krzyżowe jak też zewnętrzne i mieszam bez żadnego systemu. Uważam że nie wychodzi to źle bo taka praktyka wzbogaca tylko dynamikę w utworze. Tutaj AI poradziło sobie z tym genialnie, tak więc żywy muzyk i żywy głos tym bardziej sobie poradzi. 


 Nadal zastanawiam się czy inwestować środki i czas w teledyski ale po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nie o to tutaj mi chodzi. Jeżeli moim zdaniem dojdę już do takiego punktu, że swoje teksty będę mogła pokazać szerzej, to pokażę gdzie trzeba. A na razie staram się doskonalić. 
 Czasem tylko mam ciągoty, żeby w Sieci pochwalić się a to szmatami a to kolekcjami, bo znów zazdrość dochodzi do głosu jak widzę jak pewna emerytka pokazuje swoje lumpy... Ech, żal dupę ściska... Powinnam to wreszcie zrobić. Kto mi zabroni? 



wtorek, 21 lipca 2026

Zasięgi, lajki czyli nowa waluta, nowe dobro, którego wszyscy pragną.

 Na początek dam link do pewnej twórczyni, której prace szalenie mi się podobają i raczej nie tylko mnie. Nazwa kanału na YT. To "Kelly Boesch AI Art". Pani robi cos podobnego do mnie, tylko oczywiście jest o lata świetlne dalej. Dodatkowo robi ciekawe teledyski. 


 Zastanawiam się czy by też nie zająć się ruchem na swoich filmikach, bo jak do tej pory to nie mam zbytniego zainteresowania swoją twórczością. Oczywiście uważam, że moje teksty są fajne, w miarę zgrabnie napisane i odwołujące się do ludzkich emocji. Tymczasem od początku moich działań w tym temacie doszło mi tylko osiem subskrybentów. Licznik co prawda chodzi ale po kilku dniach od zamieszczenia tekstu z muzyką zainteresowanie ustaje. 

 No i tutaj zżera mnie zazdrość, bo na FB oglądam całe stada twórczyń cyfrowych, którym wiedzie się lepiej... Ale za to kontent jest dla mnie trudny do ogarnięcia. To jest po prostu masakra. Pół biedy jak kobitka w podobny sposób do mnie prezentuje swoje teksty ale wraz ze swoją obecnością. A że jest zgrabna i piękna, to ruch jest. Atrakcyjni mają lepiej. Ale chyba nie, bo pojawiły się całkiem zwyczajne osoby, które wzbudzają emocje różnego rodzaju. Pokazywanie ciuchów ze swojej szafy .. i tu nie mówię o Szafairce Dorce, ona ma jakiś tam kontent, który i tak nie wszystkim się podoba. Ale kto zabroni innej emerytce, która najwyraźniej robi sprzątanie na strychu...
 Inna pani to Tereska Poker Face, która filmuje swoje spacery z okolic swojego biodra i nikt nie wie o co tam chodzi ale za to wszyscy oglądają. Tereska ma ciekawe korale i naszyjniki, to może o to chodzi...
 Inna pani wyje do kompletnych podkładów muzycznych słyszanych w tle i podryguje eksponując głownie tylną część ciała. Brzmi trochę jak zarzynana kura ale wszystkim się to podoba. Jak się komuś nie podoba to taka niesubordynacja jest zaraz usuwana. 
 Ja bym chciała robić coś takiego ale nie maiłabym czasu siedzieć ciągle przy komputerze i kasować negatywne opinie. O hejterach już nie wspomnę. Ale co to za twórca internetowy bez sztabu hejterów?

 Tak więc muszę w pocie czoła i z przegrzanym czasem mózgiem walczyć o każdego subskrybenta. Na dodatek rozwój idzie mi opornie i w ślimaczym tempie. Zwłaszcza, że miałam ostatnio przerwy w pracy bo okazało się, że jednak do tworzenia potrzebuję spokoju i ciszy. W przedostatnich dwóch dziełach akurat widać, że tego nie miałam. Ale ostatni tekst, już pisany na spokojnie, uważam że jest fajny. Nadal jednak nie uważam, że tworzę coś idealnego. 


