Co to w ogóle jest to natchnienie. Czy w ogóle istnieje?... Czym
by nie było, to wydaje mi się, że nie warto na nie czekać. No, chyba że mamy
przed sobą 300 lat życia i nigdzie się nam nie śpieszy. Wena… To może być wypadkowa
nastrojów ostatnich kilku miesięcy czy tygodni. Ale zazwyczaj życie to nie
sielanka i nastrój zmienia się z dnia na dzień albo i z godziny na godzinę.
Nigdy nie ma idealnego momentu.
To tak jak piszesz na
zamówienie. Nadciąga termin a tym masz kompletną pustkę w głowie. Jednak musisz
otworzyć plik i zacząć pisać. Paradoksalnie powstają wtedy najlepsze kawałki.
Bo masz presję, którą ciężko stworzyć przez siebie na swój własny użytek. To dlatego
ciężko mi kontynuować moją powieść, bo nikt nie stoi nade mną z batem.
Ten tekst napisałam
właśnie z kompletnej jałowizny mózgowej. Wiedziałam, że musze coś stworzyć żeby
nie wyjść z wprawy, o ile jakaś tam wprawę już mam. No i uważam, że wreszcie powstało
coś, co można umieścić w portfolio. Na YT jest wcześniejsza wersja, niby fajniejsza muzycznie ale trzeba było poprawić dwa słowa.
Ja w tym miejscu wpadam trochę w
samozachwyt mimo, że na co dzień jestem swoim największym krytykiem. Ale nie da
się tworzyć z zamiarem pokazania efektów światu bez odrobiny megalomaństwa. To
po prostu nie byłby możliwe.
Jest jeszcze moje
ulubione słowo: Inspiracja. To może być wszystko. Nawet wpatrywanie się w
słowne wysrywy AI. Sztuczna inteligencja JESZCZE nie jest na tyle mocna, żeby konkurować
z literatem ale dobrze jej idzie czasami. Bywa czasem jakieś złożenie słów,
które jest w miarę dobre. Powtarzalne ale dobre. I tym można się inspirować.
Inspirować można się również
czymkolwiek napotkanym na swojej drodze. Filmem, drzewem czy opowiedzianą
historią. Nawet motylem obijającym się we własnym brzuchu, podczas gdy mieliśmy
pewność, że stado już dawno wymarło. Dobrze mieć swoją muzę… Nawet jak ona nie w
pełni ma pojęcie kim jest dla ciebie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz