Próbuję przełamać twórczą niemoc i polega to na tym, że na siłę coś klecę i pokazuję. Nie mogę powtórzyć tej w miarę najlepszej mojej piosenki o nieznajomym. Ma ona prawie czterysta wyświetleń ale to i tak jest niewiele w porównaniu z innymi. Cały czas marzę o stworzeniu idealnego tekstu. Ale co to oznacza to chyba nie do końca wiem. Wczoraj powstał tekst niby rozrywkowy o temacie popularnym ale nie taki popularny jak inne piosenki o obudzeniu się z koszmaru przeszłości. Jakakolwiek by nie była... Po prostu moja przeszłość nie wydaje mi się aż tak traumatyczna, żeby ją publicznie rozgrzebywać. Nie mogę też nic wymyślać, bo nie warto się dołować.
Wczorajszy tekst tak wygląda:
Subskrybent mi doszedł jeden. I to tajny więc nie wiem o co chodzi. Mam pewne podejrzenia ale to tylko podejrzenia. Ale sobie content wybrałam...
A zazdrość? O subskrypcje i wejścia. Pani, między innymi o której miałam nakręcić satyrę, umieściła niedawno dwa filmiki i ma już przeszło dwieście. A ja mam czterdzieści cztery na tę chwilę. Może rzeczywiście trzeba pokazać swoje lumpy. To ludzi interesuje a nie jakieś tam dziwaczne poezyje...
Ale to też byłoby pokazywanie swojej prywatności... Jako ciężki introwertyk chyba nie czułabym się z tym komfortowo. Ale może jednak spróbować?... Potraktowałbym to jako kolejny tekst, tym razem satyryczny, taki na skecz. W końcu mam prawo eksplorować nowe kierunki rozwoju. No nie wiem.
Ostatni tekst akurat jest poprawny, sensowny. O czymś tam mówi, ma historię i nośny szlagwort. Może muzyka nie jest najlepsza... ale u mnie nie chodzi o teledyski. U mnie są tylko teksty i one powinny podlegać ocenie.
Już ożyłam. Pobrałam trochę przeciwbólowych i jakoś dałam radę wstać i trochę się pokręcić. Dzisiaj wypad do mojego ulubionego lumpa i starałam się nie patrzeć na ciuchy, tylko raczej na dodatki i inne sprawy. I znalazłam między innymi Barbiankę w świetnym stanie. Znów laleczka. Niby już nie tworzę kolekcji, ale... Jak widzę, że gdzieś tam leży samotna wśród pluszaków, bo pewnie z pluszakami się nie zadaje, bo to nie ta liga, to po prostu przygarniam taką. U mnie na odpowiednie towarzystwo i troskę. I ubrać ma się w co...
Ona akurat ma już swoje plastikowe, różowe body na stałe ale przecież to nie problem. To daje inne, ciekawe możliwości, jeśli chodzi o jej przyszłą garderobę. Będę szyła? Możliwe... Chociaż nie teraz, bo zaprzątają mnie sprawy poważne w tej chwili. Takie, które będą miały wpływ na dalsze moje życie.
Napisałam następny tekst do piosenki. Było to dwa dni temu i od tej pory nic nie robiłam, tylko patrzyłam jak się podoba. Wydawało mi się, że już się zbliżyłam do ideału. Prawie popadłam w megalomanię... Ale co ja zrobię jak mi się podoba to, co stworzyłam.
Jeśli chodzi o tak zwaną WENĘ, to chodziło mi coś takiego po głowie, bo chciałam stworzyć coś lekkiego i życiowego jednocześnie. Nawet była taka chwila, że wstałam z łóżka w nocy, bo coś ułożyło mi się w głowie i bałam się, że mi ucieknie. Wstałam i zapisałam tę zwrotkę: "Powiedzcie mi zaraz, jak on ma na imię". Mogłam się nagrać na telefonie ale obawiałam się, że pomysł mi uleci od niebieskiego światła. Na drugi dzień obudowałam te słowa.
Tutaj zwrotki są 6-cio zgłoskowe. To jest trudny wymiar. Tak mi się wydaje. Ale za to dobrze przemawia i nadaje się do tańca. Akurat aplikacja dała mi najlepszą muzykę od razu. Byłam zauroczona. Robiłam kilka następnych prób ale już to nie było takie fajne.
Refren ma inną liczbę zgłosek, nawet ich nie liczyłam ale okazuje się, że wszystko hula.
