sobota, 13 czerwca 2026

To ulotne natchnienie...

 

Co to w ogóle jest to natchnienie. Czy w ogóle istnieje?... Czym by nie było, to wydaje mi się, że nie warto na nie czekać. No, chyba że mamy przed sobą 300 lat życia i nigdzie się nam nie śpieszy. Wena… To może być wypadkowa nastrojów ostatnich kilku miesięcy czy tygodni. Ale zazwyczaj życie to nie sielanka i nastrój zmienia się z dnia na dzień albo i z godziny na godzinę. Nigdy nie ma idealnego momentu.

 To tak jak piszesz na zamówienie. Nadciąga termin a tym masz kompletną pustkę w głowie. Jednak musisz otworzyć plik i zacząć pisać. Paradoksalnie powstają wtedy najlepsze kawałki. Bo masz presję, którą ciężko stworzyć przez siebie na swój własny użytek. To dlatego ciężko mi kontynuować moją powieść, bo nikt nie stoi nade mną z batem.

 Ten tekst napisałam właśnie z kompletnej jałowizny mózgowej. Wiedziałam, że musze coś stworzyć żeby nie wyjść z wprawy, o ile jakaś tam wprawę już mam. No i uważam, że wreszcie powstało coś, co można umieścić w portfolio. Na YT jest wcześniejsza wersja, niby fajniejsza muzycznie ale trzeba było poprawić dwa słowa.



 Ja w tym miejscu wpadam trochę w samozachwyt mimo, że na co dzień jestem swoim największym krytykiem. Ale nie da się tworzyć z zamiarem pokazania efektów światu bez odrobiny megalomaństwa. To po prostu nie byłby możliwe.

 Jest jeszcze moje ulubione słowo: Inspiracja. To może być wszystko. Nawet wpatrywanie się w słowne wysrywy AI. Sztuczna inteligencja JESZCZE nie jest na tyle mocna, żeby konkurować z literatem ale dobrze jej idzie czasami. Bywa czasem jakieś złożenie słów, które jest w miarę dobre. Powtarzalne ale dobre. I tym można się inspirować.

 Inspirować można się również czymkolwiek napotkanym na swojej drodze. Filmem, drzewem czy opowiedzianą historią. Nawet motylem obijającym się we własnym brzuchu, podczas gdy mieliśmy pewność, że stado już dawno wymarło. Dobrze mieć swoją muzę… Nawet jak ona nie w pełni ma pojęcie kim jest dla ciebie…

środa, 10 czerwca 2026

Fajny, twórczy czas...

  Twórczy czas nie odnosi się tylko do pisania tekstów piosenek, które na razie sklejam z muzyką stworzoną przez AI... To po prostu dni, które napędzane są czymś innym. O tym później a teraz przedstawię nowy tekst. pierwsza wersja: 

 Jak zwykle proszę o zwrócenie uwagi na tekst. Muzyka taka, jaką lubię...  Co wynika z tego efektu? Może to, że w tekście piosenki należy unikać zbyt długich słów, bo AI nie radzi sobie z polskim akcentowaniem. Nie jestem  muzykiem a jednak mam nadzieję, że żywy głos sobie z tym poradzi. Trzeba by zapytać jakiegoś trenera głosu. 
 Druga wersja to inna melodia, duet gdzie w ostatnim wersie refrenu skracam liczbę zgłosek w wersie. Wychodzi lepiej ale nie muzycznie... Moim zdaniem oczywiście: 


 Tak sobie myślę, że przypisuję zbyt duże znaczenie słowom w piosence. Ostatnio odkryłam pewien utwór. 

 Minimum słów, maksimum treści. Potrzeba własnej ekspresji nieskrępowanej żadnymi regułami. Pozwól mi być... być sobą. Tylko tyle i aż tyle. To wszystko. 

 Aha, miałam powiedzieć coś o aktualnym twórczym czasie, o inspiracji i natchnieniu. Tak więc jest coś takiego, innego niż wszystko, co do tej pory, co inspiruje mnie każdego dnia i wprawia w ten stan, którego istoty na razie nie jestem w stanie określić... Jednak już jestem bliżej niż dalej. 
 Nie interesuje mnie gotowa definicja. To poszukiwanie jej jest o wiele bardziej pasjonujące.  :)




wtorek, 2 czerwca 2026

Niegłupie gry.

  Nadal bawię się w pisanie teksów piosenek. Oczywiście nie wszystkie próby nadają się do publikacji. O tym akurat nie wszyscy pamiętają. Jest wiele kanałów, gdzie tworzone są piosenki do powtarzalnych tekstów, wydaje mi się, że to na skutek zachłyśnięcia się możliwościami AI w temacie komponowania muzyki. Ja to rozumiem, bo niektóre kawałki właśnie muzycznie są bardzo fajne. Ja sama nie zwracam większej uwagi na wykończenie, po prostu chcę wiedzieć jak tekst "hula" z muzyką.

 Jednak lubię na przykład muzykę klubową i coś takiego napisałam ostatnio w promptach. Ale ja bym tutaj chciała pisać o tworzeniu za pomocą słów. Tak więc pisząc tekst do piosenki, najlepiej jest wiedzieć o czym ma to być. To podstawa, która w sumie ma zastosowanie w przypadku wszystkich form literackich. Tak samo jak odwołanie się do emocji. To akurat ma również zastosowanie w przypadku tworzenia opisów towarów w sklepach internetowych. 

 Oryginalność to następny problem. Jest wiele podobnych utworów. W skrócie od wieków najwięcej emocji generuje miłość, nienawiść, tęsknota i wszelkie bóle egzystencjonalne. Sztuką jest napisać to inaczej niż większość poprzedników. Niektórzy mówią o dopuszczalności zrzynania ale od klasyków... 

 Rymowanie nie jest zbyt wielką sztuką... zwłaszcza w dobie dostępności różnych słowników rymów w Sieci. Sztuką jest stworzenie pewniej opowieści. Oczywiście tekst może być wiele razy poprawiany. To normalne. Ja akurat pierwszą wersję do której dokleiłam muzykę znów poprawiłam. To ta pierwsza, krótsza, która trafiłam na YT do short'ów :



 W drugiej wersji jest dopisana jeszcze jedna zwrotka. Jednak muszę przyznać, że muzycznie to mi odpowiada pierwsza wersja. Ale to w sumie nieistotne, bo zajmujemy się tutaj pisaniem tekstów a nie analizowaniem osiągnięć sztucznej inteligencji. 

 To ta duga wersja, gdzie i tak zmieniłabym ostatni wers z "skuteczne gry" na "niegłupie gry"


 

 Jednak wiadomo, że poprawkom nie byłoby końca a przecież wszelkie projekty trzeba w końcu sfinalizować. 

poniedziałek, 11 maja 2026

Moje teksty dostały muzykę (w prezencie)

   Ostatnio zajął mnie temat muzyki tworzonej przez sztuczna inteligencję. W końcu trafiłam na samouczek, który mi umożliwił tę zabawę. Jednak nie chciałam, żeby AI pisało mi teksty bo w końcu co bym miała do roboty... Tak więc dorobiłam muzykę do prędko napisanego tekstu w typie "Kręć, się kręć" a później zachęcona sukcesem poświeciłam już więcej starań na napisanie tekstu. Tak powstał "Szept nocy". Tytuł wymyślony przez aplikacje. Oba utwory są na moim koncie na YouTube. 

 Bardzo mi się to spodobało, to co powstało, więc spróbowałam już dorobić muzykę do zupełnie białego tekstu wiersza. Wyszły niesamowite rzeczy. Jeszcze nie nauczyłam się robić teledysków ale raczej nie pójdę w ten kierunek, bo interesuje mnie tekst a nie obrazki. Raczej będzie to jedna pocztówka, żeby format odpowiadał wymaganiom. 



