Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiecość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiecość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2026

Nawet nie wiem jak to ująć...

Z czasem coraz bardziej potrafię radzić sobie z życiem. A czasy są twarde. Ludzie trudni i okrutni. Czasem bardzo bezinteresownie. Co chwilę rozśmiesza mnie małostkowość. Ale inne sprawy też. Czasem już mam ochotę zamknąć się w czterech ścianach. Później myślę, że najlepiej wyłączyć Internet, podobno narzędzie Szatana.... haha

Jednak za chwilę przypominam sobie, że dzięki temu medium spotkało mnie bardzo dużo dobrego w życiu. Nawet cenne znajomości, które z czasem schodzą do realnej rzeczywistości. Są też durne i nawet śmieszne momenty ale nauczyłam się nie przejmować. To akurat produkt uboczny, który wiele mówi o ludziach. W sumie nie będę się powtarzać i znów załamywać rak nad stanem umysłowym 85 procent użytkowników Sieci. To już było.

Ostatnio zadziało się coś pozytywnego i to na wielu frontach. Inspiracja, to jest moje ulubione słowo. Niesie obszerną treść. Nic nie jest w stanie tego popsuć. Wydaje mi się, że już funkcjonuję na innym levelu. Trochę się oderwałam ...


czwartek, 26 lutego 2026

Ameby, pantofelki i rozwielitki z Internetu...

  Znów po kilku miesiącach mam reaktywację. Za każdym razem obiecuję, że wpisy będą częściej. Rzeczywistość jednak jest inna. Twarda, bezwzględna i leniwa. Ale zestawienie. 

 Ja właściwie nie wiem jakie życie prowadzę. Może ciekawe, może nieciekawe i nudne... To zależy od punktu widzenia. Musze też przyznać, że zeszłoroczna praca za granicą tak mi dała w kość, że kilka miesięcy dochodziłam do siebie. Infekcja za infekcją. Jakieś stany zapalne. Osłabienie. Doły, bo depresja to jednak za mocne słowo. Może to efekt tego, że miesiące letnie spędziłam w cieniu. Zawsze pod dachem, słońce wtedy, gdy wybrałam się do sklepu i przede wszystkim zero polskich, sezonowych owoców takich, jak truskawki czy poziomki. 

 Tak więc w tym roku mam zamiar wygrzewać się na słońcu, zajadać się ekologicznymi owocami i nie przejmować się niczym. Zobaczymy jaki będzie efekt. Jednocześnie myślę nad zajęciem lekkim, rozwijającym i popłatnym bo okazało się, że mam zbyt mało siły na powtórkę zeszłorocznych akcji. (Swoją drogą zastanawiam się, jak ja to wszystko wytrzymałam... ). 

 Nic mi nie przychodzi do głowy, oprócz zajęcia instagramera. Czy tam influencera jak kto woli. Jednak tutaj już jest tego zatrzęsienie. Jak miałam pomysł kilka lat temu to mi rodzina powiedziała, że będzie się mnie wstydzić jak zrobię z siebie idiotkę. 

 Aktualnie rodzina dopuszcza coś takiego, jednak obawia się jak ja sobie poradzę z wszędobylskim hejtem, który jest wszędzie, ale to wszędzie. Nawet przy tematach pięknych i pozytywnych. Oczywiście rodzina nie wie, że ja już jestem dużą dziewczynką i mam w odwłoku hejt. Bo przecież żeby mnie obrazić to trzeba mieć papiery, cytując klasyka. 

 Ale też moje treści i mój kontent to nie byłby związany z jakimiś moimi przewrotowymi filozofiami... Ja bym tylko pokazywała moje hobby. Czyli taka mieszanina rękodzieła i drobnych form literackich. Z tym, że formy literackie były by w linkach. Żadnego narzucania się z moją grafomanią. 

 Zdaję sobie sprawę, że jednak czasem by mi się obrywało. Bo już taka natura 98 procent użytkowników Internetu, tych z tytułu tego posta. Ja już mam postanowienia, że nie będę angażować się w dyskusje z amebami ale czasem jak widzę, gdy niektórzy dyskutują z AI to naprawdę mnie rusza. Chodzi tu przede wszystkim o podlizywanie się wygenerowanym przez AI obrazkom przedstawiającym cycate piękności. Czasami nie wytrzymuję i daje do zrozumienia jaka jest sytuacja. I wtedy napotykam agresję. Im nie da się nic przetłumaczyć. Jedyną bronią jest atak na mój wygląd. Ostatnio jeden pantofelek napisał mi że mam brzydki ryjek. Bo oczywiście wlazł na mój profil i zobaczył foty bez filtrów. Tak mnie to rozśmieszyło, że teraz jak idę umyć twarzyczkę to mówię: "Idę umyć ryjek". Generuje to totalną wesołość wśród domowników. 

 Tak więc chyba jestem odporna na hejt. Najwyżej na komentarz typu: "Masz stary, brzydki ryj" odpowiem: " No i ch...j, ale za to zrobiłam fajny sweterek". Tak parafrazując znany dowcip. 

 A oto mój sympatyczny ryjek:


Dobrego dnia albo dobrej nocy wszystkim, zależy od chwili w jakiej to czytacie. 



niedziela, 28 września 2025

Co jakiś czas reaktywacja ;)

  Ten rok od samego początku był bardzo intensywny. Założyłam sobie, że spełniam swoje marzenia i zaczynam żyć tak jak sama chcę. Potrzebne mi były do tego fundusze i pomyślałam, że trzeba zarobić trochę pieniędzy. Wymyśliłam pracę za granicą, no bo gdzie indziej? Na początku roku sprzątałam domki kempingowe po zimie i nie wytrzymałam tam zbyt długo... Przyjechałam zdrętwiała z zimna i ze stanem zapalnym w stopie. Jednak miałam już trochę pieniędzy i ogarnięty strach przed nieznanym. 

 W międzyczasie pracowałam w komisji przy wyborach, co dla mnie, głębokiego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Zaraz po tym pojechałam na kilka miesięcy zaopiekować się starszą panią aż gdzieś pod holenderską granicę. 

 Przy tym wszystkim moja znajomość języka jest podstawowa, jednak cały czas się rozwijam. Tylko nie wiem czy jeszcze pojadę do tej pracy. Wróciłam na do domu i od razu się rozchorowałam. Wyglądało to tak, jakbym tam na miejscu ze wszystkich sił się trzymała a tutaj wszystkie hamulce puściły. Głównie odczuwam problemy związane z zespołem jelita drażliwego. Schudłam drastycznie bez żadnej diety ale możliwe że z powodu dużej przerwy nocnej w jedzeniu i długich dystansów w tym wielkim domu w którym pracowałam. Ale to akurat jest dobre. Do tego wszystkiego doszły problemy z kręgosłupem. 

 Tak więc moja praca za granicą stoi pod znakiem zapytania. Wiadomo też, że nie jest to co bym chciała robić. Ja lubię pisać, lubię też drobne robótki z zakresu rękodzieła. Lubię szyć, dziergać i reaktywować stare lalki, dając im nowe życie. To chciała bym robić. 

 W tym roku na pewno nigdzie nie pojadę, bo chcę dopilnować pewnych urzędowych spraw. Nauczona doświadczeniem, nikomu ich nie powierzam. Nikomu nie ufam. Nawet własnej rodzinie, bo zawsze tak było że to właśnie rodzina wie, co dla mnie najlepsze... Inni ludzie też, ale akurat nie znam ich zdania, mogę się co najwyżej domyślać. 

 Nauczyłam się mieć w odwłoku zdanie innych na swój temat i na temat tego jaka powinnam być i jak się zachowywać. Ten stan plus jakieś tam bezpieczne zaplecze finansowe, stwarza komfort który wręcz uzależnia. Myśl, że mogłabym to stracić, powoduje wielką kreatywność w temacie jak to utrzymać i zwiększać. Trzeba tylko jasno określić zasady. Głownie czego się chce i czego nie chce. To podstawa. 

 Planuję pisać częściej. Nie tylko o robótkach. Przez ten czas zmierzyłam się z wieloma problemami. Spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, prowadziłam wnikliwe obserwacje i wyciągałam wnioski. 

O tym też będzie.