W Sieci jest ogromna ilość tekstów takich twórców jak ja. Ja osobiście staram się nikogo nie naśladować. Dla mnie niedoścignioną artystką jest i będzie Agnieszka Osiecka. Wszechstronność. Ciężkie tematy ale też lekkie, rozrywkowe kawałki. Co ja mogę powiedzieć o idealnym tekście piosenki? Moim zdaniem musi być jakaś historia. Jakaś opowieść. Czasem dramat. Niedawno moja córka, która należy już do nowego pokolenia z całymi przyległościami, wsłuchała się w piosenkę "Małgośka mówią mi". I powiedziała: Tam jest cała historia, tam jest dramat.
Ano właśnie. Historia. W krótkich słowach trzeba opowiedzieć jakaś historię. Czasem krótką ale taką, która jest warta zainteresowania. O miłości to są chyba wszystkie piosenki. Ale przynajmniej coś około 98 procent. Jest kilka o nienawiści... ale czasem w takich przypadkach okazuje się, że to tylko strach przed miłością albo niezrozumienie jej. hah
No i w tej chwili mam niemoc twórczą, bo nie wiem o czym teraz chcę napisać. Ale nie przejmuję się, bo z doświadczenia wiem, że pomysły przychodzą nagle. I to wszystko jedno czy w wannie, czy podczas bezsennej nocy, czy też w sklepie na krótko przed kasą... To może być wszędzie. Nawet podczas szorowania podłogi. Ale to właściwie wszyscy wiedzą.
Zostało mi tylko pojękiwanie. Coś mnie połamało i w sumie tylko leżę w łóżku i czasem połykam środki przeciwbólowe. Pogoda jest taka sobie, więc może jestem meterolopatką czy jakoś tak albo to kolejny, już cięższy rzut Sarko. Niestety na Oddział kładę się dopiero za miesiąc, wiec musze dożyć. Nie opłaca się robić zamieszania z badaniami, bo wtedy zrobią mi badania kompleksowe, łącznie z TK.
Tak więc poleguję i cierpią na tym moje relacje, bo nie mam nawet siły się odzywać do ludzi. Jakoś nikt nie rozumie, że można aż tak źle się czuć... Ale to nie żadna depresja, bo czasem w przebłysku mam ochotę tworzyć. Pisanie jest najlżejsze od strony fizycznej wiec tworzę nadal teksty. Mam też szczerą ochotę odnowić starą, lalkę vintage. Przynajmniej odtworzyć jej ubranie. Gumy w środku są OK, no może nogi za luźno latają ale obawiam się, że jak wszystko rozłączę to nie wystarczy mi pary na połączenie wszystkiego z powrotem.
No i stworzyłam następny tekst. Bardzo chciałam, żeby był on motywacyjny, bo zazdroszczę powodzenia tym autorom, co zdobywają sławę pisząc jaka to jestem silna, tyle przeżyłam ale się podniosłam, teraz mi nikt nie podskoczy i w ogóle możecie mi naskoczyć, mam to w ...
Zazdroszczę sławy a piszę że nie zależy mi na sławie... Ale hipokryzja. Ale to wszystko nie musi być moje. Obserwuję po prostu co się może podobać. I nie powiem, podoba się. Ma sporo wyświetleń i przybyła mi jeden (tak, tylko jeden) subskrybent. Tak więc orka na ugorze.
Tutaj chcę zwrócić uwagę na rymy, aczkolwiek mało osób zaprząta sobie głowę tym detalem. Oczywiście z grona twórców dokładających muzykę AI do swoich tekstów. W tym ostatnim przypadku stosuję zarówno rymy krzyżowe jak też zewnętrzne i mieszam bez żadnego systemu. Uważam że nie wychodzi to źle bo taka praktyka wzbogaca tylko dynamikę w utworze. Tutaj AI poradziło sobie z tym genialnie, tak więc żywy muzyk i żywy głos tym bardziej sobie poradzi.
Nadal zastanawiam się czy inwestować środki i czas w teledyski ale po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nie o to tutaj mi chodzi. Jeżeli moim zdaniem dojdę już do takiego punktu, że swoje teksty będę mogła pokazać szerzej, to pokażę gdzie trzeba. A na razie staram się doskonalić.
Czasem tylko mam ciągoty, żeby w Sieci pochwalić się a to szmatami a to kolekcjami, bo znów zazdrość dochodzi do głosu jak widzę jak pewna emerytka pokazuje swoje lumpy... Ech, żal dupę ściska... Powinnam to wreszcie zrobić. Kto mi zabroni?
Na początek dam link do pewnej twórczyni, której prace szalenie mi się podobają i raczej nie tylko mnie. Nazwa kanału na YT. To "Kelly Boesch AI Art". Pani robi cos podobnego do mnie, tylko oczywiście jest o lata świetlne dalej. Dodatkowo robi ciekawe teledyski.
Zastanawiam się czy by też nie zająć się ruchem na swoich filmikach, bo jak do tej pory to nie mam zbytniego zainteresowania swoją twórczością. Oczywiście uważam, że moje teksty są fajne, w miarę zgrabnie napisane i odwołujące się do ludzkich emocji. Tymczasem od początku moich działań w tym temacie doszło mi tylko osiem subskrybentów. Licznik co prawda chodzi ale po kilku dniach od zamieszczenia tekstu z muzyką zainteresowanie ustaje.
No i tutaj zżera mnie zazdrość, bo na FB oglądam całe stada twórczyń cyfrowych, którym wiedzie się lepiej... Ale za to kontent jest dla mnie trudny do ogarnięcia. To jest po prostu masakra. Pół biedy jak kobitka w podobny sposób do mnie prezentuje swoje teksty ale wraz ze swoją obecnością. A że jest zgrabna i piękna, to ruch jest. Atrakcyjni mają lepiej. Ale chyba nie, bo pojawiły się całkiem zwyczajne osoby, które wzbudzają emocje różnego rodzaju. Pokazywanie ciuchów ze swojej szafy .. i tu nie mówię o Szafairce Dorce, ona ma jakiś tam kontent, który i tak nie wszystkim się podoba. Ale kto zabroni innej emerytce, która najwyraźniej robi sprzątanie na strychu...
Inna pani to Tereska Poker Face, która filmuje swoje spacery z okolic swojego biodra i nikt nie wie o co tam chodzi ale za to wszyscy oglądają. Tereska ma ciekawe korale i naszyjniki, to może o to chodzi...
Inna pani wyje do kompletnych podkładów muzycznych słyszanych w tle i podryguje eksponując głownie tylną część ciała. Brzmi trochę jak zarzynana kura ale wszystkim się to podoba. Jak się komuś nie podoba to taka niesubordynacja jest zaraz usuwana.
Ja bym chciała robić coś takiego ale nie maiłabym czasu siedzieć ciągle przy komputerze i kasować negatywne opinie. O hejterach już nie wspomnę. Ale co to za twórca internetowy bez sztabu hejterów?
Tak więc muszę w pocie czoła i z przegrzanym czasem mózgiem walczyć o każdego subskrybenta. Na dodatek rozwój idzie mi opornie i w ślimaczym tempie. Zwłaszcza, że miałam ostatnio przerwy w pracy bo okazało się, że jednak do tworzenia potrzebuję spokoju i ciszy. W przedostatnich dwóch dziełach akurat widać, że tego nie miałam. Ale ostatni tekst, już pisany na spokojnie, uważam że jest fajny. Nadal jednak nie uważam, że tworzę coś idealnego.
Short też jest fajny. Tutaj akurat niewiele się te kawałki różnią. Oba w tym samym typie:
Kusi mnie żeby nakręcić jakiś prześmiewczy filmik tak do ogólnych tematów... ale może lepiej w to nie brnąć. Przecież mogłoby to być uznane za hejt. Teraz nie można powiedzieć, że ktoś jest durny. Tak samo jak nie można powiedzieć, że ktoś jest otyły albo gruby. Nawet zasugerować nie można. Co to się porobiło?
sobota, 18 lipca 2026
Uff
Upał upałem i ogórki ogórkami, nawet te siłą wmuszane, których nie wypada odmówić... ale prawdą jest, że przez ostatnie dwa tygodnie doświadczyłam takiej mielizny intelektualnej i w zasadzie żadnej kreatywności... No bo akurat doszedł do głosu miły przeszkadzacz.
Ale z każdej sytuacji da się wyciągnąć jakieś pozytywy. W moim przypadku to pomysł na rolkę, gdzie będę nawiązywać do twórczyń internetowych, które mają od cholery wejść przy durnym kontencie, przy czym ja mam mało wejść przy kontencie sensowym... aczkolwiek może to tylko mnie się tak wydaje, że mój kontent jest sensowny podczas, gdy możliwe, że jest denny.
Twórcami to zajmę się oddzielnie i po dłuższych przygotowaniach... bo naprawdę zjawisko mnie przeraża i najnormalniej w świecie boję się zderzenia z giga koszmarem. Może nawet nie podejmę się z nim dyskutować, bo z góry zobaczę swoją porażkę i bezsens moich działań.
No to co ja stworzyłam?
Stworzyłam chyba trzy teksty przez dwa tygodnie byczenia się... I tutaj muszę przyznać, że jednak do pisania potrzebna jest CISZA. Ostatni tekst jest efektem zimnej kalkulacji na temat, co to się podoba i co ma najwięcej wejść... Stworzyłam coś w ten deseń aczkolwiek i tak nie mogłam się na dobre wyłączyć podczas tworzenia. Tak więc obiecuję poprawę.
W tych dniach również nastąpił u mnie inny rodzaj pokonania siebie. Po prostu odważyłam się sama pojechać autem w miejsca które kocham... Co prawda pomogłam sobie wybierając pory o słabym natężeniu ruchu. Jednak zrobiłam coś, co kiedyś wydawało mi się niewykonalne. No bo ja strachliwa, z czarną wyobraźnią o dwa, trzy kroki w przód...
Tymczasem wszystkie strachy da się pokonać, tylko trzeba odpowiednio do tego się zabrać.
Ech... jak dobrze spełniać kolejne marzenia, nawet jakby to miało nas kosztować nerwy, schizy i kolejne, ciężkie wewnętrzne walki.
Tak sobie myślę, że sezon ogórkowy trwa u nas przez cały rok. To nie to co kiedyś. Idiotyzm trwa i trwa. Na dodatek rośnie w siłę... Mam podejrzenia, że to na skutek pogłoski, że na Facebooku będzie monetyzacja. Będzie dotyczyła treści zamieszczanych przez użytkowników. No więc wszyscy zamieszczają i głupota goni głupotę. Ja ze swoimi grafomańskimi wyczynami to jestem cienka jak moja emerytura, bo najwięcej ruchu ma głupota w stanie czystym. Po prostu człowiek tak ma, że musi znaleźć sobie kogoś bardziej debilnego od siebie i wtedy czuje się lepiej.
Do tej pory prym wiedli różni eksperci z bożej łaski, ale to w każdym temacie. Tak więc inwestowanie, prowadzenie kanału, biznesy, szukanie zasięgów. Jak wydać książkę ale najlepiej e-booka, jak poprawić swoje finanse, relacje i inne sprawy. Ostatnio nastąpił wysyp specjalistów od relacji, sprawiających wrażenie wybitnie obtrzaskanych psychologów. Jednak z psychologią mają oni zazwyczaj tyle wspólnego, że kiedyś tam potrzebowali psychiatry.
Ogólnie wiele podchodzi pod rozwój osobisty, który jest moim ulubionym tematem. Słucha się takich i od razu widać/słychać którego autora akurat się obczytali. To takie wtórne. Zadziwia mnie też wysyp suchych alkoholików, którzy chwalą się, że zerwali z nałogiem i tyle a tyle czasu już nie piją. Doświadczają jakichś dziwnych doznań, czemu się nie dziwię, bo wcześniej nie zwracali uwagi na wiele rzeczy. Po prostu ich uwaga zajęta była czym innym a teraz ich mózgi nadrabiają zaległości i są tym faktem wręcz oszołomione. No wiec jak już poznają te fajne aspekty trzeźwego życia to musza się z tym dzielić. No i oczywiście wszyscy inni, którzy tam sobie strzelą jedno piwko w upał po pracy to już są be... a już jak z ukochanym wypijesz lampkę wina do kolacji to już jesteś prawie alkoholiczką...
To mi przypomina sytuację, gdy jak ktoś spektakularnie schudnie to zaczyna wyzywać osoby z nadwagą: "Jak można się doprowadzić do takiego stanu?".
Oddzielnym działem, do którego nie wiem jak podejść, to są rolki nakręcone przez kobiety w moim wieku. Jeszcze jak pokazują w co się tak ubrały to pół biedy. Jednak są takie, które śpiewają do jakichś tam całych piosenek disco polo albo biesiadnych. Takie, które pokazują swoje wdzięki... np. niby przypadkiem uda... Jedna pokazuje swoją pokerową twarz i spacery po mieszkaniu i terenie. I to ma wzięcie!
Przychodzą komentatorzy i czasem krytykują ale to jest tylko poprawianie zasięgów. I to ma więcej powodzenia niż moje pieprzenie o pisaniu i o tym jak to robię i jak u mnie z weną i jak zwykle nic mi się nie chce. Ale co się dziwić że czuję pustkę jak widząc takie popisy mam ochotę się nawalić byle czym i zostać czynnym alkoholikiem a później rzucić procenty i mieć temat jak to się uwolniłam od nałogu.
I wtedy mam wytłumaczenie na moje nieróbstwo. Dodatkowo dochodzą upały i naprawdę nic a nic nie robię. Nawet mojego ulubionego prasowania nie uskuteczniam ale to chyba wiadomo dlaczego.
Dzisiaj nic nie będzie o pisaniu? No może będzie. Napisałam chyba zrozumiałą piosenkę o poziomkach i musze przyznać, że bardzo jest mi miła... Wpadam w megalomanię, wiem.
Tutaj muszę zaznaczyć, że historię zaczęłam od napisania szlagwortu. Inspiracją był mój stary wiersz ale nawet go nie miałam przed oczyma, więc niewiele z niego wzięłam. Tylko te poziomki i gramofon.
Ech, nie wiem ile teraz będę miała przerwy. Za kilka dni mam urlopik czyli oderwanie od stałej rzeczywistości, wiec może znajdę swoją MUZĘ... Może jakieś nowe pomysły mnie dopadną? Kto wie...
Obserwując swoją "twórczość" dochodzę do wniosku, że za bardzo przywiązana jestem do rymów. Jakaś taka mania mnie naszła. I tak rymuję i czasem sama sobie się dziwię, że jeszcze tym nie rzygam. To znaczy miałam taką manierę i przekonanie, że wszystko ze wszystkim musi się zrymować a to w sumie nieprawda. Albowiem wystarczy, że rymują się tylko wybrane wersy. Na przykład co drugi.
Dziwna rzecz, że najpiękniejsza moim zdaniem rockowa ballada polska , "Niepokonani" zrymowana jest chyba w dwóch tylko miejscach... Ale podobno słowa powstały do już istniejącej koncepcji melodycznej. To chyba inna sytuacja. W sumie nie wiem, bo moje doświadczenie w temacie zaledwie raczkuje.
W tym moim utworze na przykład, jest pomieszanie z poplątaniem... Już sama straciłam kontrolę, czy mają to być rymy abab czy aabb... I wyszło co wyszło:
Później powiedziałam sobie: Tereska nie komplikuj, napisz coś bardzo prostego, jakiś krótkozwrotkowiec o tematyce jak najbardziej zwyczajnej. Najlepiej to, co dzisiejszego dnia cię uwiera i ogranicza czy też rajcuje. Akurat w tym dniu jako meterolopatkę ograniczało mnie ciśnienie atmosferyczne i powstało coś takiego:
Natomiast dzisiaj biomet już był zdecydowanie korzystniejszy. Przy okazji poznałam jeszcze jeden profil, który robi coś podobnego do mnie... Jednak jest to coś zupełnie innego. Zauważyłam przy okazji, że popularne są kawałki, gdzie przekazem jest coś na kształt: "K... mać, było gówniano, ale teraz jest ze mną lepiej, już mnie nikt nie wydyma, ja wam jeszcze k... pokażę, bo urosłam w siłę i nikt mi już nie podskoczy. Bójcie się moim pieprzeni, dawni prześladowcy!" ...
:/
Oh, ja rozumiem, że można się czasem wkurzyć totalne ale to nie jest moje. Ja się wkurzam cicho. Planuję ciche dywersje. Cały czas przy tym udaję słodką dziewuszkę, która kolejny raz... a może ostatni zdecydowała się zaufać. Tymczasem prawda jest inna. Ufaj ale bądź uważna, parafrazując starą prawdę rodem chyba z kursów dla SB-ckich działaczy. Ufaj ale sprawdzaj. Po prostu tak poraniony człowiek jak ja nie może zachowywać się inaczej.
Ale teksty będą takie jak tok myślenia(kojarzenia) zabujanej w nowej rzeczywistości kochaneczki, która...
No dobra, nie oceniajmy, to tylko piosenki. Wszystkim mają grać na emocjach. To podstawa.