  Bardzo mi się ten tekst podoba. Wiersz jak wiersz, ale z muzyką nabrał innego wymiaru. 



czwartek, 7 maja 2026

Ta cholerna nostalgia...

  Oglądałam ostatnio filmik o Alizee. Sama bardzo lubiłam jej słuchać a zwłaszcza ten kawałek najbardziej rozpoznawalny. Przypomniała mi się pewna postać. To była bardzo dziwna relacja. Wydawało mi się, że facet jest dobrze rokujący. Tak to opisałam w pewnym komentarzu:

 -Znałam jednego co miał szajbę... Mówił ze to jego przyszła żona ... hehe. Akurat na niego ta historia nie zadziałała inspirująco. Spotkałam się z nim rok temu, po kilkunastu latach internetowego kontaktu... Totalna porażka. Cuchnący, stary kawaler, alkoholik z zębami jak koszmar ortodonty... Sam o sobie mówiący, że jest zjebany... Najgorsze, że to jak najbardziej prawda. Jedyny plus tej znajomości to fakt, że zainspirował mnie do napisania jednego opowiadania, które zostało dobrze ocenione. Powstało ono na podstawie jego osobistej relacji po pewnym losowym zdarzeniu. Ciekawe przemyślenia i wnioski. Widać było potencjał. Ale to wszystko rozmyło się w procentach jak wiele innych spraw na tym świecie. :(


A bo to on jeden taki?... O czym tu rozprawiać? Później na dodatek skonstatowałam, że te wszystkie wspomnienia są figę warte. No bo co z tego, że wcześniej wszystko było takie proste? Dziś jestem skłonna twierdzić, że to był efekt jasno postawionych celów. Trzeba zrobić tak i tak, przetrwać, zwyciężyć, bo oczekują tego od nas rodzice, partner, rodzina, dzieci... Trzeba wykonać plan i nie zawieść nikogo. Później nadeszła chwila prawdy i nowe odkrycie, że tak naprawdę NIKT tego nie doceni i wszyscy mają w d... twoje poświęcenie.

Teraz akurat zaczynam wątpić w to medium, jakim jest Internet. Niby dużo mi dało w kwestii ogólnego rozwoju ale też skutki uboczne są ciężkie. To są odkrycia tak straszne, że w pierwszej chwili dołują. Dochodzi się do wniosku, że najlepsze byłoby proste życie, gdzie nie straszy "świata groźny szum", ranne wstawanie, zwyczajne, codzienne czynności, oczekiwanie co najwyżej na tańczącą niedzielę, proste i zdrowe emocje. Tak bez udziwnień, bez tej całej skomplikowanej rzeczywistości.

Hmm... chyba się już autentycznie starzeję... Przychodzi ten moment dogłębnej analizy rzeczywistości. Co z tego wyniknie? Może jakaś prawda objawiona? Ale to akurat nie będzie miało dla nikogo znaczenia. To akurat, że dla mnie TAK to absolutnie nieważne.



niedziela, 26 kwietnia 2026

Pełna kontrola, bo co ludzie powiedzą...

  Jakie problemy mają ludzie... to tak na skutek ostatniego ogarnięcia okiem treści internetowych... Ile na Komunię to już klasyk. Natomiast oddzielny temat to kreacja ciuchowa. Ja pierdzielę...  Jakie buty, jak kolor najlepiej, czy fuksja jest odpowiednia dla babci???  (moim zdaniem to zależy od samej babci, jej stylu, charakteru urody, odwagi i innych rzeczy)

 Widać jak na dłoni, że ludzie maja wgrane pewne rzeczy. Nie ma tak, że jestem sobą i zachowuję się tak, jak mi intuicja podpowiada. Nie ma. Jest presja. Bo co inni powiedzą?... Inna sprawa, że ludzie w każdej sytuacji potrafią oceniać nie tylko wygląd ale wszystko inne, co tylko jest widoczne. Tylko po co, po jaką cholerę? Co to daje tak na dłuższy dystans??? Sama byłam świadkiem jak na pogrzebie bliska mi osoba odwracała się i lustrowała bez skrępowania pozostałych uczestników uroczystości. A za pół roku akurat była na miejscu najważniejszego jej uczestnika. 