 Short też jest fajny. Tutaj akurat niewiele się te kawałki różnią. Oba w tym samym typie:



 Kusi mnie żeby nakręcić jakiś prześmiewczy filmik tak do ogólnych tematów... ale może lepiej w to nie brnąć. Przecież mogłoby to być uznane za hejt. Teraz nie można powiedzieć, że ktoś jest durny. Tak samo jak nie można powiedzieć, że ktoś jest otyły albo gruby. Nawet zasugerować nie można. Co to się porobiło?





sobota, 18 lipca 2026

  Uff

Upał upałem i ogórki ogórkami, nawet te siłą wmuszane, których nie wypada odmówić... ale prawdą jest, że przez ostatnie dwa tygodnie doświadczyłam takiej mielizny intelektualnej i w zasadzie żadnej kreatywności... No bo akurat doszedł do głosu miły przeszkadzacz. 

 Ale z każdej sytuacji da się wyciągnąć jakieś pozytywy. W moim przypadku to pomysł na rolkę, gdzie będę nawiązywać do twórczyń internetowych, które mają od cholery wejść przy durnym kontencie, przy czym ja mam mało wejść przy kontencie sensowym... aczkolwiek może to tylko mnie się tak wydaje, że mój kontent jest sensowny podczas, gdy możliwe, że jest denny. 

 Twórcami to zajmę się oddzielnie i po dłuższych przygotowaniach... bo naprawdę zjawisko mnie przeraża i najnormalniej w świecie boję się zderzenia z giga koszmarem. Może nawet nie podejmę się z nim dyskutować, bo z góry zobaczę swoją porażkę i bezsens moich działań. 

 No to co ja stworzyłam? 

Stworzyłam chyba trzy teksty przez dwa tygodnie byczenia się... I tutaj muszę przyznać, że jednak do pisania potrzebna jest CISZA. Ostatni tekst jest efektem zimnej kalkulacji na temat, co to się podoba i co ma najwięcej wejść... Stworzyłam coś w ten deseń aczkolwiek i tak nie mogłam się na dobre wyłączyć podczas tworzenia. Tak więc obiecuję poprawę. 


 W tych dniach również nastąpił u mnie inny rodzaj pokonania siebie. Po prostu odważyłam się sama pojechać autem w miejsca które kocham... Co prawda pomogłam sobie wybierając pory o słabym natężeniu ruchu. Jednak zrobiłam coś, co kiedyś wydawało mi się niewykonalne. No bo ja strachliwa, z czarną wyobraźnią o dwa, trzy kroki w przód... 
 Tymczasem wszystkie strachy da się pokonać, tylko trzeba odpowiednio do tego się zabrać. 
 Ech... jak dobrze spełniać kolejne marzenia, nawet jakby to miało nas kosztować nerwy, schizy i kolejne, ciężkie wewnętrzne walki. 



poniedziałek, 29 czerwca 2026

Upał i sezon ogórkowy.

  Tak sobie myślę, że sezon ogórkowy trwa u nas przez cały rok. To nie to co kiedyś. Idiotyzm trwa i trwa. Na dodatek rośnie w siłę... Mam podejrzenia, że to na skutek pogłoski, że na Facebooku będzie monetyzacja. Będzie dotyczyła treści zamieszczanych przez użytkowników. No więc wszyscy zamieszczają i głupota goni głupotę. Ja ze swoimi grafomańskimi wyczynami to jestem cienka jak moja emerytura, bo najwięcej ruchu ma głupota w stanie czystym. Po prostu człowiek tak ma, że musi znaleźć sobie kogoś bardziej debilnego od siebie i wtedy czuje się lepiej. 

 Do tej pory prym wiedli różni eksperci z bożej łaski, ale to w każdym temacie. Tak więc inwestowanie, prowadzenie kanału, biznesy, szukanie zasięgów. Jak wydać książkę ale najlepiej e-booka, jak poprawić swoje finanse, relacje i inne sprawy. Ostatnio nastąpił wysyp specjalistów od relacji, sprawiających wrażenie wybitnie obtrzaskanych psychologów. Jednak z psychologią mają oni zazwyczaj tyle wspólnego, że kiedyś tam potrzebowali psychiatry.


 

 Ogólnie wiele podchodzi pod rozwój osobisty, który jest moim ulubionym tematem. Słucha się takich i od razu widać/słychać którego autora akurat się obczytali. To takie wtórne. Zadziwia mnie też wysyp suchych alkoholików, którzy chwalą się, że zerwali z nałogiem i tyle a tyle czasu już nie piją. Doświadczają jakichś dziwnych doznań, czemu się nie dziwię, bo wcześniej nie zwracali uwagi na wiele rzeczy. Po prostu ich uwaga zajęta była czym innym a teraz ich mózgi nadrabiają zaległości i są tym faktem wręcz oszołomione. No wiec jak już poznają te fajne aspekty trzeźwego życia to musza się z tym dzielić. No i oczywiście wszyscy inni, którzy tam sobie strzelą jedno piwko w upał po pracy to już są be... a już jak z ukochanym wypijesz lampkę wina do kolacji to już jesteś prawie alkoholiczką... 

  To mi przypomina sytuację, gdy jak ktoś spektakularnie schudnie to zaczyna wyzywać osoby z nadwagą: "Jak można się doprowadzić do takiego stanu?".

 Oddzielnym działem, do którego nie wiem jak podejść, to są rolki nakręcone przez kobiety w moim wieku. Jeszcze jak pokazują w co się tak ubrały to pół biedy. Jednak są takie, które śpiewają do jakichś tam całych piosenek disco polo albo biesiadnych. Takie, które pokazują swoje wdzięki... np. niby przypadkiem uda... Jedna pokazuje swoją pokerową twarz i spacery po mieszkaniu i terenie. I to ma wzięcie!

 Przychodzą komentatorzy i czasem krytykują ale to jest tylko poprawianie zasięgów. I to ma więcej powodzenia niż moje pieprzenie o pisaniu i o tym jak to robię i jak u mnie z weną i jak zwykle nic mi się nie chce. Ale co się dziwić że czuję pustkę jak widząc takie popisy mam ochotę się nawalić byle czym i zostać czynnym alkoholikiem a później rzucić procenty i mieć temat jak to się uwolniłam od nałogu. 

 I wtedy mam wytłumaczenie na moje nieróbstwo. Dodatkowo dochodzą upały i naprawdę nic a nic nie robię. Nawet mojego ulubionego prasowania nie uskuteczniam ale to chyba wiadomo dlaczego. 

 Dzisiaj nic nie będzie o pisaniu? No może będzie. Napisałam chyba zrozumiałą piosenkę o poziomkach i musze przyznać, że bardzo jest mi miła... Wpadam w megalomanię, wiem. 


 Tutaj muszę zaznaczyć, że historię zaczęłam od napisania szlagwortu. Inspiracją był mój stary wiersz ale nawet go nie miałam przed oczyma, więc niewiele z niego wzięłam. Tylko te poziomki i gramofon. 

 Ech, nie wiem ile teraz będę miała przerwy. Za kilka dni mam urlopik czyli oderwanie od stałej rzeczywistości, wiec może znajdę swoją MUZĘ... Może jakieś nowe pomysły mnie dopadną? Kto wie...


niedziela, 21 czerwca 2026

Tajemnica, którą trzeba poznać...

  W dzisiejszych czasach twórca musi się zmierzyć z problemem... czy ja wiem jak to nazwać... może zborowego zapotrzebowania. No bo zazwyczaj ambitniejsi autorzy maja swoją niszę, gdzie czują się najlepiej ale jak ta nisza jest niechodliwa to naprawdę dramat. No bo przecież trzeba coś zarobić... trzeba popłacić chociaż najważniejsze rachunki. Nie zawsze ambitna twórczość to jest to, czego szukają wszyscy.

 Zazwyczaj masówka to jest to, do czego autorze podchodzisz z dystansem, o ile nie z niesmakiem. Ale takie czasy, cóż począć... Tak więc czasem się po prostu naginamy, przy okazji dziwiąc się poszczególnym fenomenom. A... bo ich teksty to chyba pisze AI albo ktoś jeszcze głupszy od AI... Ja bym to napisał lepiej... i tak dalej. 

 Ale to nie ma znaczenia jak byś to napisał bo na tym etapie to i tak nie masz wielkiej mocy sprawczej, by twoje treści trafiły do ogółu. Inna sprawa, że jak trafią to i tak figa z tego, bo mało kto zrozumie. Tak więc mamy świadomość w ograniczeniach odbiorców. Przynajmniej na początkowym etapie, na którym nie mamy swojej bazy fanów, którzy nas rozumieją. 

 Dlatego warto się uprościć. Może nie aż tak, żeby czuć niechęć do samego siebie... ale tak, żeby pochylić się w kierunku tych wszystkich, którzy chcieliby tam coś zrozumieć ale potrzebują czasu. 

 Weźmy na przykład popularny kawałek, taki podniosły, taki egzotyczny i mówiący coś tam, co właściwie wszyscy czujemy: 

 O co tam chodzi? 

Otóż tam chodzi o to, o co nam wszystkim chodzi. A słów jest akurat tyle:

Pozwól mi
Pozwól pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól być
Gdy tak ruszasz się przy mnie
Pozwól poczuć, pozwól być
Nie przestań, nie mów
Tylko dla ciebie pozwól mi
Tak, właśnie tam ruszaj się
Bez stresu, bez zasad, zawsze mówisz
Jestem w porządku
Przyćmione światła, jedno marzenie
Twój ruch ciała w rytmie wolnym
Mów, że to czujesz
Czuję to
Mów, że jesteś gotowy
Ja jestem gotowy

Pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól
Gdy tak wolno się przy mnie ocierasz
Pozwól mi
Pozwól mi
Pozwól poczuć, pozwól tej nocy
Jesteśmy wolni, bez snu, bez snu
Bez miłości, tylko ruch, pozwól mi

Pozwól mi, pozwól mi
Pozwól być, pozwól
Gdy tak ruszasz się przy mnie
Pozwól być, pozwól
Nie przestań, nie mów
Tylko czuj, pozwól mi być sobą
Pozwól mi być sobą
Jeszcze raz tak

Nie przestań
Pozwól być, pozwól być, pozwól być, pozwól być
Pozwól poczuć

......

No naprawdę odkrywcze. Każdy ma taką potrzebę, poruszać się wolno w swojej rzeczywistości, żeby nikt w to nie ingerował. Bo to przynosi cholerny dyskomfort. 

 Taka sobie nutka, trochę egzotyczna, trochę taka, że sporo się z nią utożsamia... Później przychodzi taki Uwe z Kolonii, który tańczy do niej i pozyskuje mnóstwo sympatyków, bo się fajnie rusza... chociaż jego figura nie kojarzy się z tańcem... po prostu sprawia wrażenie trochę przyciężkiego zanim zacznie się ruszać... 


 No i kto mi tu zawczasu odpowie co, gdzie, kiedy i kto będzie się podobał wszystkim??? To zagadka za 100 punktów, a może i za 1000000 punktów. 

środa, 17 czerwca 2026

Święty spokój Mony Lisy...

  Tytuł właściwie odjechany i nie wiadomo czego dotyczy. Ale niektórzy uważają, że wszystko musi być jasne dla wszystkich. A to ciekawe... 

 Zanim dzisiaj zacznę labiedzić, to przedstawię swój nowy tekst. A dlaczego mam się nie chwalić? Wszyscy to robią. To dlaczego nie ja? Najpierw jest krótsza, wolniejsza wersja, która ma swój urok a na dodatek wszystko dobrze słychać.



 Natomiast w drugiej, bardziej dynamicznej AI sknociło mi jeden wyraz. Jakoś tak nie bardzo wiadomo co tam jest. Ale wciąż uważam, że żywy głos z dykcją poradzi sobie ze wszystkim. Oto moja ulubiona klubowa nuta:


 Już sama o sobie uważam, że idzie mi coraz lepiej. Co nie znaczy, że nie przyjmuję krytyki. Ostatnio taka mi się trafiła bo śmiałam skrytykować wiersz, który jeden artysta zamieścił na stronie dla tekściarzy (!) To nie jest taka strona z tych, na których kiedyś bywałam, gdzie prawdziwi znawcy jechali równo po mojej grafomanii. Ale wyszło mi to raczej na dobre. 

 Na tej właśnie stronie dla piszących teksty zostało mi wytknięte kilka błędów. Jakoś się do tego odniosłam i skończyło się nad wyraz kulturalnie. Nie tak jak to zwykle bywa w Sieci. Przede wszystkim chodziło o to, że ja krytykowałam wiersz. Natomiast teksty piosenek rządzą się innymi prawami, które są bardziej liberalne niż te zasady, według których warto pisać poezję. W sumie poezję też można śpiewać i wtedy wychodzą perełki. 

 No więc w piosence może być banał, mogą być rymy gramatyczne albo wręcz koszmarnie niegramatyczne skróty... "pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał, zamiast nowej pary dżins..." (B.Olewicz) ... no i co się stało? Nic. Ale co wolno Olewiczowi to nie wszystkim haha. 