 Ja tu nie mówię, że pewne osoby za jakiś czas przystąpią do kolejnej w życiu Komunii Świętej... Ale czy to jest ważne kto przybył i jak wygląda??? Przecież każdy z grubsza wie jak należy się ubrać i zachować na pogrzebie (chociaż z mojego doświadczenia wiem, że jednak nie każdy), no więc niech każdy ustali jak ma wyglądać w ważnej dla siebie chwili. O ile oczywiście dla tego kogoś chwila jest ważna i w jakim stopniu, bo może nie aż tak bardzo.

 Tak często myślę... Chciałabym mieć tylko i wyłącznie TAKIE problemy. 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Raz w górach, raz w dołku.

  Jestem sobie aktualnie w dołku. Coś wcześniej bredziłam o stawaniu się twórcą cyfrowym ale doszłam do wniosku, że to durny, poroniony pomysł. Tak naprawdę to właśnie Internet mnie nieustannie dołuje. Jestem zbyt wrażliwa, żeby odbierać zamieszczone tam treści. 

 Jedna część, ale nawet nie wiem jaki to procent to pożyteczne informacje. A reszta to jacyś dziwni ludzie z contentem, którego sens próżno odgadnąć, wzajemnie wyzywanie się i chamskie ocenianie, teorie spiskowe, rewelacje z d... wzięte, łowcy internetowi oraz oszuści wszelkiej maści. 

 Tragedia, po prostu tragedia... Mnie czasem "udaje się" z kimś pogadać w Sieci ale zawsze jest to stracony czas i stracone nerwy. Zaczepiają mnie różni mężczyźni, bo widocznie dobrze wychodzę na zdjęciach. Co do tego to jednak nie mam pewności, ale za to oni mają pewność, że skoro mam jakiś tam profil tu czy ówdzie to powinnam się z nimi umawiać. Najlepiej oczywiście dojechać na chatę. O co tu chodzi to ja nie wiem... przecież wiadomo, że idealni mężczyźni są gdzie indziej. 

 Oto mój ulubiony dowcip. Niby głupi ale tylko pozornie. 

 Spotkały się dwie znajome czy tam koleżanki. Jednak mówi:

- Słyszałam że wreszcie wyszłaś za mąż.

- Tak. I jestem bardzo szczęśliwa.

- Pewnie mąż dobrze zarabia?

- Nie, w sumie średnia krajowa...

- Pewnie diablo przystojny skoro go wybrałaś.

- Eee tam, przeciętny.

- To pewnie rewelacyjny w łóżku?

- Normlanie, bez fajerwerków.

- No to o co chodzi?

- Nie ma profili w Socjal Mediach i nie używa Internetu. 

- Chryste... a gdzie ty taki ideał znalazłaś?!


I tak to  jest. Tzn. mogło by być ale nie jest. Przynajmniej u mnie. U mnie, na moim terenie to obserwuję totalne odklejenie. Zdurnienie za sprawą bezkrytycznego przyjmowania debilizmów z YT oraz z innych miejsc w Sieci. Dodatkowo narzucanie innym swojego punktu widzenia a jak ktoś nie przyjmuje, to foch, nieodzywanie się i wyzywanie od bezmózgów. Nie ma świętości w postaci więzów rodzinnych oraz więzów krwi. I jak się tu odzywać do zakutego łba? Lepiej się nie odzywać i tak to już trwa przeszło trzy lata. Aż się prosi o jakiś radykalny krok ale nie zawsze są możliwości, gównie finansowe. Inne też. 

Znów się użalam i daje wyraz swojemu sfrustrowaniu. Mam gorszy dzień, może gorszy tydzień a może nawet zaczyna się gorszy miesiąc. No cóż, tak bywa.