 Mogą też być dziwne czasowniki słabo pasujące do rzeczowników... "Uderzył deszcz, wybuchła noc, przy drodze pusty dwór"... Noc wybuchła? Mogła nastać, spłynąć i jeszcze parę rzeczy zrobić i byłoby naturalniej. Ale znowu jestem czepliwa. Czepiam się, jak to już ktoś zauważył. Ale to nie jest czepianie, tylko przykład który mówi, że nie wszystko musi być idealne w słowach piosenki. Sprawę ratuje zwykle muzyka, interpretacja i w ogóle charyzma wykonawcy. Celowo przytoczyłam bardzo znane teksty, bo to dowodzi, że o powodzeniu i sławie utworu nie decydują jakieś tam drobiazgi w tekście. 

 Jednak gdy aspirujesz do bycia poetą, to dobrze znać zasady, przynajmniej na początku bo później, gdy autor zdobywa renomę to zasady sam może ustalać. 

 Ja tam nie znam wszystkich zasad a przede wszystkim interpunkcja u mnie hula. No i co z tego? Czasem moje wiersze nie miały znaków przestankowych. Inna sprawa, że mało kto je znał czy zna. 

😉😆😌

sobota, 13 czerwca 2026

To ulotne natchnienie...

 

Co to w ogóle jest to natchnienie. Czy w ogóle istnieje?... Czym by nie było, to wydaje mi się, że nie warto na nie czekać. No, chyba że mamy przed sobą 300 lat życia i nigdzie się nam nie śpieszy. Wena… To może być wypadkowa nastrojów ostatnich kilku miesięcy czy tygodni. Ale zazwyczaj życie to nie sielanka i nastrój zmienia się z dnia na dzień albo i z godziny na godzinę. Nigdy nie ma idealnego momentu.

 To tak jak piszesz na zamówienie. Nadciąga termin a tym masz kompletną pustkę w głowie. Jednak musisz otworzyć plik i zacząć pisać. Paradoksalnie powstają wtedy najlepsze kawałki. Bo masz presję, którą ciężko stworzyć przez siebie na swój własny użytek. To dlatego ciężko mi kontynuować moją powieść, bo nikt nie stoi nade mną z batem.

 Ten tekst napisałam właśnie z kompletnej jałowizny mózgowej. Wiedziałam, że musze coś stworzyć żeby nie wyjść z wprawy, o ile jakaś tam wprawę już mam. No i uważam, że wreszcie powstało coś, co można umieścić w portfolio. Na YT jest wcześniejsza wersja, niby fajniejsza muzycznie ale trzeba było poprawić dwa słowa.



 Ja w tym miejscu wpadam trochę w samozachwyt mimo, że na co dzień jestem swoim największym krytykiem. Ale nie da się tworzyć z zamiarem pokazania efektów światu bez odrobiny megalomaństwa. To po prostu nie byłby możliwe.

 Jest jeszcze moje ulubione słowo: Inspiracja. To może być wszystko. Nawet wpatrywanie się w słowne wysrywy AI. Sztuczna inteligencja JESZCZE nie jest na tyle mocna, żeby konkurować z literatem ale dobrze jej idzie czasami. Bywa czasem jakieś złożenie słów, które jest w miarę dobre. Powtarzalne ale dobre. I tym można się inspirować.

 Inspirować można się również czymkolwiek napotkanym na swojej drodze. Filmem, drzewem czy opowiedzianą historią. Nawet motylem obijającym się we własnym brzuchu, podczas gdy mieliśmy pewność, że stado już dawno wymarło. Dobrze mieć swoją muzę… Nawet jak ona nie w pełni ma pojęcie kim jest dla ciebie…

środa, 10 czerwca 2026

Fajny, twórczy czas...

  Twórczy czas nie odnosi się tylko do pisania tekstów piosenek, które na razie sklejam z muzyką stworzoną przez AI... To po prostu dni, które napędzane są czymś innym. O tym później a teraz przedstawię nowy tekst. pierwsza wersja: 

 Jak zwykle proszę o zwrócenie uwagi na tekst. Muzyka taka, jaką lubię...  Co wynika z tego efektu? Może to, że w tekście piosenki należy unikać zbyt długich słów, bo AI nie radzi sobie z polskim akcentowaniem. Nie jestem  muzykiem a jednak mam nadzieję, że żywy głos sobie z tym poradzi. Trzeba by zapytać jakiegoś trenera głosu. 
 Druga wersja to inna melodia, duet gdzie w ostatnim wersie refrenu skracam liczbę zgłosek w wersie. Wychodzi lepiej ale nie muzycznie... Moim zdaniem oczywiście: 


 Tak sobie myślę, że przypisuję zbyt duże znaczenie słowom w piosence. Ostatnio odkryłam pewien utwór. 

 Minimum słów, maksimum treści. Potrzeba własnej ekspresji nieskrępowanej żadnymi regułami. Pozwól mi być... być sobą. Tylko tyle i aż tyle. To wszystko. 

 Aha, miałam powiedzieć coś o aktualnym twórczym czasie, o inspiracji i natchnieniu. Tak więc jest coś takiego, innego niż wszystko, co do tej pory, co inspiruje mnie każdego dnia i wprawia w ten stan, którego istoty na razie nie jestem w stanie określić... Jednak już jestem bliżej niż dalej. 
 Nie interesuje mnie gotowa definicja. To poszukiwanie jej jest o wiele bardziej pasjonujące.  :)




wtorek, 2 czerwca 2026

Niegłupie gry.

  Nadal bawię się w pisanie teksów piosenek. Oczywiście nie wszystkie próby nadają się do publikacji. O tym akurat nie wszyscy pamiętają. Jest wiele kanałów, gdzie tworzone są piosenki do powtarzalnych tekstów, wydaje mi się, że to na skutek zachłyśnięcia się możliwościami AI w temacie komponowania muzyki. Ja to rozumiem, bo niektóre kawałki właśnie muzycznie są bardzo fajne. Ja sama nie zwracam większej uwagi na wykończenie, po prostu chcę wiedzieć jak tekst "hula" z muzyką.

 Jednak lubię na przykład muzykę klubową i coś takiego napisałam ostatnio w promptach. Ale ja bym tutaj chciała pisać o tworzeniu za pomocą słów. Tak więc pisząc tekst do piosenki, najlepiej jest wiedzieć o czym ma to być. To podstawa, która w sumie ma zastosowanie w przypadku wszystkich form literackich. Tak samo jak odwołanie się do emocji. To akurat ma również zastosowanie w przypadku tworzenia opisów towarów w sklepach internetowych. 

 Oryginalność to następny problem. Jest wiele podobnych utworów. W skrócie od wieków najwięcej emocji generuje miłość, nienawiść, tęsknota i wszelkie bóle egzystencjonalne. Sztuką jest napisać to inaczej niż większość poprzedników. Niektórzy mówią o dopuszczalności zrzynania ale od klasyków... 

 Rymowanie nie jest zbyt wielką sztuką... zwłaszcza w dobie dostępności różnych słowników rymów w Sieci. Sztuką jest stworzenie pewniej opowieści. Oczywiście tekst może być wiele razy poprawiany. To normalne. Ja akurat pierwszą wersję do której dokleiłam muzykę znów poprawiłam. To ta pierwsza, krótsza, która trafiłam na YT do short'ów :



 W drugiej wersji jest dopisana jeszcze jedna zwrotka. Jednak muszę przyznać, że muzycznie to mi odpowiada pierwsza wersja. Ale to w sumie nieistotne, bo zajmujemy się tutaj pisaniem tekstów a nie analizowaniem osiągnięć sztucznej inteligencji. 

 To ta duga wersja, gdzie i tak zmieniłabym ostatni wers z "skuteczne gry" na "niegłupie gry"


 

 Jednak wiadomo, że poprawkom nie byłoby końca a przecież wszelkie projekty trzeba w końcu sfinalizować. 

poniedziałek, 11 maja 2026

Moje teksty dostały muzykę (w prezencie)

   Ostatnio zajął mnie temat muzyki tworzonej przez sztuczna inteligencję. W końcu trafiłam na samouczek, który mi umożliwił tę zabawę. Jednak nie chciałam, żeby AI pisało mi teksty bo w końcu co bym miała do roboty... Tak więc dorobiłam muzykę do prędko napisanego tekstu w typie "Kręć, się kręć" a później zachęcona sukcesem poświeciłam już więcej starań na napisanie tekstu. Tak powstał "Szept nocy". Tytuł wymyślony przez aplikacje. Oba utwory są na moim koncie na YouTube. 

 Bardzo mi się to spodobało, to co powstało, więc spróbowałam już dorobić muzykę do zupełnie białego tekstu wiersza. Wyszły niesamowite rzeczy. Jeszcze nie nauczyłam się robić teledysków ale raczej nie pójdę w ten kierunek, bo interesuje mnie tekst a nie obrazki. Raczej będzie to jedna pocztówka, żeby format odpowiadał wymaganiom. 



  Bardzo mi się ten tekst podoba. Wiersz jak wiersz, ale z muzyką nabrał innego wymiaru. 



czwartek, 26 lutego 2026

Ameby, pantofelki i rozwielitki z Internetu...

  Znów po kilku miesiącach mam reaktywację. Za każdym razem obiecuję, że wpisy będą częściej. Rzeczywistość jednak jest inna. Twarda, bezwzględna i leniwa. Ale zestawienie. 

 Ja właściwie nie wiem jakie życie prowadzę. Może ciekawe, może nieciekawe i nudne... To zależy od punktu widzenia. Musze też przyznać, że zeszłoroczna praca za granicą tak mi dała w kość, że kilka miesięcy dochodziłam do siebie. Infekcja za infekcją. Jakieś stany zapalne. Osłabienie. Doły, bo depresja to jednak za mocne słowo. Może to efekt tego, że miesiące letnie spędziłam w cieniu. Zawsze pod dachem, słońce wtedy, gdy wybrałam się do sklepu i przede wszystkim zero polskich, sezonowych owoców takich, jak truskawki czy poziomki. 

 Tak więc w tym roku mam zamiar wygrzewać się na słońcu, zajadać się ekologicznymi owocami i nie przejmować się niczym. Zobaczymy jaki będzie efekt. Jednocześnie myślę nad zajęciem lekkim, rozwijającym i popłatnym bo okazało się, że mam zbyt mało siły na powtórkę zeszłorocznych akcji. (Swoją drogą zastanawiam się, jak ja to wszystko wytrzymałam... ). 

 Nic mi nie przychodzi do głowy, oprócz zajęcia instagramera. Czy tam influencera jak kto woli. Jednak tutaj już jest tego zatrzęsienie. Jak miałam pomysł kilka lat temu to mi rodzina powiedziała, że będzie się mnie wstydzić jak zrobię z siebie idiotkę. 

 Aktualnie rodzina dopuszcza coś takiego, jednak obawia się jak ja sobie poradzę z wszędobylskim hejtem, który jest wszędzie, ale to wszędzie. Nawet przy tematach pięknych i pozytywnych. Oczywiście rodzina nie wie, że ja już jestem dużą dziewczynką i mam w odwłoku hejt. Bo przecież żeby mnie obrazić to trzeba mieć papiery, cytując klasyka. 

 Ale też moje treści i mój kontent to nie byłby związany z jakimiś moimi przewrotowymi filozofiami... Ja bym tylko pokazywała moje hobby. Czyli taka mieszanina rękodzieła i drobnych form literackich. Z tym, że formy literackie były by w linkach. Żadnego narzucania się z moją grafomanią. 

 Zdaję sobie sprawę, że jednak czasem by mi się obrywało. Bo już taka natura 98 procent użytkowników Internetu, tych z tytułu tego posta. Ja już mam postanowienia, że nie będę angażować się w dyskusje z amebami ale czasem jak widzę, gdy niektórzy dyskutują z AI to naprawdę mnie rusza. Chodzi tu przede wszystkim o podlizywanie się wygenerowanym przez AI obrazkom przedstawiającym cycate piękności. Czasami nie wytrzymuję i daje do zrozumienia jaka jest sytuacja. I wtedy napotykam agresję. Im nie da się nic przetłumaczyć. Jedyną bronią jest atak na mój wygląd. Ostatnio jeden pantofelek napisał mi że mam brzydki ryjek. Bo oczywiście wlazł na mój profil i zobaczył foty bez filtrów. Tak mnie to rozśmieszyło, że teraz jak idę umyć twarzyczkę to mówię: "Idę umyć ryjek". Generuje to totalną wesołość wśród domowników. 

 Tak więc chyba jestem odporna na hejt. Najwyżej na komentarz typu: "Masz stary, brzydki ryj" odpowiem: " No i ch...j, ale za to zrobiłam fajny sweterek". Tak parafrazując znany dowcip. 

 A oto mój sympatyczny ryjek:


Dobrego dnia albo dobrej nocy wszystkim, zależy od chwili w jakiej to czytacie. 



niedziela, 28 września 2025

Co jakiś czas reaktywacja ;)

  Ten rok od samego początku był bardzo intensywny. Założyłam sobie, że spełniam swoje marzenia i zaczynam żyć tak jak sama chcę. Potrzebne mi były do tego fundusze i pomyślałam, że trzeba zarobić trochę pieniędzy. Wymyśliłam pracę za granicą, no bo gdzie indziej? Na początku roku sprzątałam domki kempingowe po zimie i nie wytrzymałam tam zbyt długo... Przyjechałam zdrętwiała z zimna i ze stanem zapalnym w stopie. Jednak miałam już trochę pieniędzy i ogarnięty strach przed nieznanym. 

 W międzyczasie pracowałam w komisji przy wyborach, co dla mnie, głębokiego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Zaraz po tym pojechałam na kilka miesięcy zaopiekować się starszą panią aż gdzieś pod holenderską granicę. 

 Przy tym wszystkim moja znajomość języka jest podstawowa, jednak cały czas się rozwijam. Tylko nie wiem czy jeszcze pojadę do tej pracy. Wróciłam na do domu i od razu się rozchorowałam. Wyglądało to tak, jakbym tam na miejscu ze wszystkich sił się trzymała a tutaj wszystkie hamulce puściły. Głównie odczuwam problemy związane z zespołem jelita drażliwego. Schudłam drastycznie bez żadnej diety ale możliwe że z powodu dużej przerwy nocnej w jedzeniu i długich dystansów w tym wielkim domu w którym pracowałam. Ale to akurat jest dobre. Do tego wszystkiego doszły problemy z kręgosłupem. 

 Tak więc moja praca za granicą stoi pod znakiem zapytania. Wiadomo też, że nie jest to co bym chciała robić. Ja lubię pisać, lubię też drobne robótki z zakresu rękodzieła. Lubię szyć, dziergać i reaktywować stare lalki, dając im nowe życie. To chciała bym robić. 

 W tym roku na pewno nigdzie nie pojadę, bo chcę dopilnować pewnych urzędowych spraw. Nauczona doświadczeniem, nikomu ich nie powierzam. Nikomu nie ufam. Nawet własnej rodzinie, bo zawsze tak było że to właśnie rodzina wie, co dla mnie najlepsze... Inni ludzie też, ale akurat nie znam ich zdania, mogę się co najwyżej domyślać. 

 Nauczyłam się mieć w odwłoku zdanie innych na swój temat i na temat tego jaka powinnam być i jak się zachowywać. Ten stan plus jakieś tam bezpieczne zaplecze finansowe, stwarza komfort który wręcz uzależnia. Myśl, że mogłabym to stracić, powoduje wielką kreatywność w temacie jak to utrzymać i zwiększać. Trzeba tylko jasno określić zasady. Głownie czego się chce i czego nie chce. To podstawa. 

 Planuję pisać częściej. Nie tylko o robótkach. Przez ten czas zmierzyłam się z wieloma problemami. Spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, prowadziłam wnikliwe obserwacje i wyciągałam wnioski. 

O tym też będzie. 




 

piątek, 30 września 2022

Napisałam nowy wiersz

  Takie nocne rozmyślania bywają jednak owocne. pod warunkiem, że się ma notes dyktafon lub dobra pamięć. Tym razem miałam to ostanie, bo nie chciało mi się ruszyć nawet. Jakby kto nie wiedział o czym to jest, to wyjaśniam, że nie o aktualnej sytuacji społeczno - politycznej, ale o chorobie autoimmunologicznej. A w sumie czy to ważne, jak ktoś zinterpretuje? 



Chłodna wojna

 

Leżąc na krawędzi łóżka nie wiem

- lepiej wpaść w przepaść czy nadal śnić obrazy bez słońca?

Jak w tej opowieści o tysiącach ognisk, których dym przesłonił niebo.

 

W tym samym czasie cicha i podstępna armia małych żołnierzyków

pobudzona fałszywą propagandą

coraz bardziej wewnętrznie sklejona walczy sama ze sobą,

zajmując wciąż nowe przestrzenie.

 

Każdy ranek to bolesne skrzypienie stawów

tęsknota za kolorami i ciepłem.

Nie wytworzę w sobie ognia,

bo to zabije wojsko,

a tak miło obserwować to wielkie zaangażowanie

godne lepszej sprawy.

 

 

***